,
Obserwuj
Gospodarka

Nadchodząca zima będzie testem dla naszych portfeli. Wyliczamy, co zdrożeje najbardziej

Wojciech Kowalik
6 min. czytania
06.11.2026 06:32

Nadchodząca zima i przyszłoroczna wiosna nie zapowiadają się dobrze dla naszych kieszeni. Na dobre możemy odczuć efekty wojny na Bliskim Wschodzie oraz kryzysu klimatycznego. Podwyżki czają się szeroko: od paliw, przez rachunki za mieszkanie po codzienne zakupy w sklepie spożywczym. Być może pomoże nam rząd, który już nie wyklucza jakiejś formy interwencji na rynku gazu, a może i prądu, więc to powstrzymałoby skalę podwyżek, ale w przypadku ogrzewania zimą - już takich planów nie ma. 

Starsza kobieta trzymająca paragon - ilustracja
Starsza kobieta trzymająca paragon - ilustracja
fot. Daniel Dmitriew / Forum

Czy nadchodząca zima będzie testem dla naszych portfeli? W tym odcinku powiemy:

  • gdzie w nadchodzących miesiącach będą się czaić na nas podwyżki;
  • a czaić się będą szeroko: od codziennych zakupów, przez tankowanie auta, po rachunki za mieszkanie;
  • i dlaczego ewentualne rządowe działania osłonowe nie ochronią nas przed całością podwyżek.

Ceny napędzi nam wojna, którą na Bliskim Wschodzie rozpętał Donald Trump. Bo reperkusje tego, co dzieje się tysiące kilometrów od nas, mają swój finał w naszych portfelach. Zwłaszcza jeśli chodzi o ceny paliw i energii, a te są zaszyte w niemal każdym produkcie i każdej usłudze, którą kupujemy. Ale do tej wojny dołoży się jeszcze pogoda - katastrofa klimatyczna nie pozostanie obojętna dla cen żywności na sklepowych półkach. Zatem - gdzie, kiedy i jakie podwyżki możemy zobaczyć i czy jest coś, co może je powstrzymać?

Zaczniemy od paliw, bo to one są źródłem naszych problemów. Co prawda, wzrosty ich cen powstrzymała trzecia odsłona rządowego pakietu CPN, dlatego przy ropie naftowej powyżej 110 dolarów mamy diesla w okolicach ośmiu, a nie dziewięciu złotych, ale to wciąż bardzo wysokie poziomy. To właśnie CPN3 stanął na drodze październikowej inflacji, bo przyhamowała ona mocniej niż się tego spodziewali ekonomiści - z ponad 4 procent we wrześniu do 3,5 w październiku, właśnie dzięki paliwom, które w miesiąc staniały o 10 procent. Oczywiście statystycznie, bo w ostatnich dniach znów widzimy olej napędowy grubo powyżej ośmiu złotych za litr. A inflacja jest na tym trochę niższym poziomie tylko chwilowo, bo w kolejnych miesiącach, po chwilowym odpoczynku, może znów zacząć się wspinać, nawet w okolice 5 procent. Zrobi to, jeśli spełni się ten rysujący się w ciemniejszych barwach scenariusz, o którym mówimy w tym odcinku. Bo program CPN teraz jest zaplanowany do końca roku. Jeśli z nowym rokiem rząd go nie przedłuży, wtedy - o ile oczywiście nie uspokoi się sytuacja na Bliskim Wschodzie - możemy zacząć się bać o ceny tankowania w styczniu, w Sylwestra na stacjach staną kolejki po tańszą benzynę i diesla, a toast szampanem będziemy wznosić życząc sobie tańszych paliw.

Redakcja poleca

Ile w przyszłym roku zapłacimy za prąd i gaz?

W grudniu dowiemy się, jakie w przyszłym roku zapłacimy rachunki za prąd i gaz, bo nowe taryfy zatwierdzi Urząd Regulacji Energetyki. I to co dzieje się teraz, jest dla tych rachunków kluczowe. Cena gazu na globalnych rynkach bije pięcioletni rekord 100 euro za megawatogodzinę. My mamy wprawdzie magazyny gazu na zimę wypełnione pod korek, ale te magazyny zapewniają nam tylko 15 procent rocznego zużycia i wystarczą na niecałe dwa miesiące. Gaz kupowaliśmy i kupujemy drożej, eksperci nie mają więc wątpliwości: gazowe taryfy na przyszły rok będą wyższe, choć nie podejmują się szacowania o ile. Tu jednak wkracza rząd, który nie wyklucza jakiejś formy interwencji na tym rynku - czyli działań osłonowych dla obiorców. Szczegóły mają być znane w ciągu kilku-kilkunastu dni, ale nawet jeśli ta interwencja pomogłaby nam, gospodarstwom domowym, to nie sprawi, że wyższe ceny gazu w nas nie uderzą. Dlaczego - powiemy za moment, a na razie - przyjrzyjmy się rachunkom za prąd.

Tu eksperci już wieszczą z jaką skalą podwyżek możemy się w przyszłym roku mierzyć. Z nieoficjalnych informacji wynika, że spółki energetyczne w swoich wnioskach taryfowych do URE chciałyby ceny o sto złotych wyższej za megawatogodzinę niż w tym roku - miałoby to być 600 złotych. Były już wcześniejsze szacunki mówiące, że podwyżka na naszych rachunkach od stycznia sięgnęłaby około 200 złotych - w skali roku, czyli jakieś kilkanaście złotych miesięcznie. Przeciętnie tragedii więc nie będzie, ale to kolejny kamyczek do ogródka podwyżek. Rządzący tu też nie wykluczają jakiejś interwencji, ale - znowu - to nie oznacza, że efekty tych podwyżek ominą nas bokiem. I - znowu - trochę cierpliwości, dlaczego tak będzie - powiemy za chwilę, ale jeszcze teraz o tym ile tej zimy będzie nas kosztowało ciepło.

Tu sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Ciepło systemowe, czyli centralne ogrzewanie w kaloryferach, wzrośnie na pewno, bo już w taryfach poszczególnych zakładów widać podwyżki, nawet rzędu kilkunastu procent - i to ma już prawdopodobnie swoje odzwierciedlenie w danych o inflacji. Jeśli grzejemy się sami, wszystko zależy od rodzaju paliwa - bo w przypadku gazu możemy podpadać pod ewentualną rządową tarczę, a w przypadku pelletu - mamy jego olbrzymie wzrosty cen - w rok o 70 procent, a tona kosztuje od 1700 do nawet 3000 zł, a rządzący tu żadnej interwencji nie zapowiadają.

Redakcja poleca

O ile zdrożeje żywność?

Wróćmy zatem do zapowiadanego przełożenia drogiej energii na nas - przełożenia pośredniego, ale znaczącego. Bo o ile my, w rachunkach, możliwe że dostaniemy rządową tarczę, to firmy na żadną taką liczyć nie mogą. Także z powodu cen energii inflacja producentów sięga już bardzo wysokiego poziomu 6 procent, co oznacza że produkcja jest coraz droższa. A firmy chętnie przynajmniej część tych wzrostów przerzucą nas nas - odbiorców. Bo przecież piec w piekarni trzeba rozgrzać drożej, pszenicę na chleb też trzeba kupić drożej, więc na końcu cena chleba też musi iść w górę. A właśnie, skoro o pszenicy mowa - czas na kolejny element układanki wyższych cen.

I to element kluczowy, bo odpowiadający za jedną czwartą naszych wszystkich miesięcznych wydatków. To żywność, dla cen której nie ma dobrych wiadomości. To znaczy jeszcze są, bo żywność - po tegorocznym deflacyjnym lecie, kiedy z miesiąca na miesiąc taniała, co zresztą było dla naszych portfeli buforem dla drogich paliw - znów zaczęła drożeć, ale - i tu nieco lepsza wiadomość - tylko trochę, znacznie wolniej niż powinna o tej porze roku. Bo zbiory były całkiem niezłe, a sieci handlowe w swojej wojnie cenowej nie odpuszczają. Ale na horyzoncie widać koniec tych dobrych wiadomości, choć nie wszystkich.

Bo - po pierwsze - i to już widać na globalnych rynkach - mocno drożeją zboża. Przez wojnę o transport na Morzu Czarnym, w świat nie wyjeżdża zboże ukraińskie i rosyjskie, kluczowe dla wyżywienia Afryki i sporej części Azji. W efekcie ceny zbóż rosną globalnie i lokalnie - są prognozy mówiące, że cena skupu pszenicy może zimą wzrosnąć o jedną czwartą. A pszenica jest zbożem kluczowym, razem z nim w górę pójdą też ceny innych zbóż.

Po drugie: pogoda - i tu kłania się efekt El Nino, który już winduje ceny cukru, oleju palmowego, a pod znakiem zapytania jest jego wpływ na rynek choćby kawy. To raz, a dwa - efekty wiosennych przymrozków, choć już dawno o nich zapomnieliśmy, teraz dają o sobie znać pod postacią droższych owoców, co już widać w przypadku jabłek.

Po trzecie: Warzywa, zwłaszcza podstawowe dla nas warzywo w postaci ziemniaków. Po klęsce urodzaju w ubiegłym roku, w tym ziemniaczanej górki już nie ma, zbiory w Europie są o mniej więcej 15 procent niższe, czyli dla cen - nienajlepsze wieści. Ale w tym całym ciemnym scenariuszu jest jasny punkt w postaci cen mięsa. Wieprzowina i mięso drobiowe - są tańsze i będą tańsze. Co nie zmienia faktu, że inflacja cen żywności będzie szła w górę i może dojść do 5 procent wiosną przyszłego roku, a to już wzrost zauważalny dla naszych portfeli.

I jeszcze jeden element, który może wystawić nasze portfele na test, czyli... raty za mieszkanie. Wprawdzie ekonomiści są podzieleni kiedy, ale nie wykluczają, że podwyżka, albo podwyżki stóp procentowych w kolejnych miesiącach będą, a to oznacza, że kredytobiorcy na wszelki wypadek powinni wpisywać do swoich przyszłorocznych budżetów rezerwę na wyższe raty kredytów. Nie będą to gigantyczne podwyżki, ale będą. W ten sposób w racie 100-200 złotych więcej, na zakupach kilkadziesiąt złotych więcej, kolejnych kilkadziesiąt więcej w rachunkach - ziarnko do ziarnka i zbierze się cała miarka podwyżek.

Źródło: TOK FM