,
Obserwuj
Polska

Te sytuacje "można mnożyć". "To dowód na to, że Polska nie lubi dzieci"

3 min. czytania
02.04.2026 19:29

- Dostaję bardzo dużo wiadomości, w których kobiety piszą "mam tak samo". Mam coraz więcej furii, że jest nas tak strasznie dużo - mówiła w TOK FM Paulina Małochleb, autorka książki "Mięśnie mam od miłości", w której poruszyła trudy związane z rolą matki. 

Macierzyństwo to nie tylko wyzwanie prywatne, ale też systemowe
Macierzyństwo to nie tylko wyzwanie prywatne, ale też systemowe
fot. Wojciech Olkusnik/East News
  • W artykule Marty Szumnej-Mitek matki wracające po urlopie macierzyńskim opisują trudności, z którymi spotykają się na rynku pracy;
  • Paulina Małochleb, autorka książki "Mięśnie mam od miłości" mówiła w TOK FM, że prawo chroniące kobiety w ciąży jest często łamane przez pracodawców;
  • Wskazywała też na kulturowy konflikt między promowanym indywidualizmem a realiami macierzyństwa.

Rozwiązanie umowy, likwidacja stanowisk, bezrobocie. O tym, co czeka matki wracające do pracy po urlopie macierzyńskim, opowiada artykuł Marty Szumnej-Mitek. Paulina, Natalia i Maria podzieliły się swoimi doświadczeniami po głośnym odwołaniu przebywającej na urlopie macierzyńskim wicedyrektorki w KPRM, co opisała Wirtualna Polska. Kobieta była zastępczynią dyrektorki departamentu ds. równości. 

- To jest tak naprawdę dowód na to, że Polska nie lubi dzieci mimo tego, że rodzina jest największą wartością. Ale najlepiej, żeby to była taka rodzina, która nie choruje i nie wymaga żadnej większej opieki - skomentowała w TOK FM Paulina Małochleb, także matka, krytyczka, badaczka literatury i wykładowczyni, autorka książki "Mięśnie mam od miłości".

Niektóre kobiety w ciąży słyszą od swoich pracodawców, że przebywając na urlopie macierzyńskim będą blokować etaty. - Tak nie jest - podkreśliła gościni audycji "Zapytam inaczej". - Kiedy kobieta zgłasza, że jest w ciąży, ustala się, kiedy mniej więcej zniknie i kiedy wróci do pracy. Jest możliwość prawna, żeby zatrudnić kogoś na umowę na czas określony na zastępstwo ciężarnej. Jej zasiłek płaci ZUS, więc to nie jest obciążenie dla pracodawcy, przynajmniej nie tak duże - mówiła.

Jak od razu zastrzegła, "w gruncie rzeczy pracodawcy chcieliby, żeby przy biurkach siedziały roboty". - A sytuacje opisane w tekście można tak naprawdę mnożyć. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że pracodawca za każdym razem łamie prawo, bo ono mówi, że nie można zwolnić kobiety w ciąży - zaznaczyła Małochleb.

"Nie jesteśmy rozwiedzeni, ale mamy opiekę naprzemienną"

Gościni TOK FM wskazała też, że sama "dostaje bardzo dużo wiadomości, w których kobiety piszą 'mam tak samo'". - Nawet przy scenach, które wydawały mi się bardzo osobiste i moje, jak na przykład tęsknota za mężem, z którym się żyje w jednym domu, ale praca opiekuńcza jest tak angażująca, że w ogóle nie spędzamy ze sobą czasu - przyznała. Jak opisywała, pojawiają się nawet "żarty", że "w sumie nie jesteśmy rozwiedzeni, ale mamy opiekę naprzemienną".

- Z jednej strony jest we mnie poczucie pisarskiego zadowolenia, że dobrze to ujęłam. Ale jednocześnie mam coraz więcej furii, że jest nas tak strasznie dużo - powiedziała rozmówczyni Anny Piekutowskiej.

Prowadząca audycję przywołała popularną opinię, według której kobiety rezygnują z macierzyństwa, bo media ukazują ten stan w negatywnym świetle. - To kolejny przykład tego, że cały ciężar za dziecko przerzuca się na kobietę. Przemysław Czarnek, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera, który mówi że w Polsce wiemy, jak szanować kobiety, bo uczyniliśmy Matkę Boską królową Polski, jest tego najlepszym dowodem. Poruszamy się wyłącznie na takim poziomie albo rozmawiamy o matkach patologicznych, podczas gdy większość mieści się pomiędzy - skomentowała Paulina Młochleb.

- Kobiety nie rodzą dzieci z powodów ekonomicznych, dlatego że mają problemy z powrotem do pracy, nie stać je na mieszkania, nie mogą znaleźć w wieku reprodukcyjnym odpowiedniego partnera. Tych zmiennych jest szalenie dużo - wskazywała autorka książki.

Redakcja poleca

Zauważyła również, że "kobiety, podobnie jak mężczyźni, żyją w kulturze narzuconego i promowanego indywidualizmu". - Kultura, która mówi "ja, samorozwój, moje potrzeby, emocje, pragnienia są najważniejsze" stoi w sprzeczności z macierzyństwem, które opiera się na założeniu, że 24 godziny na dobę czyjeś potrzeby są ważniejsze niż moje, a moje mogę realizować tylko wtedy, gdy na chwilę znajdę opiekę dla dziecka - mówiła.

Przyznała przy tym, że nie wie, dlaczego oczekuje się od kobiet, że nie będą budowały swojego systemu wartości "w kontekście epoki, w której żyją, że mają się przeciwstawić mediom". - Może mężczyźni zaczną się przeciwstawiać i zobaczymy, gdzie wtedy wylądujemy. Może kryzys męskości się wtedy skończy - skwitowała w TOK FM. 

Źródło: TOK FM