,
Obserwuj
Śląskie

Grób Kamilka z Częstochowy okradany. "Są osoby, którym zależy, by nadal gnębić chłopca"

5 min. czytania
05.01.2024 09:55
Z grobu skatowanego na śmierć 8-letniego Kamilka znikają przedmioty, pozostawiane przez osoby chcące zachować pamięć o chłopcu. To społeczność, która mierzyła się z hejtem, walcząc jednocześnie o zmiany w prawie i godne upamiętnienie chłopca. Teraz powstaje fundacja imienia Kamilka.
|
|
fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl

- To była już druga kradzież z grobu Kamilka, ale pierwsza z jego nowego nagrobka - mówi nam Piotr Kucharczyk, mieszkający w Krakowie założyciel grupy społecznościowej na Facebooku "Przyjaciele Kamilka z Częstochowy", który zorganizował w całości pogrzeb chłopca oraz zbiórkę na rzeźbę z podobizną Kamilka. - Tydzień przed świętami stwierdziliśmy brak dwóch samochodzików, podobnych do tych, którymi Kamilek bawił się u swojego biologicznego ojca. Postawiłem je na nagrobku 29 października, tuż po odsłonięciu pomnika, natomiast kilka dni później znajomy z Częstochowy przykleił te samochodziki do płyty. Właśnie po to, by nikt ich nie zabrał - podkreśla Kucharczyk. Pomimo tego autka zostały skradzione, podobnie jak pozostawiona na grobie Kamilka przez członkinię grupy świecąca figurka Mikołaja. W tym samym czasie zniknęła też mikołajowa czapeczka pozostawiona tam przez siostrę chłopca, Magdę.

Do poprzedniej kradzieży doszło na początku sierpnia. Wtedy z grobu Kamilka zginęły dwa przedmioty – charakterystyczna czapeczka z daszkiem, a także zawieszony na nagrobnym krzyżu różaniec z Medjugorje, podarowany przez jedną z osób z grupy.

Piotr Kucharczyk nie wierzy, że to przypadek. - Myślę, że po prostu są osoby, którym zależy, by nadal gnębić tego chłopca. Osobiście tak to właśnie postrzegam. To bardzo podłe. Zabieranie rzeczy zmarłych czy dedykowanych zmarłym, to jest podłość największego pokroju. A tutaj dodatkowo mamy do czynienia z grobem chłopca, który w swoim życiu tyle wycierpiał. Nie miał nic i jeszcze dodatkowo ktoś po śmierci próbuje go ograbić - dodaje nasz rozmówca.

Lekarz 8-letniego Kamila: Takie dzieci trafiają do nas regularnie. Szara strefa jest duża

Wspomina także dziwne okoliczności towarzyszące pierwszej kradzieży. Zabrana z grobu Kamilka czapeczka odnalazła się kilka tygodni później przy ulicy Kosynierskiej 7, tuż obok kamienicy, w której mieszkał i został skatowany chłopiec.

- 9 września byłem wraz z moderatorką grupy przy Kosynierskiej. Położyliśmy pod drzwiami mieszkania, w którym Kamilek został skatowany, białą różę i zapaliliśmy znicz. Tydzień później pojechała na miejsce inna grupa, w tym pani z Krakowa. Róża zniknęła, znicz został znaleziony w krzakach, a na żywopłocie leżała skradziona miesiąc wcześniej z grobu Kamilka czapka z daszkiem. Ktoś ewidentnie zadziałał celowo. To nie była przypadkowa kradzież - podkreśla Kucharczyk. 

Bodnar wzoruje się na Wielkiej Brytanii. 'Skala przemocy jest ogromna'

Jest społeczność, są hejterzy

Społeczność funkcjonująca pod nazwą "Pamięci Kamilka z Częstochowy - walczymy o sprawiedliwość dla Kamilka!" liczy teraz prawie 23 tysiące członków. Grupa założona została przez Piotra Kucharczyka 15 kwietnia ubiegłego roku, półtora tygodnia po tym, jak historia maltretowanego chłopca ujrzała światło dzienne. Za życia chłopca funkcjonowała właśnie pod nazwą "Przyjaciele Kamilka z Częstochowy". Liczyła niespełna tysiąc członków. - W zamyśle była to grupa prywatna, zamknięta. Był nawet moment, kiedy była grupą ukrytą z uwagi na to, że dostawały się tam osoby, które nie powinny się tam znaleźć, w tym także osoby z otoczenia osób związanych z Kosynierską - przyznaje Kucharczyk.

Bestialsko skatowany Kamil trafił do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka na początku kwietnia ubiegłego roku, po tym, jak 29 marca 27-letni ojczym chłopca miał rzucać nim na rozgrzany piec, polewać wrzątkiem i przypalać papierosami. Aż do 3 kwietnia jego opiekunowie nie wezwali pomocy. - Od 4 kwietnia nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Zastanawiałem się, co mogę zrobić dla tego chłopca. Jako katolik przypomniałem sobie o świętej Ricie - patronce spraw trudnych i beznadziejnych. Medalik z jej wizerunkiem udało mi się przekazać do szpitala i dzięki przychylności jednego z pracowników GCZD dostarczyć w okolice łóżka Kamilka - wspomina Piotr Kucharczyk.

Kamil zmarł 8 maja w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka, po 35 dniach walki o życie. Jeszcze tego samego dnia Piotr Kucharczyk, na prośbę biologicznego ojca chłopca, rozpoczął przygotowania do pogrzebu. A potem musiał zmierzyć się z hejtem.

– W pierwotnym zamiarze, chciałem sam pokryć koszty pochówku, lecz pisało do mnie wiele osób, które chciały mieć w tym ostatnim pożegnaniu swój udział. Gdy pod naporem ludzi chętnych w partycypowaniu w kosztach pochówku zorganizowałem zbiórkę na pogrzeb Kamilka, były osoby, które wytykały Kościołowi i księżom, że wzięli pieniądze za pochówek. Zostałem zhejtowany również za to, że ktoś podobno oferował pochówek bezpłatny - wspomina.

- Tymczasem zbiórkę pieniędzy potrzebnych na organizację pogrzebu udało się zamknąć w niespełna dobę, zaś po południu, w dniu śmierci Kamilka miałem już zaakceptowany kosztorys z zakładu pogrzebowego, a do wiadomości na komunikatorze, która wpadła w spam, informująca, iż ktoś oferował bezpłatny pochówek, dotarłem dopiero następnego dnia, czyli po fakcie - opowiada Kucharczyk. - Zaczął się również hejt na Kościół, że księża nie powinni w tej sytuacji przyjmować pieniędzy za odprawienie uroczystości pogrzebowej. To był akurat wydatek, który przekraczał kwotę zbiórki i poniosłem go z własnej kieszeni, więc nikomu nic do tego - dodaje.

Pod koniec października na cmentarzu Kule w Częstochowie odsłonięto nagrobny pomnik Kamilka z kamienną rzeźbą chłopca. Nagrobek ufundowała firma kamieniarska, a rzeźbę sfinansowano ze zbiórki.

Jest ustawa, będzie fundacja

Internetowa społeczność zaangażowana w sprawy pamięci po Kamilu to w sumie kilkadziesiąt tysięcy osób, skupionych także w innych grupach. - To, że jest nas tak dużo, pomogło nam przeprowadzić pewne działania, w tym między innymi doprowadzić do tego, że tzw. ustawa Kamilka została wyjęta z sejmowej zamrażarki i weszła w życie - stwierdza Piotr Kucharczyk.  - Organizowane były wiece, pisane komentarze i apele do polityków - wylicza.

To także społeczność, z którą związana jest bardzo mocno obecna Rzeczniczka Praw Dziecka, adwokatka Monika Horna-Cieślak, współautorka nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, zwanej właśnie "ustawą Kamilka".

Przepisy wprowadziły m.in. procedurę Serious Case Reviews, czyli obowiązek analiz najpoważniejszych przypadków przemocy wobec najmłodszych, a także "Standardy Ochrony Małoletnich" w różnych instytucjach (m.in. szkołach i szpitalach). Chodzi o systemową ochronę najmłodszych przed skrzywdzeniem, w tym regulacje dotyczące sytuacji, w których poniosły one śmierć lub doznały ciężkiego uszczerbku na zdrowiu na skutek działań rodzica albo opiekuna. Ustalane ma być m.in. dlaczego nie podjęto żadnych działań, zanim dziecku stała się krzywda, a także co robić, aby zapobiec takim zdarzeniom. - To, że Monika Horna-Cieślak została Rzeczniczką Praw Dziecka, widzę jako naturalną konsekwencję naszych wspólnych działań i zwyczajnie palec boży - dodaje Kucharczyk.

Czteromiesięczna dziewczynka ze śladami pobicia trafiła do szpitala. Rodziców zatrzymano

W trakcie zakładania jest także fundacja imienia Kamilka, która ma funkcjonować pod nazwą "To ja, dziecko im. Kamilka Mrozka". Akt fundacyjny zawarty zostanie w najbliższych dniach, a fundacja zacznie działać po uzyskaniu wpisu w Krajowym Rejestrze Sądowym. Trzon organizacji stanowić będą osoby biorące udział w życiu społeczności, która zawiązała się po śmierci Kamilka. Wśród fundatorów znajdą się m.in. Piotr Kucharczyk, Monika Horna-Cieślak, Marysia Twardzik, Agnieszka Kurczewska. - Będziemy działać w trosce o dzieci krzywdzone, maltretowane, bite i zabijane. Żeby nigdy więcej to, co spotkało Kamilka, nie miało w Polsce miejsca - zapowiada Kucharczyk.