Święta w Kolejach Śląskich. Nostalgia, spokój i... gapowicze. "Ci nie robią sobie przerwy"
Matylda Tatol jest kierownikiem pociągu w Kolejach Śląskich. Swoją przygodę tutaj zaczęła zaraz po szkole średniej. - Nie znałam jeszcze wyników z matury, a już popędziłam złożyć papiery - śmieje się. - Pociągi zawsze przewijały się przez moje życie. Mieszkałam blisko stacji kolejowej, koleją też najczęściej podróżowałam. Kiedyś pomyślałam, że fajnie byłoby tu pracować. No i jestem - mówi.
Przekonuje, że nigdy nie przeszkadzała jej praca w niedzielę czy święta. - Jeśli ktoś zatrudnia się na takim stanowisku, musi mieć świadomość, w jakich godzinach i w jakie dni będzie pracować. Ja mam o tyle komfortową sytuację, że na kolei pracuje moja mama i mój mąż, więc wszyscy wiedzą, jak to wygląda - cieszy się.
W tym roku, jak przyznaje, święta wypadły jej w grafiku całkiem nieźle. W niedzielę pracuje do 16.30, mąż i mama mają wolne. Będą mieli dla siebie czas w wieczór wigilijny. - W pierwszy dzień świąt będzie trochę inaczej, bo mąż pracuje, a ja mam wolne. Z kolei w drugi dzień świąt na odwrót. Nie ma nudy - opowiada.
Dzieci z Ukrainy napisały listy do Mikołaja. Miały jedno życzenie. I wcale nie chodziło o prezenty
Pan Ryszard jest maszynistą od 18 lat. W Kolejach Śląskich pracuje niemal od powstania tej firmy w 2010 roku. Przyznaje, że w Wigilię zdarzało mu się pracować nieraz. - Mamy taki system, że siadamy w domach do kolacji do godziny 16 albo po 17, w zależności od tego, czy pracujemy od rana, czy mamy nocny dyżur. Moja rodzina jest do tego przyzwyczajona. Nie mamy z tym problemu - stwierdza.
Pani Matyldzie również zdarzały się wigilijne dyżury. Ruch wtedy, jak mówi, nie jest duży. Do południa są jeszcze podróżni robiący ostatnie zakupy albo tacy, którzy jadą do rodziny. - Jednak już pod wieczór pociągi pustoszeją. Zostają pojedyncze osoby. Panuje nostalgiczny nastrój. W oknach mijających domów widać światła lampek na choinkach. Jest spokojnie. Czuje się, że to wyjątkowy dzień, zupełnie inny niż wszystkie - mówi.
I przyznaje, że jej też ten wyjątkowy klimat się udziela. - Każdy jest jakoś bardziej empatyczny. Jest więcej czasu na rozmowę. Bardzo często zdarza się, że składamy sobie z pasażerami życzenia - opowiada. - Ktoś, wychodząc z pociągu, krzyczy: "Wesołych świąt! Wesołych świąt!". To jest fajne. Choć się nie znamy, to pasażerowie dobrze mi życzą za dowiezienie ich do celu - uśmiecha się.
"Wszyscy na torach są równi"
Pan Ryszard często sam obsługuje pociąg. Nie ma zmienników. Pytany o uczucie samotności w swojej pracy, odpowiada krótko: "Przyzwyczaiłem się". - Wie pan, mam poczucie obowiązku. Wykonuję swoją pracę w pojedynkę i jestem za nią odpowiedzialny, to już mi weszło w krew - podkreśla bez chwili zawahania.
Zaznacza też, że w pociągach jest taka "niepisana tradycja", że maszyniści - kiedy mijają się na torach - podnoszą rękę. - Nie ma znaczenia, jaki to przewoźnik i pociąg: czy towarowy, czy osobowy. Wszyscy na torach są równi. Pozdrawiamy się gestem ręki: "Cześć, kolego!" - mówi.
Drogo przed świętami. 'Pani, z 50-tką nie ma co iść do sklepu, tylko setki i setki'
Kto podróżuje pociągami w Wigilię wieczorem?
Gdy pytamy o podróżnych w wigilijny wieczór, pani Matylda przyznaje, że to już pojedyncze osoby. - Może samotne, a może takie, które zapodziały się jeszcze gdzieś w drodze do swojej rodziny czy do przyjaciół - zastanawia się. - Nie spotykamy w Wigilię większych grup w pociągach - dodaje. Przyznaje, że czasem widać pasażerów, którzy jeżdżą z jednego końca trasy na drugi. - Mnie zdarza się często - podczas kontroli biletów - zagadywać, zwłaszcza osoby starsze. Powiem jakiś żart albo zwyczajnie zapytam, jak się czują. Myślę, że w czasie świąt to szczególnie ważne, żeby ktoś zamienił z nimi kilka słów - podkreśla.
Dopytywana o gapowiczów, śmieje się, że ci "nie robią sobie świąt od jazdy na gapę". - Są codziennie, choć właśnie w święta mają argument: "Ale proszę pani, przecież są święta, proszę nas przewieźć za darmo...". To nie działa, a słyszymy to co roku - śmieje się nasza rozmówczyni.
Pytana natomiast o sytuacje z wigilijnego dyżuru, która szczególnie zapadła jej w pamięć, wspomina, jak została spisana przez Służbę Ochrony Kolei. - Pędziłam na przygotowania wigilijne do domu - mówi. - Spieszyłam się tak bardzo, że wyczekałam o jeden sygnał świetlny za mało na przejeździe po podniesieniu rogatek. Miałam później rozmowę dyscyplinującą. Pamiętam to do dziś - tłumaczy.
Czego życzyć kolejarzom?
Życzenia na święta nasi rozmówcy mają podobne. Pan Ryszard prosi o "zielone światło". - I żeby obyło się bez dramatycznych sytuacji, np. dużo jest wypadków z samochodami na niestrzeżonych przejazdach - dopowiada.
Pani Matylda z kolei chce, aby życzyć jej zwyczajnej cierpliwości. - Wszyscy wiemy, że czas przed świętami to pośpiech, gorączka zakupów, natłok spraw do załatwienia. Kraków, Katowice i Rybnik to miasta, w których odbywają się jarmarki świąteczne, więc w tym czasie napływ podróżnych jest ogromny. Czasami pojawiają się dyskusje czy kłótnie. Żeby dojechać do tej spokojnej Wigilii, trzeba się wcześniej trochę nadenerwować - podsumowuje.