,
Obserwuj
Polska

Węgierskie wybory lekcją dla PKW? "To może zaskakiwać"

4 min. czytania
14.04.2026 16:32

Sensacją niedzielnych wyborów parlamentarnych na Węgrzech było nie tylko to, że Viktor Orban po 16 latach rządów stracił władzę. Uwagę polskich internautów przykuł też sposób prezentacji wyników głosowania na stronie internetowej węgierskiej państwowej komisji wyborczej. - Może zaskakiwać, że państwo postrzegane jako mniej demokratyczne, w którym wybory nie są w pełni równe, przeprowadziło ten proces tak sprawnie - mówi tokfm.pl Marcin Duma z Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych IBRIS.

W niedzielę na Węgrzech odbyły się wybory parlamentarne
W niedzielę na Węgrzech odbyły się wybory parlamentarne
fot. FERENC ISZA/AFP/East News
  • Wybory na Węgrzech pokazały działanie tamtejszego systemu wyborczego, co w sieci wywołało porównania z Polską i krytykę PKW;
  • Marcin Duma, ekspert ds. badań opinii publicznej w rozmowie z tokfm.pl zwrócił uwagę na dwie rzeczy, które przykuły największą uwagę;
  • Wskazał też na "pewną traumę Polaków po wyborach z 2014 roku".

W czasie wieczoru wyborczego na Węgrzech wielu polskich internautów zwracało uwagę na działanie tamtejszego systemu publikacji wyników głosowania w wyborach parlamentarnych. Dane na stronie węgierskiego Narodowego Biura Wyborczego (NVI) pojawiały się szybko, były szczegółowe i przejrzyste. To wywołało porównania z Polską i funkcjonowaniem Państwowej Komisji Wyborczej.

- Mam wrażenie, że najbardziej spodobało się to, że od samego początku, już przy ułamku przeliczonych głosów, publikowano liczbę mandatów - stwierdził w rozmowie z tokfm.pl Marcin Duma, założyciel Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych IBRIS, który w niedzielę wieczorem w mediach społecznościowych sam zwracał uwagę na sprawność działania węgierskiego odpowiednika PKW.

Jak podkreśla, to zasadnicza różnica względem polskiego podejścia. - W naszym kraju Państwowa Komisja Wyborcza odmawia publikacji takich danych, nawet jeśli mogłyby się one zmieniać w trakcie spływania protokołów. Informacje o tym, kto został posłem i ile mandatów zdobyto w danym okręgu, pojawiają się dopiero po zatwierdzeniu 100 procent protokołów - zauważa Duma. I dodaje, że właśnie to "zbudowało w Polsce zachwyt nad sposobem prezentacji wyników" na Węgrzech.

Głosy "policzono niezwykle sprawnie"

Według niego na szczególną uwagę zasługuje także tempo liczenia głosów. - Policzono je niezwykle sprawnie. To wcale nie jest proste, bo wyborcy oddają dwa głosy: jeden na kandydata w okręgu jednomandatowym, drugi na listę krajową danej partii. Do tego dochodzi około pół miliona głosów korespondencyjnych - wylicza.

Ekspert ds. badań opinii publicznej zwraca uwagę, że mimo znacznie mniejszej liczby mieszkańców skala operacji jest porównywalna. - Nagle okazuje się, że to jest naprawdę duże przedsięwzięcie. Liczba komisji wyborczych w przeliczeniu na mieszkańca jest zapewne zbliżona do Polski - dodaje.

Jednocześnie podkreśla, że samo liczenie głosów i ustalenie wyniku wyborczego "też nie należy do łatwych". - Trzeba uwzględnić tak zwane głosy nadwyżkowe, te, które oddano głosując w okręgach jednomandatowych. Na tym w dużej mierze opiera się cały mechanizm kompensacji ważny w ustaleniu końcowego podziału miejsc w parlamencie - tłumaczy.

Przypomnijmy, że Zgromadzenie Narodowe, czyli jednoizbowy parlament Węgier liczy 199 posłów, z których 106 jest wybieranych w jednomandatowych okręgach wyborczych. W każdym z tych obszarów wygrywa ten, kto zdobywa najwięcej głosów, nawet bez uzyskania większości. Pozostałe 93 mandaty pochodzą z list krajowych. Tu pojawia się mechanizm tzw. głosów kompensacyjnych. Do wyniku listowego doliczane są nie tylko "niewykorzystane" głosy przegranych kandydatów w okręgach jednomandatowych, ale także nadwyżkowe głosy zwycięzców. W praktyce oznacza to, że ugrupowanie, które wygrywa w większości okręgów jednomandatowych, może zdobyć znaczną większość w parlamencie nawet przy stosunkowo niewielkiej przewadze w skali kraju.

- W pewnym sensie może zaskakiwać to, że państwo postrzegane jako mniej demokratyczne, w którym wybory nie są w pełni równe, przeprowadziło ten proces tak sprawnie - mówi Marcin Duma.

Redakcja poleca

Polacy mają traumę?

Zdaniem eksperta podziw dla węgierskich rozwiązań w zakresie prezentacji wyników wyborczych na stronie internetowej państwowej instytucji wynika też z polskich doświadczeń.

- Wydaje mi się, że to jest związane z pewną traumą Polaków po wyborach w 2014 roku. Wtedy pojawiło się poczucie wstydu. Strona była źle przygotowana, liczenie nie przebiegało tak szybko jak powinno, a do tego dochodziła książeczkowa forma kart do głosowania. To była cała seria porażek - przypomina.

Tamte wydarzenia wpłynęły na podejście samej PKW. Jak zauważa Duma, w instytucji wciąż obecna jest ostrożność wynikająca z doświadczeń z przeszłości. - Sędziowie pamiętają sytuacje, w których ktoś prowadził na początku, a w ciągu nocy tracił zwycięstwo. Wokół takich zmian budowane są później narracje, że "już wygrywał, a nagle doszły jakieś głosy". To staje się paliwem dla teorii spiskowych - mówi.

- Jestem w stanie zrozumieć argument, że dopóki wszystko nie zostanie policzone, nie pokazuje się wyników, bo mogłoby to budzić niezdrowe emocje i być wykorzystywane politycznie, do destabilizacji albo podważania wiarygodności wyborów - dodaje ekspert.

Redakcja poleca

W wyborach parlamentarnych na Węgrzech partia TISZA Petera Magyara zdobyła większość konstytucyjną, która wynosi 133 mandaty. Po przeliczeniu ponad 98 procent głosów to ugrupowanie ma 136 miejsc w parlamencie, koalicja Fideszu i KDNP pod przewodnictwem obecnego premiera Viktora Orbana - 57, a skrajnie prawicowy Ruch Naszej Ojczyzny (Mi Hazank) - sześć. W jednym okręgu jednomandatowym zarządzono powtórzenie głosowania i wciąż liczone są głosy oddane korespondencyjnie i za granicą.

Misja Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) pozytywnie oceniła etapy procesu wyborczego na Węgrzech w większości obserwowanych lokali wyborczych. - Odnotowano rekordową frekwencję, jednak nie było równych szans, a rządząca partia korzystała z systemowych przewag, które zacierały granicę między państwem a partią - powiedział podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Budapeszcie specjalny koordynator OBWE Sargis Chandanjan.

Źródło: tokfm.pl, PAP, NVI