Kulisy pracy miejskiego monitoringu. "Są osoby, po których widać, że szukają guza"
- Miejskie Centrum Monitoringu pełni dyżury 24 godziny na dobę;
- 'Ta praca wymaga dużej cierpliwości i skupienia' - słyszymy od dyżurnych;
- Miejskie Centrum Monitoringu jest w stałym kontakcie z policją i strażą miejską; wakacje to czas, gdy zdarzeń i obserwacji jest więcej;
- Zdarzają się przypadki, że turyści czy mieszkańcy pozdrawiają dyżurnych machając do kamery ręką. - To jest najczęściej takie pozytywne - ktoś się orientuje, że jest w oku kamery i macha - -mówią dyżurni.
Miejski system monitoringu w Lublinie to kamery umieszczone na wielu budynkach w mieście, a także na skrzyżowaniach. Te drugie są też jednocześnie włączone do systemu sterowania ruchem. Do wszystkich ma dostęp Miejskie Centrum Monitoringu, które pełni dyżury 24 godziny na dobę.
- Ta praca wymaga dużej cierpliwości i skupienia. Siedzisz i patrzysz w ekrany, które masz przed sobą. Gdy masz już pewne doświadczenie zawodowe, wiesz na co patrzeć. Ja to nazywam 'czytaniem ludzi'. Wiesz, kto dziwnie się zachowuje i na kogo trzeba w danym momencie patrzeć, bo może dokonać rozboju czy wyrwać komuś telefon - mówi nam jeden z dyżurnych. Jak dodaje, przydaje się intuicja.
- Są osoby, po których widać, że są pod wpływem alkoholu albo innych środków. Ich mowa ciała pokazuje, że są bardzo 'nabuzowane' i tylko 'szukają guza'. Mogą chcieć zaatakować i rozglądają się np., z kim wszcząć bójkę. Albo na przystanku autobusowym obserwują, komu wyciągnąć portfel albo telefon. To można zaobserwować i podjąć interwencję - opowiada nasz rozmówca.
Miejskie Centrum Monitoringu jest w stałym kontakcie z policją i strażą miejską, którym przekazywane są informacje o rozbojach, alkoholowych balangach w miejscu publicznym czy innych wykroczeniach i przestępstwach.
Agent chciał 20 tysięcy za podpisanie umowy? 'Nigdy czegoś takiego nie widziałem'
Miejski monitoring w Lublinie. Takie są dane
- W ubiegłym roku zanotowaliśmy m.in. około 300 zgłoszeń dotyczących spożywania alkoholu w miejscu publicznym i około 500 przypadków, gdy osoba leżała czy spała na ulicy i trzeba było sprawdzić, czy nie dzieje się coś złego. Do tego 63 przypadki bijatyk, prawie 250 zdarzeń drogowych czy około 50 przypadków zniszczenia mienia. To oczywiście tylko przykłady - mówi Grzegorz Kaproń, kierownik Centrum Monitoringu Wizyjnego Wydziału Bezpieczeństwa Mieszkańców i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Lublin.
Do tego, w ponad 1200 sprawach Centrum Monitoringu udostępniło nagrania z kamer przedstawicielom policji czy prokuratury, jako materiał dowodowy.
W wakacje interwencji jest więcej
Jak mówi Grzegorz Kaproń, wakacje to czas, gdy zdarzeń i obserwacji jest więcej. Do miasta przyjeżdżają turyści, szczególnie dużo jest ich w weekendy i w czasie dużych wydarzeń kulturalnych. - Wtedy, przy większych grupach na deptaku czy placu Litewskim obserwujemy, czy w pobliżu nie ma np. kieszonkowców. Zdarza się, że dochodzi do przestępstwa i śledzimy drogę takiego złodzieja, aż zostanie zatrzymany - opowiadają nam pracownicy Miejskiego Centrum Monitoringu.
Szef centrum podkreśla, że coraz więcej z nas zdaje sobie sprawę, że kamery są niemal wszędzie. Obecnie - inaczej niż jeszcze kilka lat temu - rzadko zdarzają się przestępstwa czy tzw. nieobyczajne wybryki popełniane celowo w oku kamery, na widoku. Wiele lat temu pojawiały się pary, które uprawiały seks w miejscu publicznym - dziś praktycznie tego w Lublinie nie ma. Rzadko też udaje się namierzyć osobę, która załatwia się np. przy którejś z zabytkowych kamienic. - Tych toalet w mieście jest już na tyle dużo, że bez problemu można z nich skorzystać - mówi Grzegorz Kaproń.
Po zakupach dla bogacza najadła się wstydu. 'Założyłam, że elita je jak ja'
'Orientują się, że są podglądani i machają'
Zdarzają się natomiast przypadki, m.in. w Ogrodzie Saskim, zwłaszcza po zmroku, gdy przy kamerach świecą się specjalne ledowe lampki, że turyści czy mieszkańcy pozdrawiają dyżurnych machając do kamery ręką. - To jest najczęściej takie pozytywne - ktoś się orientuje, że jest w oku kamery i macha - tłumaczy Kaproń.
- Dużo jest różnych historii, wiele obserwacji na co dzień. Z takich ciekawszych pamiętam dwóch mężczyzn, którzy ukradli znak drogowy i maszerowali z nim przez miasto. Dzięki systemowi monitoringu udało się ich zatrzymać. Akurat miałem wtedy dyżur - opowiada jeden z pracowników centrum.
Czasami udaje się zauważyć osobę, która uszkadza komuś samochód albo niszczy sprayem elewację budynku. - Tu też jesteśmy w stanie taką osobę rozpoznać, kamery mają zoom optyczny, co jest bardzo ważne, twarz jest naprawdę dobrze widoczna - słyszymy. Szef miejskiego monitoringu dodaje, że do systemu kamer miejskich trzeba doliczyć kamery zakładane na budynkach przez restauracje, instytucje, firmy, z których też - w razie potrzeby - służby mogą skorzystać. - W naprawdę wielu przypadkach jest to cenny materiał dowodowy, dzięki któremu sprawca danego przestępstwa może ponieść karę - podkreśla Kaproń.
Kim są tradycyjne żony? Niebezpieczne wątki między filmami o gotowaniu i sprzątaniu
Te kamery widzą najwięcej
Kamery, które widzą najwięcej, przy których jest najwięcej zdarzeń, to obiekty w Śródmieściu Lublina - przy Bramie Krakowskiej, na Starówce, na placu Litewskim i na deptaku. - To są miejsca, na których skupiamy swoją uwagę najbardziej i te kamery - można powiedzieć - widzą najwięcej - dodaje szef Centrum Monitoringu w Lublinie.
Niebawem dwie nowe kamey zawisną na Bramie Krakowskiej. Będą to tzw. kamery IP, czyli takie, które utrudniają przechwycenie danych. Szyfrują i kompresują dane przed przesłaniem ich przez Internet na serwer. Niedawno rozstrzygnięto postępowanie w tej sprawie.