Górnikom będzie szkoda ministerstwa na Śląsku? "Bardzo słabo to wygląda"
- "Utworzenie tego resortu w Katowicach było dobrym pomysłem i szkoda by było, gdyby miało przestać istnieć" - mówi o Ministerstwie Przemysłu Bogusław Ziętek, przewodniczący "Sierpnia'80";
- Bogusław Hutek, szef górniczej "Solidarności", podkreśla, że kontakt z szefową resortu Marzeną Czarnecką był bardzo dobry, ale - w jego ocenie - ministra nie miała większej możliwości interweniowania w Warszawie;
- Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej "Solidarności", mówi krótko: "Ministerstwo było, budynek był, urzędnicy byli. Tyle, że to ministerstwo nie przeprowadziło ani jednej ustawy".
W środę w końcu mamy poznać efekty zapowiadanej od wielu tygodni rekonstrukcji rządu. Z doniesień medialnych - i nie tylko, bo informacje te potwierdzają już politycy obozu władzy - wynika, że mają powstać dwa duże resorty: jeden odpowiedzialny za gospodarkę, a drugi za energetykę. Pod znakiem zapytania stoi przyszłość jedynego resortu mającego siedzibę poza Warszawą. Chodzi o Ministerstwo Przemysłu. Jego powstanie było ważną obietnicą Donalda Tuska z kampanii przed wyborami w 2023 roku. Postanowiliśmy zapytać związkowców ze Śląska, jak oceniają jego działania.
Bogusław Ziętek, przewodniczący "Sierpnia'80", przyznaje, że utworzenie tego resortu w Katowicach było dobrym pomysłem i "szkoda by było", gdyby miało przestać istnieć. - To mogło być takie centrum, także intelektualne, dla śląskiego biznesu i śląskiego przemysłu - uważa. Ale jest też krytyczny. - Dwie najważniejsze rzeczy, które ministerstwo miało załatwić, a zawaliło, to: notyfikacja umowy społecznej i nowelizacja ustawy o funkcjonowaniu górnictwa - podaje Ziętek.
Brak notyfikacji umowy społecznej oznacza, że państwo nadal nie uzyskało zgody Komisji Europejskiej na pomoc publiczną dla nierentownego polskiego górnictwa.
Minister w Katowicach. "Fajnie było się spotkać"
Bogusław Hutek, szef górniczej "Solidarności", podkreśla, że kontakt z szefową resortu Marzeną Czarnecką był bardzo dobry. - Fajnie było się spotkać, porozmawiać. Tylko pani minister nie miała możliwości interweniowania na przykład w sprawie elektrowni węglowych - zauważa Hutek. - Problem polega też na tym, że pani minister ma za małe kompetencje. Górnictwo ma, ale energetyki nie. Ma też atom. Decyzje zapadają w Warszawie, w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Najprawdopodobniej o obsadzie stanowisk też tam decydują - dodaje związkowiec.
Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej "Solidarności", mówi krótko: "Ministerstwo było, budynek był, urzędnicy byli. Tyle, że to ministerstwo nie przeprowadziło ani jednej ustawy".
Ten pomysł Tuska się nie udał? 'To była polityczna improwizacja'
Bogusław Ziętek mówi TOK FM o jeszcze jednym, ważnym aspekcie sprawy - politycznym. Jego zdaniem śląskie lobby jest bardzo słabe. - To, że nie potrafiliśmy wykorzystać tej okazji, a teraz z samego Śląska płyną głosy do Warszawy: "Zabierzcie nam to ministerstwo, bo my nie za bardzo wiemy, co z nim zrobić", to bardzo słabo wygląda. Moim zdaniem tutaj nie można zrzucić odpowiedzialności tylko na panią minister Czarnecką, bo ona po prostu nie miała absolutnie żadnego zaplecza - ocenia lider "Sierpnia '80".
Jak wynika z nieoficjalnych informacji, nie jest wykluczone, że na Śląsku pozostanie np. filia przyszłego Ministerstwa Energetyki odpowiedzialna za obszary podobne do tych, które obecnie posiada resort przemysłu.