,
Obserwuj
Polska

600 rodzin bez domów, działek i... odszkodowań. Premier wściekły

5 min. czytania
04.10.2011 19:00
600 rodzin musiało oddać swoje domy i działki już w grudniu, a do dziś nie dostały za to odszkodowań. Chodzi o ludzi mieszkających wzdłuż nowo budowanej drogi ekspresowej S 17 pod Lublinem. Premier zażądał wyjaśnień w tej sprawie m.in. od wojewody, ale nie jest nimi usatysfakcjonowany.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM/ Agencja Wyborcza.pl

Mieszkańcy Kalinówki pod Lublinem, ale też innych miejscowości wzdłuż budowanej S 17 od miesięcy czekają na pieniądze za swoje działki i domy. Musieli je oddać, bo leżały w pasie drogi S 17 albo tuż przy niej. Premier twierdzi, że o opóźnieniach w wypłatach nie miał pojęcia. Dowiedział się dopiero w sobotę od dwóch kobiet, które - jak mówią - cudem dostały się na jego spotkanie ze studentami w Lublinie. - Nie chciałyśmy wywołać żadnej burzy. Chciałyśmy dać do zrozumienia premierowi, że coś jest nie tak - mówi Katarzyna Tymicka, jedna z tych, którym udało się porozmawiać z szefem rządu.

Tusk nie krył zaskoczenia. - To niewiarygodne - mówił w trakcie spotkania i od razu zażądał wyjaśnień z dwóch ministerstw: spraw wewnętrznych i infrastruktury. We wtorek wyjaśnienia dostał. - Informacje, jakie otrzymałem, nie satysfakcjonują mnie - mówi Tusk. Wynika z nich, że opóźnienia w wypłacie odszkodowań są spowodowane wątpliwości związanymi z interpretacją zapisów w nowym rozporządzeniu dotyczącym wypłaty pieniędzy za odbierane grunty. - Ale dlaczego ofiarami nowego prawa mają być ludzie, którzy czekają na swoje pieniądze? - pyta szef rządu. I dodaje: - Niewykluczone, że mamy do czynienia z zaniedbaniem urzędu wojewódzkiego w Lublinie. Dlatego chce dodatkowych wyjaśnień.

Nieprawidłowości nie ma." - zapewnia wojewoda. "Jest kłopot z nowymi przepisami

 

Co na to władze Lubelszczyzny, które odpowiadają za wypłatę odszkodowań? Wicewojewoda Henryka Strojnowska we wtorek poinformowała reporterkę TOK FM, że urzędnicy wszystko sprawdzili. - Nie ma nieprawidłowości, natomiast spraw jest bardzo dużo, w związku z czym muszą one czekać jakby na swoją kolejkę - mówi wicewojewoda. Jak wyjaśnia, nie chodzi tu o problem z pieniędzmi, bo pieniądze na wypłatę odszkodowań są. - Najważniejsza jest procedura wstępna. Musi być dokumentacja, czyli tzw. operat szacunkowy, a to zabiera dużo czasu - dodaje Strojnowska. - Brakuje specjalistów, a zwykły urzędnik nie może się tym zająć, bo nie ma do tego ani kwalifikacji ani koniecznych uprawnień.

- Urzędnicy jakby zaspali. Przecież od dawna było wiadomo, że będzie ta budowa. A oni w ostatniej chwili działają, wyceniają? - pyta pan Tomasz (imię zmienione). Miał przy drodze działki, kuzyn prowadził firmę, a rodzice mieli dom, który już w styczniu 2011 roku został wyburzony. Tylko rodzice, i to dopiero w ostatnich dniach, dostali odszkodowanie. - Ale to są jednostkowe przypadki - dodaje. Najbardziej bulwersuje go fakt, że za ziemię, którą przejęło od niego państwo, nie dość, że nie dostał odszkodowania, to wciąż musi płacić podatek. - To jest chore.

Stracili domy, działki, firmy

Wszyscy mieszkańcy okolic nowo budowanej drogi, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, że na tej inwestycji im też bardzo zależy. - Chcemy mieć dobre drogi, ale dlaczego naszym kosztem? - pytają.

Bogdan Królik miał przy drodze działkę, które przejęło państwo. Ale ma też masarnię i sklep, który działała od dwudziestu lat. Dziś obroty są prawie zerowe, a budynek - jak wynika z ustaleń geodetów - częściowo stoi w pasie drogi. Pan Bogdan do dziś nie wie jednak, czy masarnia będzie wyburzona czy też nie. I tak jest w dobrej sytuacji, bo w przeciwieństwie do większości ma już wycenę za działkę, którą od niego przejęto (działka jest przed masarnią). - Ale pieniądze nie wiadomo kiedy będą - mówi. Działkę przekazał pod budowę drogi 30 grudnia ubiegłego roku.

Brak odszkodowań, to nie wszystko. Problem nr 2 - drogi dojazdowe

Marcin Król prowadzi sklep i warsztat motocyklowy, też blisko drogi. Miał również działkę, którą zabrano. - Gdybym dostał pieniądze, mógłbym zawiesić na jakiś czas działalność gospodarczą - mówi. Bo dziś klienci do tej firmy prawie nie zaglądają. Powód jest prozaiczny: drogi dojazdowe. Opóźnienia z wypłatą odszkodowań to bowiem nie jedyny problem. Kolejny, to dojazdy do posesji i firm. Budując S 17 jakby zapomniano o ludziach, którzy mieszkają wzdłuż tej trasy. - Nie mamy jak dojechać do domów. W niedzielę wieczorem coś zaczęło się dziać. Może to sobotnie spotkanie z premierem pomogło? - zastanawiają się mieszkańcy.

Nie dziwię się rozgoryczeniu mieszkańców. Gdy we wtorek próbowałam dojechać do masarni, warsztatu samochodowego czy domów poszczególnych osób, też miałam olbrzymie kłopoty. Bo drogi dojazdowe nawet jeśli są, to trudno je zauważyć. Brakuje oznakowania. W wielu miejscach są nieutwardzone. - Jak zacznie padać, będziemy tonąć w błocie - mówi pani Katarzyna. Już kilka razy jej samochód był wyciągany przez inne auta, bo nie mogła wyjechać.

W urzędach nikt nic nie wie. Odsyłają nas od jednego do drugiego

 

Mariusz Stopa prowadzi zakład samochodowy, 200 metrów od budowanej S 17. - W tej chwili praktycznie nikt nie przyjeżdża. Nie ma drogi dojazdowej, prawie nie ma ruchu u mnie w warsztacie - mówi. Jak dodaje, nie dostał ani wyceny za przejętą działkę ani tym bardziej pieniędzy. - Nikt w urzędach nic nie wie, albo odsyła jeden do drugiego - mówi Stopa. W podobnym tonie wypowiadają się właściciele innych firm.

Jak ustaliliśmy, problem dotyczy 600 rodzin. Do dziś wydano raptem 35 decyzji w sprawie odszkodowań. Na razie jednak pieniądze dostało tylko 19 rodzin, pozostałe 16 - ma otrzymać odszkodowania w najbliższym czasie. A reszta? Na to pytanie urzędnicy nie potrafili nam odpowiedzieć.

Może ta nasza rozmowa z premierem jednak coś zmieni

 

Dwie mieszkanki Kalinówki dziś mówią, że nie żałują odważnej decyzji, by dostać się do Donalda Tuska. - Chciałyśmy uświadomić premiera, że nie daje się prowadzić działalności gospodarczej, że są utrudnienia z dojazdem do domów, że ludzie, którzy potracili domy w styczniu, do tej pory nie mają pieniędzy. Że miało być ładnie, a nie jest ładnie - mówi Katarzyna Tymicka. - Wierzę, że w końcu jakaś sprawiedliwość będzie - dodaje.