,
Obserwuj
Śląskie

"Tu rozegrał się dramat Kamilka. Co się zmieniło? "Ustawa nie jest lekarstwem na całe zło"

7 min. czytania
17.03.2024 19:10
Częstochowa znajduje się w czołówce miast z największym odsetkiem założonych Niebieskich Kart. To tu rozegrał się dramat małego Kamilka, który zmarł zakatowany przez ojczyma. Pół roku po tragicznych wydarzeniach weszła w życie nowelizacja Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, zwana "ustawą Kamilka". Co zmienia w Częstochowie?
|
|
fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl

"Ustawa Kamilka" wprowadziła m.in. standardy ochrony dzieci, procedurę analizy najpoważniejszych przypadków przemocy i obowiązek weryfikacji personelu. Jak słyszymy od urzędników z Częstochowy - całkowicie zmieniła paradygmat myślenia o dzieciach, między innymi w szkołach.

Nowelizacja Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego weszła w życie ponad dziewięć miesięcy po śmierci 8-letniego Kamilka z Częstochowy. Chłopiec był wielokrotnie maltretowany przez ojczyma, 27-letniego Dawida B. Mężczyzna znęcał się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem, m.in. sadzając go na rozgrzanym piecu, przypalając papierosami, polewając wrzątkiem, bijąc prysznicem oraz pięściami po całym ciele, kopiąc po głowie i rzucając nim o meble i podłogę. Kamilek zmarł 8 maja, po 35 dniach walki lekarzy o jego życie.

'Zaczynamy chcieć chronić dzieci'. Co zmienia tzw. ustawa Kamilka?

Co "ustawa Kamilka" zmieniła w Częstochowie?

- To ustawa, która zawiera dużo wartościowych zapisów. Jednym z nich jest analiza szczególnych przypadków krzywdzenia dzieci - mówi nam Dawid Sztajner, prezes Częstochowskiego Stowarzyszenia ETOH, które od wielu lat prowadzi w Częstochowie Ośrodek Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem, a wiosną ubiegłego roku zainicjowało zbieranie podpisów pod petycją poparcia dla tzw. ustawy Kamilka. - Specjalny zespół powoływany na czteroletnią kadencję będzie pracował nad takimi przypadkami, by wyciągać z nich wnioski i by nie było tak, że jeśli wydarzy się tragedia, my przejdziemy nad tym do porządku dziennego - tłumaczy Sztajner. To mechanizm znany jako Serious Case Review, który ma pomóc w ustaleniu, co w systemie zawiodło, że nie dało się dziecka uchronić.

Istotną częścią nowelizacji jest również wprowadzenie wystandaryzowanych procedur mających poprawić ochronę dzieci przed przemocą. Muszą je wdrożyć nie tylko szkoły, ale wszystkie placówki, instytucje i organizacje pracujące z dziećmi, a także przychodnie czy ośrodki wypoczynkowe.

Tutaj dom kosztuje mniej niż kawalerka w Warszawie. 'To mit, że jest drogo'

Dawid Sztajner powołany został do Zespołu do Spraw Ochrony Małoletnich funkcjonującego przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Pracujący w zespołach roboczych członkowie zespołu zajmowali się poszczególnymi segmentami funkcjonowania dzieci w różnych instytucjach - od szkół przez placówki służby zdrowia po kluby sportowe. - Chodzi o to, by wszyscy pracownicy tych instytucji wiedzieli, jak się zachować w konkretnych sytuacjach, żeby mieli przejrzyste procedury. Żeby czuli się w tym pewnie i nie bali się podejmować działań, które czasami mogą się wiązać z jakimiś wątpliwościami - tłumaczy Sztajner.

- Nie zawsze jest tak, że jednoznacznie wiadomo, że coś się dzieje. Natomiast wszelki sygnał mogący wskazywać na to, że dziecko jest osobą, która jest pokrzywdzona przemocą, już powinien być pierwszym krokiem do tego, żeby te procedury wcielić w życie. W takiej sytuacji personel nie może mieć wątpliwości, jak się zachowywać - podkreśla prezes Stowarzyszenia ETOH. Każdorazowe uruchomienie procedur ułatwić ma stworzony w tym celu kwestionariusz.

Grób Kamilka z Częstochowy okradany. 'Są osoby, którym zależy, by nadal gnębić chłopca'

Nowy paradygmat

W Częstochowie wdrażanie zapisów "ustawy Kamilka" przyjmuje formułę tworzenia miejskiego modelu angażującego różne środowiska. Pierwsze spotkanie poświęcone standardom ochrony dzieci, przeznaczone dla kadry zarządzającej oświatą, a także dla instytucji kulturalnych i sportowych oraz organizacji pozarządowych, miało miejsce w listopadzie. Do końca marca - w niewielkich grupach - realizowane są warsztaty tworzenia polityki ochrony dzieci w szkołach, z udziałem dzieci i rodziców.

Prowadzi je m.in. Agata Wierny, pełnomocniczka prezydenta miasta ds. równych szans. - Ta ustawa zmienia tak naprawdę paradygmat tego, jak myślimy o dzieciach i w jakiś sposób się do nich odnosimy - mówi nam Agata Wierny. - To przepisy, które kładą bardzo duży nacisk na podmiotowość dzieci, czyli na to, że dziecko - dokładnie tak samo jak każdy inny człowiek - ma prawo do szacunku, do bezpieczeństwa i do tego, żeby dobrze czuć się w relacji - dodaje.

Chodzi m.in. o przejrzystość procedur postępowania w przypadkach, gdy ktokolwiek, kto ma kontakt z dziećmi, dostrzeże sygnał mogący oznaczać, że dziecko nie jest bezpieczne, że doświadcza przemocy. Jak tłumaczy nasza rozmówczyni, to zarówno sytuacje, kiedy dziecko bite jest przez inne dziecko, kiedy rodzic lub opiekun jest zagrożeniem, jak również te, kiedy na przykład nauczyciel lub jakikolwiek inny pracownik szkoły stosuje przemoc. - To, że takie procedury będą w każdej szkole obowiązywały, oznacza, że każdy pracownik, każdy rodzic i każde dziecko będą wiedzieć, że one są i co konkretnie zawierają - podkreśla urzędniczka.

Przyznaje, że istniały wcześniej zasady dotyczące np. postępowania w przypadku zakładania Niebieskiej Karty czy reagowania na przemoc rówieśniczą, natomiast nie zawsze były one znane rodzicom i dzieciom. - W sytuacji, w której ja - jako rodzic - wiem, że szkoła, do której chodzi moje dziecko podpisała i przyjęła takie standardy, to mam świadomość, że w sytuacji, w której coś zaniedbam, a grono pedagogiczne stwierdzi, że moje dziecko wymaga wsparcia, będę mogła ponieść tego konsekwencje - stwierdza Wierny. Działanie ma nastąpić nie na etapie, gdy pojawia się pewność, że dziecko doświadcza przemocy, ale wtedy, gdy pojawia się pierwsze podejrzenie. I już wtedy powołany w szkole zespół będzie miał możliwość ustalenia, czy nie zachodzi więcej przesłanek np. do założenia Niebieskiej Karty.

Sarkazm to też przemoc

Wdrażanie zapisów ustawy to też okazja, by edukować o rodzajach przemocy - zarówno dorosłych, jak i dzieci. - Jako dorośli często nie zdajemy sobie sprawy, że wiele z naszych zachowań, które wydają nam się neutralne lub będące zwykłym środkiem wychowawczym, nosi znamiona zachowań przemocowych - stwierdza Agata Wierny. Jako przykład służyć tu mogą nie tylko klapsy czy inne formy przemocy fizycznej, ale także elementy przemocy psychicznej, zaniedbania rodzicielskiego czy przemocowej komunikacji.

Jak przekonuje nasza rozmówczyni, jedną z form przemocy szczególnie chętnie stosowaną przez dorosłych jest sarkazm. - Sarkazm jest formą przemocy. Jeżeli ktoś jest wywołany na środek klasy, wyśmiewany albo w jakikolwiek sposób sarkastycznie traktowany, bo czegoś nie umie lub się nie przygotował - to jest to forma przemocy - mówi Agata Wierny. - A jeśli młody człowiek wie, że sarkazm jest formą przemocy, to też będzie wiedział, jak w takiej sytuacji sobie poradzić i będzie miał możliwość zadbania o siebie i o swoje prawa - dodaje.

W obszarach wymaganych prawem, w tym zapisami "ustawy Kamilka", wdrażane w szkołach procedury muszą być jednakowe. Dostosowania w niektórych obszarach zależeć mogą od rodzaju szkoły (przedszkola) i innych uwarunkowań. Różnice dotyczyć mogą na przykład wypracowywanych w częstochowskich szkołach standardów komunikacji. - Razem z dziećmi czy młodzieżą ustalamy, jak chcielibyśmy w szkole się do siebie się zwracać. Co jest dla nas okej, a co narusza nasz dobrostan, czyli - że na przykład w szkole nie używamy sarkazmu w komunikacji czy różnych form obrażania się. Napiszmy o tym, jak ma wyglądać komunikacja między uczniami i nauczycielami - zachęca Agata Wierny. - Na przykład dla małych dzieci bardzo ważne jest, żeby ktoś brał pod uwagę ich perspektywę - podkreśla.

Obowiązek wprowadzenia wymienionych w ustawie standardów musi być zrealizowany w ciągu 6 miesięcy od dnia wejścia w życie tzw. ustawy Kamilka, czyli do 15 sierpnia bieżącego roku. Na razie obowiązuje tzw. okres przejściowy.

'Ustawa Kamilka' przyjęta przez Sejm. Tylko jedenastu posłów przeciw

W rzeczywistości pozaszkolnej zmiana paradygmatu myślenia o dzieciach, stojąca za zapisami tzw. ustawy Kamilka, to również upodmiotowienie najmłodszych w procesie sądowym. - Chodzi o danie możliwości wysłuchania dziecka, niezależnie w jakim jest wieku, oczywiście w zależności od jego dyspozycji psychofizycznej. Dzieci mają często bardzo dużo do powiedzenia, są zazwyczaj szczere i otwarte, więc warto wysłuchać ich punktu widzenia. Wiadomo, że musi się to odbywać w sterylnych i przygotowanych warunkach. Dodatkowym elementem również zapisanym w ustawie jest powołanie reprezentanta dziecka - wyjaśnia Dawid Sztajner. Ma to być nie tylko osoba z kompetencjami prawniczymi, ale również - przygotowaniem psychologicznym.

Częstochowa w czołówce miast z największym odsetkiem Niebieskich Kart

Jak przyznaje prezes Częstochowskiego Stowarzyszenia ETOH, funkcjonująca w Częstochowie sieć pomocy osobom dotkniętym przemocą wciąż jest niewystarczająca. Tylko w ciągu ostatnich dwóch lat w prowadzonym przez Stowarzyszenie Ośrodku Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem pomocy szukało około tysiąca osób, a Częstochowa wciąż znajduje się w czołówce miast z największym odsetkiem założonych Niebieskich Kart.

- Niestety często perspektywa spotkania z psychologami pracującymi w naszym ośrodku jest odległa. Najlepiej byłoby się spotykać się z beneficjentami minimum raz w tygodniu, a okazuje się, że ludzi jest tak dużo, że najczęściej konsultacje te są realizowane co 3 tygodnie. A pomóc chcemy wszystkim - mówi Sztajner.

'Dom lśnił, dzieci były grzeczne, a zabawki ustawione równościo. Gdy wszedłam głębiej, działo się dramat'

Tuż po tragicznej śmierci Kamilka w zeszłym roku w stowarzyszeniu podjęto decyzję, by przy działającym w Częstochowie przy alei Pokoju Ośrodku Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem po sąsiedzku otworzyć Ośrodek Wsparcia Dzieci i Relacji Rodzinnych. Udzielana tam będzie pomoc psychologiczna, a na dostęp do specjalistów będą mogły liczyć całe rodziny potrzebujące wsparcia w codziennym funkcjonowaniu. Lokal jest aktualnie wyposażany.

Jak zastrzega Dawid Sztajner, sposób reagowania w przypadkach, gdy zachodzi podejrzenie krzywdzenia dziecka, powinien być oczywisty i jednoznaczny, jednak same procedury nie wystarczą. - To nie jest tak, że od reagowania jest szkoła, nauczyciele czy instytucje społeczne. My, wszyscy dorośli, jesteśmy od tego, żeby reagować, kiedy jest podejrzenie, że dziecko może być dotknięte przemocą. To od nas, ludzi, zależy, jak wdrożone w tej ustawie narzędzia będą wykorzystywane - zaznacza nasz rozmówca. - Zapisy tej ustawy pozwolą zaoszczędzić cierpienia wielu dzieciom, ale to nie jest lekarstwo na całe zło. Za tym wszystkim musi iść również człowiek - dodaje