Wiadomo, skąd nadleciał dron. Mieszkańcy Osin pod opieką specjalistów
Jest wsparcie psychologiczne i socjalne dla rodzin z terenu, gdzie spadł wojskowy dron. W Osinach od rana byli urzędnicy wojewody.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie działania prowadzi prokuratura;
- Co robi policja i żołnierze WOT;
- Jak urzędnicy pomagają poszkodowanym rodzinom;
Dron, który spadł w środę na Lubelszczyźnie, najprawdopodobniej wleciał do Polski od strony Białorusi - informację potwierdziła prokuratura. Na miejscu drugi dzień z rzędu trwają oględziny. W akcję poszukiwania kolejnych części drona zaangażowanych jest 150 osób, w tym policja i Wojska Obrony Terytorialnej (WOT). Chodzi o to, by centymetr po centymetrze sprawdzić pole, na które spadły resztki maszyny.
Obiekt prawdopodobnie eksplodował w powietrzu, bo był w nim spory materiał wybuchowy. Jaki i w jakiej ilości? To ocenią biegli, na wyniki ekspertyzy trzeba będzie poczekać.
- W środę przesłuchaliśmy trzy osoby, które zeznały, że widziały obiekt latający i słyszały go. Dzisiaj przesłuchujemy kolejne trzy osoby - mówi prokurator Grzegorz Trusiewicz, szef Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Jest na miejscu, razem z pięcioma innymi prokuratorami zaangażowanymi w to śledztwo.
Jest ono prowadzone w kierunku art. 163 Kodeksu karnego, który mówi o "sprowadzeniu zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach". Jeśli jest to eksplozja materiałów wybuchowych - tak jak w tym przypadku - sprawcy może grozić do 10 lat więzienia.
Śledczy zabezpieczyli m.in. ziemię z epicentrum wybuchu. - Będziemy ją badać w kierunku badań naukowych. Obszar naszych poszukiwań i oględzin został poszerzony o kolejny sektor. Na razie nie wiemy, jaki to był dron. Szczątki stanowią dowód rzeczowy. Będzie to podlegało kompleksowym opiniom biegłych - dodaje prokurator.
Urzędnicy wojewody od rana na miejscu
Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski od początku deklarował pomoc dla mieszkańców. Na miejscu wybuchu był już w środę ok. godz. 9.00. Zapowiedział m.in. pomoc psychologiczną. Dziś wiemy, że poprosiła o nią jedna z rodzin.
Mieszkańcy opowiadali nam w środę ( LINK), że wybuch był przerażający. Najpierw słyszeli świst, potem eksplozję. Jak mówili w rozmowie z TOK FM, nigdy wcześniej podobnego huku nie słyszeli. Wskazywali, że od początku przypuszczali, że mogło dojść do wybuchu jakiejś bomby.
Jedna z mieszkanek, której dom stoi najbliżej pola kukurydzy gdzie spadł dron, mówiła, że usłyszała hałas i wybiegał na zewnątrz, ale nic się nie działo. Dopiero, gdy obejrzała zapis z kamery monitoringu na swojej posesji, zobaczyła, że doszło do wybuchu. Wtedy też zadzwoniła na policję. - Na pewno trauma zostanie w nas na bardzo długo - opowiadała.
Urzędnicy wojewody spotkali się w czwarte rano z mieszkańcami. Dokonali m.in. oględzin gospodarstw domowych położonych najbliżej miejsca zdarzenia. Chcieli sprawdzić, co dokładnie zostało uszkodzone i czy jest potrzebna jakaś pomoc. Jak informuje rzeczniczka wojewody Dorota Grabowska, jedna z poszkodowanych rodzin oprócz strat materialnych zgłosiła też potrzebę wsparcia psychologicznego dla dziecka. - Mieszkańcy drugiego gospodarstwa zostali tymczasowo zabezpieczeni przez rodzinę w innej miejscowości, natomiast jedno z gospodarstw pozostaje niezamieszkane. Na dzień dzisiejszy potrzeby socjalno-bytowe rodzin dotkniętych zdarzeniem są zabezpieczone - wskazała Dorota Grabowska.