Grzybiarze z Rumunii w podkarpackich lasach. "Ludzie dzwonią, że coś się dzieje niedobrego"
Zorganizowane grupy grzybiarzy z Rumunii w podkarpackich lasach. - Kłopotem jest to, że chodzą tyralierą, że smagła twarz widziana w lesie u kilku osób może budzić przerażenie. Mamy takie głosy, że ktoś jest przerażony, ludzie dzwonią (...), ale nie było żadnego zgłoszenia, jeśli chodzi o agresywne zachowania - mówił w TOK FM Edward Marszałek z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie.
- Grupy mieszkańców Rumunii zbierają grzyby w podkarpackich lasach;
- Zbierają "praktycznie wszystko", bo wysyp grzybów "nie jest rewelacyjny";
- Jak mówił w TOK FM przedstawiciele RDLP w Krośnie, grzybiarze z Rumunii budzą niepokój okolicznych mieszkańców.
W lasach na Podkarpaciu - głównie w Beskidzie Niskim, pojawiły się zorganizowane grupy grzybiarzy z Rumunii.
- Wyglądają raczej na ubogich mieszkańców wsi, którym ktoś organizuje ten interes. Przyjeżdżają czasem na kilka, kilkanaście dni, kiedy jest wysyp grzybów - mówił w "TOK 360" Edward Marszałek z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie. Jak dodał "organizujący musi mieć z tego spory zysk", bo grupy żyją w bardzo trudnych warunkach, a bywa, że koczują na polach namiotowych.
- Wychodzą bardzo wcześnie do lasu, skoro świt. Bez wielkich śniadań, to jedzenie w biegu. Idą do lasu z torbami, koszykami, specjalnymi skrzynkami do sortowania i transportu większymi samochodami - relacjonował rozmówca Wojciecha Muzala.
Co zbierają? Jak mówił gość TOK "praktycznie wszystko". Tym bardziej, że "w tym roku wysyp nie jest rewelacyjny".
- Jeśli chodzi o prawdziwki czy koźlarze, bardziej cenione, to tutaj nie ma specjalnie za czym chodzić. Sporo jest za to rydzów w beskidzkich lasach, dlatego że jest tu też dużo drzewostanów porolnych. Jeżeli rydze się już pojawiają, to (...) można je zbierać w dużych ilościach - przyznał Edward Marszałek.
"Zachowują się poprawnie"
Grupy grzybiarzy z Rumunii nierzadko wzbudzają niepokój okolicznych mieszkańców.
- Kłopotem jest to, że chodzą tyralierą, że smagła twarz widziana w lesie u kilku osób może budzić przerażenie. Mamy takie głosy, że ktoś jest przerażony, ludzie dzwonią, że coś tu się dzieje niedobrego. Ale nie było żadnego zgłoszenia, jeśli chodzi o agresywne zachowania. Oni się zachowują poprawnie - podkreślił rozmówca Wojciecha Muzala.
Jak dodał, "nie ma tutaj prawa ingerować, bo nie jest służbą, która zajmuje się cleniem grzybów czy kontrolą pojazdów".
- Oczywiście, jeżeli przekraczają przepisy leśne, czyli na przykład wjeżdżają samochodami do lasu w miejsca niedozwolone, to są karani. Tutaj nie ma żadnej ulgi, to oczywiste. Stąd tylko w ostatni weekend kierowcy rumuńscy zapłacili osiem mandatów tylko w dwóch nadleśnictwach: Dukla i Rymanów - poinformował Marszałek.
Źródło: TOK FM