11-latek czeka na sąd. Zostanie u dziadków WIDEO
Sebastian spędził w domu dziecka kilka tygodni. Potem pojechał do babci, która została tymczasową rodziną zastępczą. Wcześniej rzadko widywała wnuka. Dziś mówi, że się z nim bardzo zżyła i że chłopiec zaadaptował się w nowym otoczeniu. - Chodzi do szkoły, ma kolegę, chodzi na korepetycje z matematyki, bo sobie nie radził - mówiła przed rozprawą w rozmowie z reporterką TOK FM babcia Sebastiana. W podobnym tonie wypowiadał się dziadek. Z rozmowy wyraźnie wynikało, że w rodzinie jest konflikt między nimi a ojcem chłopca. - Ojciec dziecka to jest ciężki człowiek - mówili.
Rozprawa przed sądem rodzinnym była zaplanowana na godzinę. Trwała ponad dwie godziny. Sąd na posiedzeniu niejawnym zdecydował, że na razie Sebastian wciąż pozostanie u dziadków. Kolejny termin rozprawy w październiku.
Rodzice nastolatka po raz pierwszy mieli adwokata. Reprezentuje ich zupełnie za darmo mecenas Andrzej Turczyn z Koszalina. Ze względu na to, że posiedzenie było zamknięte, nie chciał ujawnić o co wnioskował. TOK FM ustaliło, że chodzi m.in. przesłuchanie świadków, w tym zaangażowanego w sprawy rodziny proboszcza miejscowej parafii (który nadzorowała remont w domu Sebastiana).
- Dostrzegam nadzieję, że Sebastian będzie mógł wrócić do domu - powiedział TOK FM mecenas Turczyn. Dodał, że złożył odpowiednie wnioski dowodowe. - I myślę, że rodzicom Sebastiana uda się wykazać to, że jego dobro nie będzie zagrożone, gdy będzie przebywał w domu rodzinnym - mówił adwokat.
Jak ja mu to powiem?
Dariusz Kita, ojciec chłopca jeszcze przed rozprawą zdradził TOK FM, że rozmawiał z synem i usłyszał od niego słowa "tato, ja już się spakuję, żeby szybciej wrócić do domu". - Nie wiem, jak mu to teraz powiem, że jednak musi pozostać u babci. Na razie - mówił pan Dariusz po wyjściu z sądu. Matka chłopca nie była stanie się wypowiadać.
Sebastian trafił do placówki opiekuńczej na początku roku. Został zabrany prosto ze szkoły. Sąd uznał, że rodzina jest niewydolna, w domu było brudno i zimno. Matka miała depresję, a ojciec był w szpitalu po amputacji nogi. I szkoła i proboszcz miejscowej parafii zgodnie twierdzili, że rodzina miała problemy związane z codziennością i potrzebowała wsparcia. Podkreślali jednak, że chłopcu w domu nie działa się krzywda; wprost przeciwnie, był obdarzony ogromną miłością.
Z domu dziecka Sebastian trafił do babci i jest tam do dziś. Weekendy spędza z rodzicami w domu. W domu był też na wakacjach. - Płakał, jak miałam go odwieźć do babci przed 1 września. Prosił, żeby zostać jeszcze jeden dzień - opowiada Jolanta Besztak ze Stowarzyszenia Obrony Rodziców, która odwoziła nastolatka przed nowym rokiem szkolnym.