,
Obserwuj
Polska

"Polska poderwała myśliwce" - ile to kosztuje? "Zdecydowanie za dużo"

3 min. czytania
21.10.2026 16:29

77 tys. zł za godzinę lotu, a przy użyciu dopalacza - znacznie więcej. Każde poderwanie myśliwców to dla Polski ogromny koszt. A Rosjanie - jak wskazał w TOK FM Juliusz Sabak z Portalu Obronnego - dobrze o tym wiedzą. - To jeden z elementów wojny hybrydowej - mówił gość "Pierwszego programu".

Samolot F-16
Samolot F-16
fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • ile kosztuje poderwanie polskich myśliwców F-16;
  • dlaczego do zwalczania tanich dronów trzeba wykorzystywać drogie uzbrojenie;
  • jakie ograniczenia mają inne samoloty.

"Polska poderwała myśliwce" - ta fraza pojawia w polskich mediach coraz częściej, zawsze w kontekście ataków Rosji na Ukrainę. A każde takie poderwanie myśliwców kosztuje i - jak ocenił w "Pierwszym programie" Juliusz Sabak z Portalu Obronnego - kosztuje "zdecydowanie za dużo".

- Jeśli mówimy o F-16, których używamy przede wszystkim do kontroli na granicy, to MON podaje, że godzina lotu kosztuje około 77 tys. zł. I to przy standardowym zużyciu paliwa, które przy takim samolocie jest duże, bo to jakieś 3-4 tony na godzinę. A jeśli samolot używa dopalacza, czyli mówiąc prościej, spieszy się i osiąga prędkość naddźwiękową, to zużywa 11 litrów paliwa na sekundę, czyli jakieś 40 tys. litrów na godzinę. Lot oczywiście nie trwa godzinę, bo dotarcie z maksymalną prędkością np. z bazy w okolicach Poznania do granicy to dwadzieścia parę minut, ale można sobie wyobrazić, że wtedy ta godzina lotu przy 30-krotnie większym zużyciu paliwa jest znacznie droższa - wyjaśnił w TOK FM dziennikarz, analityk i ekspert ds. techniki wojskowej i lotniczej.

Jak dodał, zużywa się nie tylko paliwo. - Zużywamy jeszcze coś, czego się nie da odtworzyć, czyli tak zwany resurs. To - mówiąc kolokwialnie - limit czasu, który samolot może spędzić w powietrzu i ten limit jest nieodtwarzalny, więc zużywamy zasoby, których nie da się odtworzyć bez kupienia nowego samolotu - podkreślił Juliusz Sabak w rozmowie z Wojciechem Muzalem.

Droga rakieta przeciwko taniemu dronowi. "Lepiej wydać pieniądze"

Ekspert nie ma wątpliwości, że Rosja celowo działa tak, byśmy podrywali myśliwce jak najczęściej. - To jeden z elementów wojny hybrydowej. W miarę jak konflikt w Ukrainie się zaostrza, intensyfikowano ataki bliżej granic krajów natowskich, takich jak Polska, Węgry, czy Słowacja. Presja na Polskę i inne kraje się zwiększa - powiedział analityk.

Rakiety warte setki tysięcy złotych są wykorzystywane przeciwko dronom wartym tylko kilka tysięcy. Czy da się taniej? Jak tłumaczył Juliusz Sabak, nie, ponieważ "nie mamy innego uzbrojenia", które można wykorzystywać w takim celu.

- Można strzelać z działka, ale to ryzykowne, bo dron jest wypełniony materiałem wybuchowym. Są tańsze rodzaje uzbrojenia, na przykład rakiety naprowadzane laserowo, których samolot może zabrać zdecydowanie więcej, niż tych specjalistycznych rakiet do zestrzeliwania innych samolotów. Ale F-16 nie były dotąd w takie uzbrojenie wyposażone. Oczywiście można by też używać tańszych samolotów. Niedawno wprowadziliśmy koreańskie F-50. Wystarczą one, by np. patrolować przestrzeń w obronie przed dronami, ale mają wady - na przykład nie mogą tankować w powietrzu, czyli nie mogą dyżurować dłużej. Jak to zwykle bywa, rozwiązując jeden problem generujemy następny - mówił dziennikarz Portalu Obronnego.

Jak podkreślił ekspert, nie tylko Polska, ale i np. Rumunia zmaga się z podobnymi problemami i podobnymi kosztami. - Natomiast uważam, że lepiej wydać pieniądze na patrole tych samolotów, niż ryzykować, że coś znowu spadnie - stwierdził w TOK FM Juliusz Sabak.

Źródło: TOK FM