Co pokazuje atak Izraela na Iran? Ekspert wskazał na jedną osobę
- W piątek nad ranem Izrael przeprowadził atak na cele wojskowe i nuklearne w Iranie, uderzając m.in. w zakład wzbogacania uranu w Natanz oraz obiekt w Parczin;
- Iran odpowiedział wystrzeleniem około 100 dronów w kierunku Izraela. Ale żaden nie dotarł do celu, zostały zestrzelone;
- Dr Karol Wilczyński ocenił, że atak Izraela na Iran pokazuje słabość Donalda Trumpa, który nie jest w stanie kontrolować działań władz izraelskich;
- Według gościa TOK FM Iran prawdopodobnie nie ma teraz takiej możliwości, żeby i skłoni się ku dyplomacji.
Izrael rozpoczął w piątek nad ranem ataki na Iran, deklarując, że celem są obiekty nuklearne i wojskowe. Iran zareagował na uderzenia wymierzone m.in. w kluczowy zakład wzbogacania uranu w Natanz w środkowej części Iranu wystrzeleniem w stronę Izraela dronów. Ale żaden nie dotarl do celu, zostały strącone.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, komentując atak Izraela na Iran i późniejszą odpowiedź tego kraju podkreślił, że "Rosja jest zaniepokojona i potępia ostrą eskalację napięcia na Bliskim Wschodzie". Władze w Moskwie to sprawdzony sojusznik Iranu.
- Dla wielu sojuszników NATO, w tym Stanów Zjednoczonych, kluczowe są działania na rzecz deeskalacji. Wiem że są one już prowadzone - powiedział w piątek Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte. I zapewnił, że nie jesteśmy obecnie blisko wojny lub ataku nuklearnego.
Jak komentował w TOK FM sytuację dr Karol Wilczyński, na Iran będzie wywierana presja, aby nie doszło do eskalacji konfliktu z Izraelem. - Prawdopodobnie Rosja, czy Chiny, w których interesie nie jest to, aby doszło do eskalacji, będą naciskać na reżim irański, aby powstrzymać się przed dużym atakiem - mówił w "TOK 360" wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Zdaniem rozmówcy Filipa Kekusza, gdyby władze w Teheranie mogły, to by nie posłuchał tych apeli. - Znając ajatollahów, jest to jedno z ich największych marzeń, aby uderzyć w Izrael z największą możliwą siłą. Pytanie, czy są w stanie to zrobić? Według mnie prawdopodobnie nie są w stanie - powiedział Wilczyński. ocenił, że Iran rzeczywiście mógł dostać "dość potężny cios" ze strony Izraela. - I w tym momencie nie będzie w stanie odpowiedzieć, więc pójdzie w stronę dyplomacji - wskazał.
Gość TOK FM uważa, że należy być ostrożnym w ocenach na temat tego, jaka będzie ostateczna odpowiedź Iranu, bo istotne znaczenie ma ocena skuteczności ataku przeprowadzonego przez Izraela. - Pytanie jest, jak ten potencjał (wojskowy Iranu - przyp. red.) dzisiaj wygląda i o ile został zlikwidowany? Dowiemy się tego w ciągu najbliższych dni - podkreślił.
Słabość Donalda Trumpa?
Wilczyński wyjaśnił, że piątkowy atak Izraela "zbombardował" trwające rozmowy w sprawie programu nuklearnego między Iranem a USA. W najbliższą niedzielą miała się odbyć kolejna runda tych negocjacji. - Iran do tych rozmów raczej nie wróci - dodał.
Według wykładowcy Uniwersytetu Jagiellońskiego piątkowe wydarzenia pokazały też "słabość Donalda Trumpa". - Cała ta sytuacja pokazuje, że on (Donald Trump - przyp. red.) nie jest w stanie kontrolować swojego izraelskiego sojusznika - podkreślił. I ocenił, że władze Stanów Zjednoczonych nie są "zadowolone z tego, co zrobił" premier Izraela Benjamin Netanjahu.
Izrael nie powstrzyma Iranu. 'Nawet najprostszy ajatollah rozumie r\u00F3\u017Cnic\u0119'
Wilczyński wskazał, że Rosja, która z jednej strony potępiła atak na Iran, który jest jej sojusznikiem, z drugiej strony może być zadowolona ze skutków tego ataku, czyli wzrostu cen ropy, który wzmacnia budżet Rosji. - Dla Stanów Zjednoczonych, to jest coś nie zadowalającego, bo cieszy się raczej z niskich cen, a dla Rosji to jest ogromny plus tego, co się wydarzyło - stwierdził rozmówca Filipa Kekusza.
Dla Rosji - przypomnijmy - wyższe ceny ropy oznaczają większe wpływy do budżetu. A więcej pieniędzy w kasie, to dla Putina możliwość "dofinansowania" wojny w Ukrainie.