W straży granicznej powołali nowe oddziały do ratowania migrantów. "Pomogą. A potem co?"
Grupa Granica - która pomaga uchodźcom w lasach Podlasia - zapytała straż graniczną, do ilu push backów doszło w okresie od 13 grudnia 2023 roku do 4 marca 2024 roku. Data nie jest przypadkowa. Przypomnijmy, 13 grudnia powołany został rząd Donalda Tuska.
W udzielonej odpowiedzi podpułkownik Tomasz Kołnierowicz z Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej wskazał, że we wskazanym okresie "zawrócono do linii granicy państwowej 325 osób". - To oznacza, że push backi wciąż są. Zresztą my to na co dzień słyszymy w opowieściach ludzi, którym pomagamy - mówi Aleksandra Chrzanowska z Grupy Granica.
Straż graniczna chce pomagać uchodźcom
Straż graniczna kilka dni temu ogłosiła, że chce pomagać migrantom w lasach. Poinformowano, że powołane zostały zespoły interwencyjne, których "głównym zadaniem będzie prowadzenie działań o charakterze poszukiwawczo-ratowniczym wobec migrantów przy polsko-białoruskiej granicy". W skład zespołów weszło kilkudziesięciu funkcjonariuszy, którzy posiadają kwalifikacje do udzielania pierwszej pomocy, znają teren i są wyposażeni w specjalistyczny sprzęt, w tym do pomocy medycznej.
Działaczy z Grupy Granica ten pomysł nie przekonuje. - Myślę, że to tylko zmiana języka. Od samego początku straż graniczna mówi przecież o tym, że jak spotykają w lesie osoby, które potrzebują pomocy, to im pomagają. Dlatego do tych zapowiedzi jestem bardzo sceptyczna - komentuje Aleksandra Chrzanowska.
W podobnym tonie wypowiada się Kalina Czwarnóg z Fundacji Ocalenie. - Ciężko mi sobie wyobrazić, jak miałyby wyglądać działania tych zespołów. Załóżmy, że pogranicznicy pomogą - medycznie - danej osobie w lesie, ale co potem zrobią z tą osobą? - pyta.
I przyznaje, że zarówno w jej fundacji, jak i innych grupach niosących pomoc uchodźcom, "jest obawa przed współpracą z tymi oddziałami ze względu na niewielkie zaufanie do straży granicznej". - Wynika to z naszego doświadczenia z tą formacją. Straż dokonywała push backów i robi to nadal - tłumaczy Czwarnóg. Jak dodaje, znane są przypadki, gdy dana osoba z lasu została przewieziona przez pograniczników do szpitala, ale gdy poczuła się lepiej - wyrzucono ją ponownie na Białoruś.
- Na razie jest za mało konkretów, dlatego nie wiemy, czy dojdzie do naszej współpracy z oddziałami straży granicznej. Bo jeżeli mielibyśmy sprowadzać do osób straż graniczną, która - po udzieleniu pomocy - dokona na nich "humanitarnego" push backu, to jest dla nas niedopuszczalne - mówi aktywistka z Fundacji Ocalenie.
Do powołania zespołów ratowniczo-poszukiwawczych straży granicznej odniósł się na portalu społecznościowym X wiceminister spraw wewnętrznych i administracji prof. Maciej Duszczyk. "Dziękuję za realizację tego zadania. Ponadto: 1. Uszczelniamy zaporę, aby spełniała realnie swoje zadania. 2. Wprowadzamy zmiany w przepisach, aby odzyskać kontrolę nad migracjami. 3. Tworzymy sieć państw zagrożonych instrumentalizacją migracji (Bałtyckie i Nordyckie). Da się!" - napisał.
Rośnie liczba uchodźców w lasach
Aktywiści z Podlasia przekonują, że wraz z nadejściem wiosny liczba osób w lasach rośnie. - Mamy około trzech interwencji dziennie, a wcześniej bywały dni, że nie było ich wcale - mówi Aleksandra Chrzanowska z Grupy Granica. Wolontariusze dostarczają migrantom żywność, wodę, śpiwory, ciepłe ubrania, powerbanki czy ogrzewacze do rąk. Bywa, że pomagają też cudzoziemcom pod względem medycznym - czasami trzeba podłączyć kroplówkę czy zabezpieczyć złamaną nogę.
Aktywiści liczyli, że po zmianie władzy zmieni się sposób traktowania uchodźców - w szczególności, że skończą się tzw. push backi, czyli wywózki na Białoruś. Jak podają, tak się nie stało. - Czasami słyszymy z ust przedstawicieli władzy, że teraz push backi są "humanitarne". No nie. Nie ma humanitarnego wyrzucania ludzi. Push backi nie powinny mieć miejsca, więc niech politycy nie pudrują rzeczywistości - mówi nam jedna z wolontariuszek, która chce zachować anonimowość.
- Spotykamy ludzi, którzy opowiadają nam, że są na pograniczu od kilku tygodni i wiele z nich doświadczyło wyrzucania na Białoruś. Mówią o przemocy nie tylko psychicznej, ale i fizycznej, więc z naszej perspektywy nic się nie zmieniło - podkreśla stanowczo Chrzanowska.
Rząd Tuska muru na granicy nie obali. Wywózki mają być 'etyczne i bezpieczne'
Działacze Granicy wskazują, że cudzoziemcy, którzy chcą się starać w Polsce o ochronę międzynarodową, powinni mieć możliwość złożyć odpowiedni wniosek. - A nie mają. I nie mam złudzeń, że to się zmieni. Dalej są i będą wyrzucani na Białoruś, co jest nieludzkie. Argumenty o bezpieczeństwie do mnie nie przemawiają, bo przecież często chodzi o kobiety, osoby starsze czy dzieci - komentuje jedna z wolontariuszek.
Tymczasem Helsińska Fundacja Praw Człowieka przedstawiła właśnie siedem kroków do przywrócenia praworządności i przestrzegania prawa na polsko-białoruskiej granicy. Wskazano m.in., że musi nastąpić uznanie jurysdykcji państwa polskiego w pasie ziemi leżącym między faktyczną linią granicy a zaporą graniczną. Polska musi też m.in. respektować prawa migrantów do ubiegania się w Polsce o ochronę międzynarodową i zmienić sposób postępowania wobec osób, które nie deklarują zamiaru ubiegania się o ochronę międzynarodową.