"Chce kontynuować tę głupotę? To już na własny rachunek". Ratownikom w Szczecinie puściły nerwy
Ratownicy WOPR w Szczecinie zapowiadają, że będą kładli szczególny nacisk na wyeliminowanie ze strzeżonych plaż alkoholu. - To działania prowadzone w porozumieniu z Zakładem Usług Komunalnych, z policją i strażą miejską - podkreśla szef ratowników Jacek Kleczaj. Zwraca uwagę, że alkohol to jedna z głównych przyczyn utonięć w Polsce. Często mówi się, że statystyczny topielec w naszym kraju to podchmielony mężczyzna w średnim wieku. Pijani lub podpici plażowicze są udręką dla ratowników, stąd w Szczecinie polityka "zero tolerancji".
Kary nawet za 'jedno piwko'
Osoby pod wpływem alkoholu na publicznym kąpielisku będą karane mandatami i wyrzucane z plaż. - Zależy nam na tym, aby ludzie, którzy chcą normalnie wypocząć, mieli do tego warunki. Żeby nie musieli sąsiadować z tymi, którzy uważają, że alkohol to podstawa - mówi Kleczaj.
Pytany, czy nie martwi się, że po wyrzuceniu z plaży osób pod wpływem alkoholu te i tak będą korzystać z wody, ale w innych miejscach - odpowiada zdecydowanie: "Każdy jest dorosły i odpowiada za swoje życie i zdrowie".
- W sytuacji, gdy pijani koncentrują całą uwagę ratowników, ci nie mogą pomagać innym plażowiczom. Efekt? To pijany zagraża innym kąpiącym. I wolę, żeby zszedł ze strzeżonego kąpieliska. A czy on później pójdzie do lasu, czy nad wodę, to już jest jego decyzja. Naprawdę. Jego decyzją było picie alkoholu nad wodą, a więc z rozsądkiem się już dawno minął. Jeśli chce kontynuować tę głupotę, niech kontynuuje, ale już na własny rachunek - ucina ratownik WOPR.
Brakuje ratowników
Sytuacja na plażach na Pomorzu Zachodnim jest trudna, bo ratowników brakuje. - W tej chwili udaje się zapewnić obsadę, ale są to minimalne składy. Nie jest komfortowo - przyznaje TOK FM szef zachodniopomorskich WOPR-owców Apoloniusz Kurylczyk.
- Co ciekawe, ostatnio kurs na ratownika wodnego skończyło 140 młodych ludzi. Niestety, traktują to chyba jako zaliczony "challenge", bo do pracy nad wodą z tej grupy przyszło z 40 osób. Nie wiem, może jakby zamiast sześciu tysięcy złotych proponować osiem tysięcy złotych na rękę, to problemu by nie było? - zastanawia się Kurylczyk.
6,5 tysiąca złotych dla młodych ratowników nad morzem, a o chętnych coraz trudniej
Podbieranie ratowników
Znalezienie ratowników wodnych na miejskie kąpieliska co roku nie jest prostym zadaniem. - Teraz jest jeszcze trudniej - potwierdza ekspertka rynku pracy Anna Sudolska. - Powodów jest kilka. To nie jest zawód całoroczny, a praca sezonowa. Jeżeli więc pensja nie jest atrakcyjna, to na sezon [ewentualni chętni] zostają w swoich standardowych pracach lub szukają zajęć, gdzie mogą zarobić więcej. Podczas rekrutacji rozmawiałam ostatnio z jednym z byłych ratowników, który przyznał, że zrezygnował z tej pracy i jest kurierem, bo może zarobić kilka razy więcej - mówi.
Poza tym miejskie kąpieliska przegrywają często z hotelami, aquaparkami czy SPA. Takie miejsca też potrzebują ratowników i rekrutują ich przed sezonem. Dla wielu stanowią bardziej atrakcyjną ofertę niż wielogodzinna praca na plaży w - nierzadko - trudnych warunkach atmosferycznych.
- Jeżeli więc samorządy oferują stawki od 25 do 30 złotych brutto za godzinę, to nie ma się co dziwić, że chętnych nie ma. Tymczasem stawki nie wzrosły od ubiegłego roku, a w niektórych miejscach nawet spadły - mówi ekspertka.
Ratownicy do hoteli, aquaparków i ośrodków wypoczynkowych są poszukiwani niemal we wszystkich miejscowościach nadmorskich Pomorza Zachodniego. Nierzadko oprócz zatrudnienia mogą też liczyć na zakwaterowanie i wyżywienie. - Są to oferty sezonowe, a także całoroczne. Są też oferty hybrydowe, gdzie hotel proponuje dodatek do pensji, pod warunkiem że ratownik zgodzi się podpisać, że w kolejnym sezonie też będzie pracować w tym hotelu - mówi ekspertka rynku pracy.