Osuwająca się skarpa przeraża mieszkańców. "Deweloper obiecał coś innego"
- Mieszkańcy zarzucają deweloperowi, że ten nie wzmocnił skarpy - co było zapisane w projekcie;
- Ten uznał jednak inwestycję za zakończoną i wzywa do podpisywania aktów własności;
- Jego zdaniem zabezpieczenie skarpy bez wcześniejszego uregulowania spraw wodnych jest bezcelowe, bo konstrukcje i tak zostałyby zniszczone.
- Była mowa, że będzie to zabezpieczone. W żaden sposób nie jest to zrobione. Sprawa jest w zawieszeniu i dla mnie to nie do zaakceptowania - mówi Jakub Balicki, jeden z mieszkańców.
Mieszkańcy się boją
Na miejscu znajduje się prowizoryczna barykada z palet i płotów. Nie daje ona jednak realnego poczucia bezpieczeństwa.
- Mówili, że teren będzie wyrównany. Nikt nie uprzedził, że pod naszymi oknami powstanie trzymetrowa skarpa, która teraz się wali. To zagrożenie nie tylko dla nas, ale też sąsiadów. Płot ledwo się trzyma - mówi Łukasz Lasek.
Ziemia już się osunęła w kilku miejscach, co widać na zdjęciach i filmach dokumentujących aktualny stan. Mieszkańcy są zdruzgotani - planowali spokojne życie z ogródkiem, a zamiast tego czują się jak w więzieniu.
- Kupując to mieszkanie, widzieliśmy, że teren był na poziomie szeregówek położonych wyżej. Sprzedający zapewniał, że będzie tu jedynie niewielka skarpa - dodaje Katarzyna Tokarz.
Według mieszkańców, zgodnie z projektem skarpa miała zostać wzmocniona geokratą. Tak się jednak nie stało. Deweloper, firma Euro Projekt Development, uznał inwestycję za zakończoną i wzywa do podpisywania aktów własności. - Sami nie jesteśmy w stanie tego zabezpieczyć. Zrobiliśmy trzy niezależne wyceny - murek oporowy na długości 18 metrów to koszt od 43 do nawet 60 tysięcy złotych - mówi Małgorzata Balicka.
Deweloper odpiera zarzuty
Grzegorz Kwiecień, prezes zarządu Euro Projekt Development twierdzi, że przyczyną problemów jest niewłaściwe odwodnienie terenu powyżej. - Wspólnota, która znajduje się wyżej, utwardziła znaczny obszar pod parkingi i drogi. W mojej ocenie wody opadowe z tamtego terenu nie są odprowadzane zgodnie z przepisami i spływają w dół, na teren inwestycji przy Wieniawskiego 133 - mówi Kwiecień.
Jego zdaniem zabezpieczenie skarpy bez wcześniejszego uregulowania spraw wodnych jest bezcelowe, bo konstrukcje i tak zostałyby zniszczone. - Oświadczyłem pisemnie, że dokończymy prace przy skarpie, ale wtedy, gdy nie będzie ona zalewana wodą z góry - podkreśla prezes.
Problem w tym, że czas płynie, a mieszkańcy zostali bez rozwiązania. Czują się opuszczeni i zmęczeni walką.