NFZ: nie ma rzecznika, nie ma interwencji
W Lublinie w pierwszym półroczu rzecznik zajmował się prawie 200 sprawami. Dotyczyły m.in. problemów z kolejkami do lekarzy i na badania diagnostyczne, jakości świadczeń zdrowotnych czy pobierania opłat za porady. Rzecznik często przyjmował interwencje telefoniczne i reagował natychmiast. Tak było m.in. w przypadku pacjentki, która była na wizycie u ginekologa. - Odczuwała dyskomfort podczas badania, gdyż przy fotelu ginekologicznym nie był umieszczony parawan - mówi rzeczniczka NFZ-tu, Małgorzata Bartoszek. Rzecznik wyjaśnił sprawę w przychodni i parawan się pojawił. W tej chwili, nawet gdyby taka interwencja była, lubelski NFZ się nią nie zajmie. Chora musiałaby interweniować w Warszawie. Fundusz rozpatruje tylko oficjalne skargi, na piśmie, podpisane przez ubezpieczonego.
Wcześniej rzecznik praw pacjenta nie narzekał na brak obowiązków. - Jego praca głównie skupiała się na tym, by pomagać pacjentowi, interweniować - mówi Bartoszek. Jak jest teraz? - Dziś interwencjami się w ogóle nie zajmujemy - dodaje. Lubelski NFZ zapewnia jednak, że w przypadku tematów interwencyjnych podaje pacjentowi adresy czy numery telefonów instytucji, które mogą pomóc (czyli np. rzecznika w Warszawie czy rzecznika odpowiedzialności zawodowej lekarzy we właściwej Izbie Lekarskiej czy Pielęgniarskiej).
Skargi, którymi w tej chwili zajmuje się lubelski oddział NFZ (od lipca do końca września było ich 25) dotyczyły m.in. takich spraw jak: długi okres oczekiwania na rehabilitację dziecka, brak możliwości uzyskania porady z powodu nieobecności lekarza czy odmowa udzielania porady z powodu braku ochraniaczy. Był też pacjent, który poskarżył się, że lekarz źle dobrał mu okulary i przez to nic nie widzi. Na rozpatrzenie skargi NFZ ma 30 dni. Wcześniej rzecznik praw pacjenta wiele spraw (interwencji) załatwiał od ręki.