Wyjątkowe miejsce na mapie Lubuskiego. "Turyści mogą być zaskoczeni"
- Hitlerowcy ulokowali w podziemiach fabrykę produkującą silniki lotnicze, potem wykorzystywali je do przetrzymywania archiwów i zagrabionych dzieł sztuki;
- Zwiedzanie najkrótszej trasy trwa półtorej godziny, przejście najdłuższej zajmuje około ośmiu godzin. W sumie jest ich pięć;
- Zimą trzy z nich są zamknięte. Śpi w nich 12 gatunków nietoperzy, w sumie około 30 tysięcy osobników.
Międzyrzecki Rejon Umocniony - w skrócie MRU - to jedne z największych fortyfikacji podziemnych świata. Znajduje się w województwie lubuskim, nieopodal Międzyrzecza. System został wybudowany przez Niemców w okresie międzywojennym.
- To moment świetności, jeśli chodzi o fortyfikację nowożytną. Powstały obiekty typowe dla tych lat, żelbetonowe, z kopułami pancernymi dla karabinów maszynowych - mówi nam Leszek Lisiecki, dyrektor Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego Muzeum Fortyfikacji i Nietoperzy w Pniewie, które część bunkrów i podziemnych korytarzy udostępnia.
System dzieli się na części północną, południową i centralną. - Dwie pierwsze to miejsca, w których obiekty są wolnostojące, bardzo rzadko połączone podziemnymi korytarzami. Łączą się tylko przy skrzyżowaniach, na przesmykach między jeziorami - tam, gdzie nie było naturalnych przeszkód terenowych - wyjaśnia nasz rozmówca. - Odcinek centralny to miejsca najdogodniejsze do przejścia dla wojsk i tu powstała decyzja o wybudowaniu ciągłego frontu fortecznego. Mamy tych obiektów dosyć dużą liczbę i one są wszystkie połączone siecią korytarzy, które mają ponad 30 km długości - dodaje.
Fabryka, skarby i plan na składowisko odpadów radioaktywnych
System Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego nie został przez Niemców ukończony. - To, co widzimy, to około 30 procent planowanych obiektów - wyjaśnia Lisiecki. - Pod koniec II wojny światowej Niemcy umieścili w podziemiach fabrykę produkującą silniki lotnicze. A w końcówce wojny korytarze wykorzystano jako miejsce, w którym zabezpieczono dzieła sztuki i różne archiwa przed zniszczeniem - opisuje nasz rozmówca.
Brytyjczycy zachwycili się polskim miastem. 'Mniej znane, a piękne'
Zaraz po II wojnie światowej Rosjanie zajęli się wywożeniem wszystkiego, co znajdowało się w korytarzach i komorach. To głównie dzieła sztuki, archiwa i maszyny będące wyposażeniem fabryki. - Potem obiektami zajmuje się Wojsko Polskie, później zostają częściowo zniszczone, wysadzone, rozszabrowane i w zasadzie do lat '80 niewiele się tu działo. Było to miejsce spotkań młodzieży, różnych subkultur - przybliża nam dalsze losy fortyfikacji Lisiecki.
Był też plan, by w podziemiach zlokalizować składowisko odpadów radioaktywnych. Nie udało się tego jednak przeprowadzić, na przeszkodzie stanęła geologia. Potem w Lubuskiem nastąpił rozkwit ruchu turystycznego, powstało Muzeum Fortyfikacji i Nietoperzy w Pniewie. Podziemia odcinka centralnego MRU są obecnie rezerwatem nietoperzy, w którym zimuje ponad 30 tys. osobników należących do 12 gatunków.
W podziemiach można spędzić nawet 8 godzin
Muzeum udostępnia dwie całoroczne trasy: krótką - półtoragodzinną i długą - 2,5 godzinną. Gdy nietoperze opuszczają swoje zimowe kryjówki, czyli od połowy kwietnia, można też wybierać trasy 3-, 6- i 8- godzinne. Kto nie chce schodzić do podziemi, może z przewodnikiem poznawać naziemne obiekty, bunkry, mosty obrotowe czy mosty wsuwane pod nawierzchnię drogi.
Dramat mieszkańców Sieniawy. Nie mogą chodzić na msze przez... nietoperze
Tylko na krótkiej podziemnej trasie jest oświetlenie, na pozostałych trzeba mieć latarkę. Ile jest do przejścia na najdłuższej z nich? - To zależy - odpowiada nam Lisiecki.
- Ekstremalność tej trasy nie polega na tym, że będziemy brodzić w wodzie czy czołgać się w błocie. Natomiast nie możemy opuścić systemu korytarzy w tym momencie, w którym będziemy chcieli. Musimy zawsze dojść do wyjścia, a nasze organizmy są tak skonstruowane, że musimy mierzyć siły na zamiary - ostrzega.
Od zeszłego roku działa w sezonie nowa atrakcja - podziemna kolejka, którą można przejechać około 500 lub 1000 metrów. Kursy już ruszyły.
Pod ziemią widać ocieplenie klimatu
Turyści zwiedzający podziemia MRU są zaskoczeni przede wszystkim ciemnością. - Na dole panuje mrok absolutny - mówi Lisiecki. - Drugą rzeczą, szczególnie na ekstremalnych trasach, gdzie jest mniej uczestników, jest cisza. Zasięgu zresztą też nie ma - dodaje.
Na wycieczkę konieczne są wygodne buty i ciepłe ubranie, nawet w czasie upalnego lata. W podziemiach jest aktualnie stała temperatura 11 stopni. - Zawsze podawaliśmy 8-10 stopni, natomiast od trzech lat widzimy wzrost temperatury. Po prostu nie ma zimy i system się nie wychładza. Jest to ewidentnie spowodowane globalnym ociepleniem - twierdzi Lisiecki.
Jest też mniej wody niż kiedyś, jest mokro, ale wystarczą zwykłe buty, nie trzeba brać kaloszy. - Przez ostatnie lata nastąpił gwałtowny spadek poziomu wód gruntowych. To widać w systemie - dodaje nasz rozmówca.
Planując zwiedzanie MRU w majówkę, dobrze wcześniej zarezerwować termin, by nie czekać na wolnego przewodnika.
Jak mówi Lisiecki, wycieczka może nie być komfortowa dla osób, które mają klaustrofobię. Chociaż tacy zwiedzający też czasami się pojawiają. - Mamy przeszkolonych pracowników, którzy wiedzą, co robią i te osoby są wyłapywane w tłumie jeszcze przed zejściem na dół i pytane, czy na pewno chcą zejść - zaznacza.