Przez żołądek do serca? W Lublinie znaleźli nietypowy sposób na integrację z migrantami
- Stowarzyszenie Homo Faber działa w Lublinie od ponad 20 lat, wspiera migrantów i uchodźców;
- Organizowane są m.in. spotkania przy stole, czyli wspólne gotowanie czy jedzenie w działającej w Baobabie (miejsce integracji w Lublinie) kuchni;
- Nowa inicjatywa, którą prowadzi Homo Faber, to tzw. patronat społeczny. Polscy wolontariusze współpracują na co dzień z cudzoziemcami i stają się ich patronami - pomagają oswoić się z miastem, ale też np. załatwić sprawę w urzędzie czy u lekarza;
- W ten weekend w TOK FM mówimy i piszemy dużo o ludzkiej odpowiedzi na nieludzką politykę wobec migrantów. Pokazujemy oddolne inicjatywy, ale też problemy finansowe organizacji, do tego brak polityki migracyjnej i skutki polityki rządów PiS i KO.
W Polsce nie ma systemowej polityki integracji migrantów i migrantek, dlatego to organizacje pozarządowe biorą sprawy w swoje ręce. W Lublinie od ponad 20 lat działa Stowarzyszenie Homo Faber, które wspiera uchodźców i migrantów, by łatwiej było im się odnaleźć w mieście. Są to osoby z bardzo różnych krajów - już nie tylko z Ukrainy czy Białorusi, ale też z Zimbabwe, Nigerii, Afganistanu czy Syrii.
By nie czuli się zagubieni i samotni, trafiając w zupełnie nowe miejsce, do nowych ludzi, mówiących obcym językiem - podejmowanych jest szereg działań związanych z integracją. To m.in. spotkania przy stole, czyli wspólne gotowanie czy jedzenie w działającej w Baobabie (miejsce integracji w Lublinie) kuchni. Było choćby wspólne smażenie pączków, lepienie pierogów czy pieczenie ciast.
- Spotkania przy stole dają nam wszystkim możliwość poznawania świata. Przez 40 lat nie zjadłem tylu różnych nowych rzeczy, co w kuchni w Baobabie. Czasami wpadam zrobić sobie kawę, a okazuje się, że ktoś coś przygotowuje i ja pierwszy raz jem placek z jakiejś innej mąki, o smaku, którego nie znałem - opowiada Piotr Skrzypczak z Homo Faber.
Ale Baobab to nie tylko jedzenie. Aktywiści z Homo Faber organizują też np. naukę języka polskiego, różne spotkania biznesowe prowadzone w języku angielskim, wspólne bieganie czy spacery po mieście. Działa tutaj również wielokulturowa biblioteka.
Patronat społeczny
Od niedawna w Baobabie jest coś jeszcze - tzw. patronat społeczny. To nowość, która ma pomóc migrantom i migrantkom odnaleźć się w Polsce. Jest realizowany m.in. przez Stowarzyszenie Nomada we Wrocławiu, ale też przez Homo Faber w Lublinie. Polscy wolontariusze współpracują na co dzień z cudzoziemcami i stają się ich patronami społecznymi.
Jak to działa w praktyce? Joanna Marzec - emerytowana nauczycielka - została patronką 34-letniej Afganki, która trafiła do Lublina razem z dwójką dzieci. Są legalnie w mieście od niedawna. - Zdecydowałam się na wsparcie Ariso w nauce języka polskiego, którego nie zna. Nie mówi też po angielsku. Zna jedynie język perski. Więc ta nauka jest wyzwaniem i dla niej, i dla mnie, ale dajemy radę. Czasami posiłkuję się translatorem w telefonie - mówi TOK FM pani Joanna. - Poznawanie innych kultur jest wzbogacające i rozwijające. Ja też się przy tym uczę, a jednocześnie wiem, że mogę komuś pomóc - dodaje.
W ramach patronatu społecznego Afganka Ariso - podobnie jak czworo innych cudzoziemców - dostają też wsparcie w kontakcie z urzędami, w opiece nad dziećmi czy w poszukiwaniu pracy.
- Taki patronat to dobry sposób na pozbycie się uprzedzeń, przyzwyczajeń, stereotypowego myślenia. Każdy człowiek ma swoją ścieżkę życia. Taka ścieżka bardzo różnie może się układać i znalezienie się w nowym miejscu przez takie osoby, gdy nie znają języka, kultury, miasta, musi być naprawdę bardzo trudne. I to jest wspaniałe, że mogę w tym uczestniczyć - mówi Beata Górna, która również włączyła się w inicjatywę.
O tym, jak taki patronat działa w praktyce, opisywaliśmy też na tokfm.pl na przykładzie Anu - który uciekła z Nigerii - najpierw do Białorusi, a potem znalazła się w Polsce, we Wrocławiu.
Z Nigerii uciekła, w Białorusi przeżyła piekło, we Wrocławiu zaczęła nowe życie
- Rolą patronów jest m.in. wprowadzenie cudzoziemców w kontekst lokalny. Pokazanie im naszej kultury. Ale to są też różne codzienne wyzwania, jak np. wizyta w urzędzie, u lekarza czy założenie konta w banku albo konta w ZUS - mówi Wiktoria Paździerz, koordynatorka patronatu społecznego w Lublinie.
W patronacie chodzi o wspieranie osób uchodźczych nie jednorazowo - w kryzysie, a na co dzień. Polscy wolontariusze dają cudzoziemcom swój czas - z reguły dwie czy trzy godziny w tygodniu. W tym czasie uczą ich polskiego, zabierają na wydarzenia kulturalne, włączają w życie miasta. Patronat ma trwać sześć miesięcy, do stycznia 2026 roku. - Taka forma wsparcia okazała się skuteczna podczas wielu kryzysów humanitarnych na świecie. W innych krajach ten rodzaj wsparcia otrzymało ponad milion osób. To dowód, że to działa. A teraz także my do tego dołączamy - podsumowuje Piotr Skrzypczak z Homo Faber.