,
Obserwuj
Śląskie

Ojcowska rewolucja w Częstochowie. "Szacun dla panów, że chcieli w to wejść"

4 min. czytania
23.11.2024 08:00
Miały być dwa warsztaty, ale uczestnicy chcą regularnych spotkań. W Częstochowie, z inicjatywy urzędu miasta, ojcowie szkolą się, jak porozumiewać się z większą empatią. Nad czym pracują? "Botyzm, przezciebiotyzm i choroba Leona to najgorsze przypadłości naszej komunikacji. Niezależnie od płci" - słyszymy.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

- Komunikacja empatyczna stereotypowo kojarzy się z kobietami, bo w naszej kulturze to kobiety i matki są od dawania wsparcia i przytulania. Tata jest od "rozwiązywania problemów". I dlatego chcemy ćwiczyć sposób komunikacji, który pozwoli panom na empatię rozumianą jako towarzyszenie, bycie obecnym, na bardziej empatyczne kontaktowanie się z dziećmi, z partnerką, z rodziną, na zasadzie "mniej załatwiam problemów, a bardziej towarzyszę" - mówi nam prowadząca zajęcia Agata Wierny, pełnomocniczka prezydenta miasta ds. równych szans, zawodowa mediatorka w nurcie porozumienia bez przemocy oraz sądowa mediatorka rodzinna.

Chętnych na warsztaty zgłosiło się tylu, że trzeba było uruchomić dwie grupy. I w obu uczestnicy zaczęli dopytywać o możliwość kontynuowania zajęć, by to, czego się dowiedzieli, mieli szansę jeszcze potrenować.

- Jestem pozytywnie zaskoczona i bardzo ucieszona takim odzewem, bo gdy kilka lat temu myśleliśmy o podobnym kursie, nie było większego zainteresowania. Mieliśmy kłopot ze skompletowaniem grupy. Coś się zmieniło - stwierdza Agata Wierny, która od 23 listopada warsztaty z ojcami poprowadzi już cyklicznie. Będą odbywać się w budynku Urzędu Stanu Cywilnego w Częstochowie, w siedzibie Referatu Dialogu i Praw Człowieka.

Botyzm, przezciebiotyzm i choroba Leona

Nasza rozmówczyni podkreśla, że zostaliśmy wychowani w kulturze pełnej stereotypów, narzucającej określone role. - I w pewnym sensie kobiety mają w niej - choć w jednym obszarze - lepiej, bo przynajmniej mogą sobie pozwolić na uczucia. Co prawda z tym również wiąże się wiele negatywnych stereotypów, typu "płaczesz jak baba". Jednak zasadniczo panie mogą sobie pozwolić na empatię. Panowie zaś od dziecka mają przechlapane, bo po prostu socjalizowani są do tego, że im tych uczuć wyrażać nie wolno. Mają być odcięci i opanowani. W efekcie w wieku 50 lat umierają na zawały - stwierdza nasza rozmówczyni.

Jej zdaniem, mężczyźni - podobnie jak kobiety - coraz częściej dochodzą do wniosku, że tkwienie w patriarchalnej kulturze jest opresyjne i chcą mieć wspierające, ciepłe relacje z rodzinami.

To, że warsztaty przeznaczone są akurat dla ojców, nie znaczy, że to oni szczególnie "mają z czymś problem". Jak podkreśla Agata Wierny, panowie biorący udział w warsztatach chcą korzystać z całego spektrum komunikacji, chcą "wyskoczyć" z ról, które są im narzucone.

Rząd rzuca linę Ordo Iuris? Chodzi o edukację zdrowotną. 'Ktoś tu mocno odleciał'

Wierny w rozmowie z nami zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. Wszyscy, jak opisuje, jesteśmy nauczeni mówić przemocowo. - Jeśli po pracy wejdę do domu i zastanę straszny bałagan, a - przykładowo - mój syn miał posprzątać, zwrócę mu uwagę słowami typu: "Jestem wściekła, bo nie posprzątałeś". Jesteśmy tak nauczeni, że nawykowo przerzucamy odpowiedzialność za swoje emocje na inne osoby. Tymczasem ja nie jestem wściekła dlatego, że mój syn nie posprzątał, tylko dlatego, że mam potrzebę komfortu. A zatem nieład, który jest w domu, mi przeszkadza. Ale to wciąż jest moja potrzeba. Mój syn może mieć zupełnie inną potrzebę, na przykład potrzebę odpoczynku po szkole - tłumaczy Agata Wierny.

I radzi zdania rozpoczynające się od "Jestem wściekła, bo ty..." przekształcać na "Jestem wściekła, bo ja...". - Wtedy możemy odkryć swoje potrzeby i się o nie zatroszczyć. Jeżeli jednak zrzucę odpowiedzialność za moje uczucia na kogoś, to po pierwsze swojej potrzeby nie ogarnę, a po drugie natychmiast ładuję się w konflikt - stwierdza. - Botyzm, przezciebiotyzm i choroba Leona to najgorsze przypadłości naszej komunikacji w relacjach. Czyli: 'jestem zła, BO TY mnie wkurzasz', 'jestem smutna PRZEZ CIEBIE' i 'ja bym się pogodził, ALE ONA nie chce' - wyjaśnia nasza rozmówczyni. I jak podkreśla, to nawyki charakteryzujące nas niezależnie od płci.

Empatia czyli towarzyszenie

- Jeżeli kogokolwiek w trudnej sytuacji zapytamy, czy chce być wysłuchany, czy woli dostać radę, odpowiedzią będzie, że ta osoba chce być wysłuchana. Dziecko, które przeżywa rozczarowanie, bo na przykład na zawodach sportowych zajęło ostatnie miejsce, oczekuje, że ktoś mu potowarzyszy w tym, będzie przy nim i nauczy go przeżywać emocje - tłumaczy Agata Wierny.

Warsztaty mają być właśnie okazją do ćwiczenia tego, jak towarzyszyć innym w ten sposób, ale - jak podkreśla nasza rozmówczyni - nie jest tak, że okazuje się to trudne akurat dla mężczyzn. Jest to trudne dla wszystkich. - Trenowałam jako mediatorka dawanie empatii. To wcale nie jest łatwe, by nie rozwiązywać za innych problemów, tylko żeby ich wysłuchiwać. Automatycznie robimy tak: ocena, rada, pocieszenie. Tymczasem empatyczne towarzyszenie polega na tym, że jedyne, co możemy robić, to dopytywać. W taki sposób, by osoba, z którą rozmawiamy, odnalazła swoje potrzeby - wyjaśnia Wierny. I podaje przykład: "Mówię: 'Martwię się i stresuję bo w mojej firmie są planowane zwolnienia'. I teraz proszę odpowiedzieć coś, co nie jest radą, pocieszeniem ani rozwiązaniem za mnie problemu. Trudne, prawda?".

Feliks z popiołów. 'To ksiądz wybrał dla mnie imię. Miałem być tym, który ocaleje'

Szacun dla panów

Agata Wierny poprowadziła dotychczas w Częstochowie dwa spotkania pilotażowe w ramach miejskiej inicjatywy warsztatów dla ojców. Każda z grup liczyła kilkunastu uczestników. To oni zaproponowali, by zajęcia odbywały się cyklicznie. Od 23 listopada planowanych jest sześć kolejnych spotkań, a o warsztaty dla siebie zaczynają dopytywać już panie.

- Szacun dla panów, że zechcieli w to wejść jako pierwsi. Myślę, że w kolejnej edycji zrobię już warsztaty dla rodziców i grupę mieszaną. Natomiast początek jest "dla tatów" właśnie dlatego, że słyszę od ojców, że oni chcieliby czasem komunikować się inaczej, niż każą kulturowe stereotypy. Natomiast daleko jestem od stwierdzenia, że kultura każe im być macho, a oni teraz chcą być empatyczni. Nie. Po prostu chcą korzystać z całego spektrum możliwości - wyjaśnia Agata Wierny. - Bo chodzi tu po prostu o komunikację, która wspiera relacje - dodaje.