Ziobro odwołał prezesa sądu. Nieoficjalnie: Może chodzić o walkę z "sędziowską kastą"
Cezary Wójcik to bardzo doświadczony sędzia, karnista, z ponad 30-letnim stażem w zawodzie. 10 listopada do sądu przyszedł faks o jego odwołaniu, mimo że minęła dopiero połowa jego kadencji na stanowisku wiceprezesa lubelskiej apelacji. Co więcej w faksie nie podano przyczyny. – Trudno się nawet domyślać, o co może chodzić – mówili nam sędziowie w ubiegłym tygodniu.
Zbyt łagodny wyrok dla pijanej sędzi?
Z informacji, które do nas dotarły wynika, że w całej sprawie może chodzić o walkę rządzących z tzw. „sędziowską kastą” (w którą nie tak dawno próbował uderzać PiS za pomocą kampanii billboardowej w całej Polsce) i o zbyt łagodne potraktowanie sędzi, która miała sprawę dyscyplinarną, przez sędziego Cezarego Wójcika.
Sędzia w 2011 roku orzekał w sprawie sędzi z Krasnegostawu, która miała 5 zarzutów -za to, że przychodziła do pracy pijana i miała poświadczyć nieprawdę w dokumentach. Dotyczyły m.in. 2008 roku. I choć sąd dyscyplinarny potwierdził, że sędzia kilka razy była w pracy pod wpływem alkoholu, ostatecznie odpowiedziała tylko za jeden zarzut, bo reszta się przedawniła. W tamtym czasie obowiązywał bowiem 3-letni okres przedawnienia w sprawach dyscyplinarnych. Dostała karę przeniesienia do innej jednostki.
– Minister zapewne uznał, że nie chce, by prezesem był sędzia, który orzekał w tej sprawie, bo prawdopodobnie, według ministra, sędziowie powinni być za takie czyny karani surowiej
– mówi nam anonimowo jeden z prawników.
Trzeba zaznaczyć, że zarzuty przedawniły się nie dlatego, że Sąd Apelacyjny coś przeciągnął. Chodzi o to, że najpierw dość długo trwało przygotowanie wniosku o ukaranie sędzi. Potem zapadł pierwszy wyrok (przeniesienie do innego sądu), ale wpłynęły odwołania: samej sędzi i ministra sprawiedliwości, który chciał usunięcia prawniczki z zawodu.
Sąd Najwyższy uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. To znów trwało, bo trzeba było przesłuchać grupę świadków. Ostateczny wyrok zapadł w lipcu 2011 roku.
Tyle tylko, że…
- W tej sprawie nie można było orzec inaczej – mówi nam rzecznik lubelskiej apelacji, sędzia Barbara du Château. Jak tłumaczy, sąd zawsze musi przestrzegać terminów przedawnienia wskazanych w ustawie. – Nie może ich wydłużać, nie może ich łagodzić, nie może niwelować ich skutków, odwołując się do jakichkolwiek zasad, choćby do zasad współżycia społecznego, do względów poczucia sprawiedliwości czy powołując się na opinię publiczną. Te przepisy mają charakter materialno-prawny, gwarancyjny, są znane i respektowane w każdym demokratycznym państwie prawa – mówi sędzia.
Dodaje też, że upływ terminu przedawnienia jest przeszkodą procesową, której absolutnie żaden sąd czy prokurator nie może zlekceważyć. – Tych przepisów po prostu nie można pominąć – mówi sędzia Barbara du Château.
W sprawach dyscyplinarnych sędziów wcześniej był 3-letni okres przedawnienia (wtedy, gdy orzekał sędzia Cezary Wójcik w sprawie sędzi z Krasnegostawu) – teraz jest wydłużony do 5 lat, a w niektórych sytuacjach nawet do 8.
Kto nowym wiceprezesem w Lublinie?
Prezes Sądu Apelacyjnego był w poniedziałek w Warszawie na rozmowie z wiceministrem sprawiedliwości. Przedstawił mu swoje kandydatury na nowego wiceprezesa - minister ma się im przyjrzeć i przeanalizować. Rzeczniczka sądu na razie nazwisk kandydatów nie ujawnia.
Trzeba jednak pamiętać, że w ubiegłym tygodniu sędziowie z Sądu Apelacyjnego w Lublinie jednogłośnie przyjęli stanowisko, w którym m.in. stanowczo sprzeciwili się próbom narzucania nowego wiceprezesa lubelskiej apelacji przez ministra sprawiedliwości, bowiem - jak napisano - godziłoby to w niezależność sądu.