Polskie wojska w Ukrainie? Ekspert ostrzega. "Zaszyty bardzo groźny komunikat"
- Trwa dyskusja o wysyłaniu wojsk do Ukrainy;
- "Nie wyrywałbym się do deklarowania czegoś, czego być może nie będziemy w stanie dowieźć" - mówił w TOK FM Maciej Miłosz z 'Rzeczpospolitej';
- Według Zbigniewa Parafianowicza z 'DGP' nie należy mówić "jednoznacznego nie", ale podjąć dyskusję.
Po konferencji w Monachium i spotkaniu europejskich przywódców w Paryżu trwa dyskusja o misji w Ukrainie. Premier Donald Tusk powiedział, że Polska "nie przewiduje wysłania polskich żołnierzy na teren Ukrainy". Szef BBN Dariusz Łukowski stwierdził, że na dziś nie powinniśmy tego robić, ale w przyszłości nie można tego wykluczyć. PiS jest przeciw, o czym mówił m.in. były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.
Polskie wojsko w Ukrainie ma sens? "Rozumiem obawy"
- Ja to rozumiem. Nie wyrywałbym się do deklarowania czegoś, czego być może nie będziemy w stanie dowieźć - skomentował Maciej Miłosz z "Rzeczpospolitej", który gościł w "Poranku Radia TOK FM". - Żeby gwarancje miały sens, muszą być wiążące. A jeśli my nie będziemy w stanie ich zrealizować, bo de facto nie ma za nami Stanów Zjednoczonych, to rozumiem obawy o to, czy wysyłanie wojsk ma sens - dodał.
Maciej Miłosz zauważył też, że kwestią obecności polskich wojsk w Ukrainie Rosjanie mogą grać w negocjacjach, dlatego też - jak podął - "nie jest to aż tak świetny pomysł".
W jego ocenie Polska może być przydatna w inny sposób niż poprzez wysyłanie do Ukrainy batalionów i brygady. Mogłaby wyznaczyć samoloty do pewnego rodzaju Air Policing (czyli patrolowania przestrzeni powietrznej) albo stworzyć dobre zaplecze logistyczne dla Ukraińców.
Posłuchaj podcastu:
Nie należy mówić jednoznacznie "nie"
- Kiedyś w Unii Europejskiej, przy obsadzie szefów placówek unijnych za granicą, była taka zasada, że państwa graniczące albo państwa, które mają interesy w danym kraju, nie powinny wysłać tam swoich dyplomatów. Tu można zastosować tę zasadę. Możemy realizować zadania, które są pochodną tej misji - powiedział z kolei Zbigniew Parafianowicz z "Dziennika Gazety Prawnej"
Dziennikarz podkreślił jednak, że nie należy mówić "jednoznacznego nie" w temacie wysyłania wojsk do Ukrainy. - To jest wstęp do targu. Można na przykład zastosować zasadę wymiany wojsk. Jeżeli my mamy być w Ukrainie, to oczekujemy, że ciężka brygada amerykańska znajdzie się w Siedlcach - zaproponował drugi gość "Poranka Radia TOK FM".
- Idealny wariant to opcja nieodmawiania na "dzień dobry" tylko podjęcia dyskusji - skomentował Parafianowicz. - Tak jak Zełenski robi z Amerykanami. Amerykanie stwierdzili: "nie będzie naszych żołnierzy na lądzie", to Ukraińcy odpowiedzieli: "dobra, to wyślijcie okręt na Morze Czarne" - wyjaśnił gość "Poranka Radia TOK FM".
Parafianowicz przestrzegał, że w natychmiastowej odmowie wysyłania żołnierzy "zaszyty jest bardzo groźny dla Polski komunikat". - To sygnał dla Rosjan, że się boimy - skwitował.