Trump "czyta grę Putina", ale go nie dyscyplinuje. "Klucz jest w Pekinie"
- Jeżeli Pekin zdecyduje się, nie z dobrej woli, ale też pod amerykańską presją, wywrzeć swoją presję na Moskwę - bo przecież na chińskim garnuszku i na chińskiej kroplówce jedzie teraz Putin - to wtedy można mówić o tym, żeby prezydenta Rosji do czegoś przymusić - ocenił w TOK FM dr Witold Sokała z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Spotkanie Trumpa z Putinem pod znakiem zapytania;
- W ocenie dr Witolda Sokały, "Putin nie chce rozmawiać na temat konkretnego zakończenia wojny, bo nie chce jej teraz kończyć", z kolei Trump "w wielu wymiarach na niej zyskuje";
- Zdaniem publicysty "Dziennika Gazety Prawnej" i wykładowcy Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach decydujące może się okazać spotkanie prezydenta USA z Kim Dzong Unem; o ile do niego faktycznie dojdzie. Dlaczego?
Spotkanie prezydentów USA i Rosji, Donalda Trumpa i Władimira Putina, nie odbędzie się w najbliższej przyszłości - powiadomił we wtorek przedstawiciel Białego Domu. Później sam Trump oświadczył, że nie podjął jeszcze decyzji w tej sprawie, lecz nie chciałby mieć "zmarnowanego spotkania". Z kolei Dmitrij Pieskow przekazał, że w najbliższym czasie ma się odbyć spotkanie Władimira Putina i Donalda Trumpa, podczas którego przywódcy będą omawiać kwestie Ukrainy. - Rzeczywiście, obecna przerwa (w rozmowach na ten temat - red.) wymaga interwencji na najwyższym szczeblu. Ale interwencja ta musi być dobrze przygotowana - przekonywał rzecznik prasowy Kremla, cytowany przez rosyjską rządową agencję TASS.
- Jak Kreml coś obwieszcza, to nawet jak w południe mówi, że jest południe, to należy dobrze sprawdzić zegarki. Stąd nie przywiązywałbym do tej deklaracji szczególnej wagi - skomentował w TOK FM dr Witold Sokała, publicysta "Dziennika Gazety Prawnej" i wykładowca Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
Jak tłumaczył, wynika to z kilku rzeczy. Przede wszystkim, wskazał, "Putin nie chce rozmawiać na temat konkretnego zakończenia wojny, bo nie chce jej teraz kończyć". - Ma złą sytuację w Rosji, jeżeli chodzi o gospodarkę, społeczeństwo i armię, ale nie na tyle złą, żeby już musiał. A wie też, że jak przerwie działania wojenne, to będzie miał nowe kłopoty. Bo będą z frontu wracali weterani, z którymi nie za bardzo jest co zrobić, przyzwyczajeni do przemocy i trudni do ponownej adaptacji w cywilnym społeczeństwie. Bo będzie musiał się tłumaczyć z niezrealizowania bardzo daleko idących obietnic itd. - wyliczył w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem.
Dodatkowo, wskazał, "Rosjanie dosyć ostro atakują teraz, wyraźnie celowo, ukraińską infrastrukturę energetyczną", więc Putin "może mieć nadzieję, że jednak tej zimy uda mu się rzucić Ukrainę na kolana". Innymi słowy, przekonywał ekspert, "jeżeli już będzie rozmawiał o pokoju, to z lepszej pozycji".
- Putin ewidentnie gra na czas, stara się tylko nie wkurzyć za bardzo Amerykanów, żeby nie spowodować ostrzejszych reakcji z ich strony. Jak na razie mu się to udaje. Amerykanie czytają tę grę, Donald Trump to zresztą powiedział podczas spotkania z Zełenskim, ale jak na razie nie zdecydował się Władimira Putina zdyscyplinować. Dlaczego? Niekoniecznie wcale musi mu zależeć na szybkim zakończeniu tej wojny - podkreślił.
"Amerykanie wodzeni za nos"
W weekend - według wtorkowych doniesień agencji Reutera - Rosja przekazała stronie amerykańskiej nieoficjalny dokument, w którym ponownie przedstawiła swoje poprzednie warunki zawarcia pokoju z Ukrainą. Rosjanie powtórzyli swoje żądanie przejęcia kontroli nad całym Donbasem, co jest sprzeczne ze stanowiskiem prezydenta Trumpa.
Zdaniem gościa TOK FM, bez względu na formę komunikat ze strony rosyjskiej - mniej czy bardziej precyzyjnie wyrażony - brzmi: "Rosja nie będzie ustępowała, bo jeszcze nie musi. A jak nie musi i ma nadzieję wyrwać coś więcej metodami militarnymi bądź politycznymi, to będzie w to grała". - Amerykanie przekonali się w związku z tym po raz kolejny, że są wodzeni za nos. Inna rzecz, że może im to odpowiada - dopowiedział dr Witold Sokała.
Wskazał w tym kontekście na korzyści dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, u którego wszyscy się teraz zaopatrują czy np. osłabianie polityczne wszystkich graczy w Europie. - To czynniki, które powodują, że im się wcale nie musi spieszyć. Ameryka na tej wojnie nie traci; w przeciwieństwie do krajów europejskich. Wręcz przeciwnie, w wielu wymiarach zyskuje - podkreślił.
"Klucz jest w Pekinie"
W ocenie dr Sokały, dużo istotniejsze może się teraz okazać spotkanie - o ile do niego dojdzie - prezydenta USA Donalda Trumpa z przywódcą Korei Płn. Kim Dzong Unem przy okazji szczytu APEC w Korei Płd. (29-30 października).
- Tak naprawdę klucz jest w Pekinie. Jeżeli Pekin zdecyduje się, nie z dobrej woli, ale też pod amerykańską presją, wywrzeć swoją presję na Moskwę - bo przecież na chińskim garnuszku i na chińskiej kroplówce jedzie teraz Putin - to wtedy można mówić o tym, żeby prezydenta Rosji do czegoś przymusić. Dopóki nie ma takiej gotowości ze strony Pekinu, to Putin będzie dalej grał swoją dotychczasową krwawą grę - przekonywał dr Witold Sokała.
Jak dodał na koniec, nie spodziewa się jednak przełomu, bo "Trumpa coraz bardziej podejrzewa o cynizm". Bo choć, jak dodał, prezydent USA "mówi o pokoju, to tylko dlatego, że kiedyś obiecał, stąd będzie udawał, że do niego dąży".
- Owszem, będzie teraz negocjował. Być może w zamian coś weźmie od Chin za to, że Chińczycy nie wywrą presji na Rosję, a tym samym pozwoli całej osi zła grać na czas. Ale to jest błędna polityka. Ona jest przeciwskuteczna z punktu widzenia długofalowych interesów Stanów Zjednoczonych - skwitował w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP