,
Obserwuj
Lubelskie

Czy służby w Osinach zadziałały prawidłowo? Prokuratura reaguje na doniesienia TOK FM

3 min. czytania
25.08.2025 13:19

Prokuratura Okręgowa w Lublinie - Wydział do Spraw Wojskowych - zbada, dlaczego policjanci dopiero dwie godziny po zgłoszeniu podjęli działania w sprawie wybuchu drona w Osinach. Chodzi o ustalenia TOK FM. 

Obiekt spadł kilkadziesiąt metrów od domów mieszkalnych
Obiekt spadł kilkadziesiąt metrów od domów mieszkalnych
fot. Anita Walczewska/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie wątki bada prokuratura prowadząca śledztwo;
  • Czy policja ma sobie coś do zarzucenia;
  • Co sprawdzają teraz biegli.

Jak informowaliśmy, policja początkowo twierdziła, że pierwsze zgłoszenie w sprawie eksplozji drona w Osinach na Lubelszczyźnie otrzymano o godz. 2.20 nad ranem. Tymczasem taki sygnał był już dwie godziny wcześniej i przez ten czas nie podjęto formalnie żadnych działań.

Pierwszy telefon na numer alarmowy 112 wykonał pan Grzegorz, mieszkaniec Fiukówki, która leży ok. 1-1,5 km od miejsca wybuchu. Jak opowiadał w TOK FM miał poczucie, że zatrząsł się jego dom. - Bałem się, że może ktoś został ranny. Nie wiedziałem, co się stało - mówił. Od razu zadzwonił do służb, o czym pisaliśmy na naszym portalu

MSWiA, w odpowiedzi na nasze pytania potwierdziło, że rzeczywiście pierwszy sygnał był tuż po północy i że policjanci, którzy bardzo szybko pojawili się na miejscu - "nie potwierdzili okoliczności zgłoszenia".

Prokuratura przyjrzy się również temu wątkowi

Jak przekazała nam prokurator Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie, jest już wszczęte formalne śledztwo w sprawie wybuchu drona w Osinach. Dotyczy ono art. 163 Kodeksu karnego, czyli zdarzenia z użyciem materiałów wybuchowych, które mogło zagrażać życiu i zdrowiu wielu osób lub mienia dużych rozmiarów. Śledztwo dotyczy również art. 212 Ustawy Prawo Lotnicze, który z kolei odnosi się do użycia drona - statku powietrznego, który "przekracza granicę państwową bez wymaganego zezwolenia".

Prokuratora zbada jednak jeszcze jeden wątek. Śledczy będą szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego policja podjęła czynności dopiero dwie godziny później. - Rzeczywiście, mamy szeroko zakrojone śledztwo, w którego ramach będziemy również badać okoliczność związaną z pierwszym sygnałem o zdarzeniu - mówi prokurator Kępka.

Zapytaliśmy również rzecznika Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie, czy policja - w ramach wewnętrznego postępowania - bada ten wątek. Policja twierdzi, że postępowanie było zgodne z prawem.

- Zgłoszenie interwencji w miejscowości Osiny policjanci z Łukowa otrzymali o godzinie 2:22. Dotyczyło ono potężnego huku i uszkodzonych okien i drzwi w jednym z budynków w tej miejscowości. Informacja ta została przez policjantów potwierdzona. Został ogłoszony alarm dla jednostki i o zdarzeniu zostały powiadomione inne służby - napisał nam rzeczni lubelskiej policji Andrzej Fijołek. - Natomiast o godzinie 00:03 policja łukowska otrzymała zgłoszenie dotyczące potężnego huku w miejscowości Fiukówka - oddalonej od Osin o kilka kilometrów. Wysłani na miejsce policjanci po penetracji pobliskiego terenu nie stwierdzili żadnego uszkodzenia budynków lub infrastruktury. Nie stwierdzili również pożaru czy zadymienia. Rozmawiali także ze zgłaszającym, który również nie potrafił podać żadnych szczegółów. Funkcjonariusze w sposób właściwy podjęli i przeprowadzili interwencję w miejscowości Fiukówka - przekazał nam rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. Dodał, że nie ma żadnych postępowań wobec funkcjonariuszy. 

Dron nadleciał z Białorusi

Prokuratura zaprzecza z kolei informacjom udostępnianym m.in. przez prawicowe media, że dron nadleciał z Ukrainy. Według śledczych wszystko wskazuje na to, że przyleciał z Białorusi. Leciał bardzo nisko, nie zauważyły go systemy radiolokacyjne. Prawdopodobne jest, że zahaczył o linie energetyczne i dlatego doszło do wybuchu.

Oględziny na miejscu są już zakończone, teraz do pracy ruszają biegli. Zbadają m.in. skład ładunku wybuchowego znajdującego się w dronie. Przesłuchano już kilkanaście osób. Prokuratura ujawniła, że był to "spory dron wojskowy" z napisami w języku prawdopodobnie koreańskim. Jego upadek spowodował wyrwę w ziemi - średnica epicentrum kręgu wynosiła ok. 5-6 m i ok. 50 cm głębokości. Na miejscu oględzin znaleziono m.in. ślady drobnych elementów z tworzyw sztucznych i metalu, silnik z uszkodzonym śmigłem, elementy urządzeń zasilających oraz kilkadziesiąt metalowych kulek.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych wystąpiło do Rosji z notą protestacyjną. Uznano, że "to zdarzenie jest świadomą prowokacją ze strony Federacji Rosyjskiej, elementem wojny hybrydowej i kolejnym aktem wysoko nieprzyjaznym wobec Rzeczypospolitej Polskiej, a także wobec państw europejskich”.