advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Pomorskie

Pieniądze od turystów przeciekają urzędnikom przez palce. "Wszystkich do płacenia nie zmusimy"

3 min. czytania
14.12.2024 09:00
Dlaczego Gdynia nie schyla się po pieniądze z opłaty klimatycznej? Sprawa ma związek z nieuregulowanym najmem krótkoterminowym a w podobnej sytuacji może być wiele samorządów. Jak jednak przekonuje radny miasta, do zmiany sytuacji może wystarczyć odrobina zaangażowania.
|
|
fot. Dominik Werner / Agencja Wyborcza.pl

Opłata klimatyczna to rodzaj lokalnego podatku nakładanego na osoby przyjeżdżające w celach turystycznych, wypoczynkowych czy szkoleniowych, które pozostają w miejscowościach atrakcyjnych przyrodniczo lub uzdrowiskowych na noc. Gminy pobierają ją za pośrednictwem przedsiębiorców prowadzących hotele czy pensjonaty. Problem pojawia się w przypadku najmu krótkoterminowego, który jest w znacznym stopniu poza kontrolą.

Miasto bez turystów?

- Mamy tylko 357 miejsc, gdzie pobierana jest opłata klimatyczna - nie ukrywa zdziwienia radny Łukasz Piesiewicz. - To w porównaniu z ubiegłym rokiem i tak wzrost o 40 miejsc. Ale gdy szukamy noclegu w internecie, to na pierwszej z brzegu platformie pokazuje się ich ponad tysiąc - wskazuje.

- Skala krótkoterminowego zamieszkiwania w Gdyni i wypoczynku jest znacznie wyższa niż wpływy, jakie powinna przenosić - kontynuuje radny. - Mamy jako miasto z tych 357 miejsc płacących 500 tys. (zł - przyp. red.) rocznie. Taki Kołobrzeg, który dość skutecznie ściga unikających opłaty, ma 25 mln zł - zauważa.

Gdynia nie jest miastem typowo turystycznym i jako taka nie może być bezpośrednio porównywana z Kołobrzegiem czy malutkim, ale pobierającym około 3 mln zł Sopotem, które mają rozbudowaną ofertę hotelową i sanatoryjną. Opłaty uzdrowiskowe są też wyższe niż miejscowe pobierane przez Gdynię. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że pewną pulę należnych pieniędzy miasto po prostu odpuszcza.

Gdynia to nie uzdrowisko, ale...

- Na pewno jest wiele takich miejsc, gdzie nie sięgamy po opłatę klimatyczną - przyznaje rzeczniczka Urzędu Miasta Agata Grzegorczyk. - Jesteśmy miastem o zupełnie innym charakterze niż typowe uzdrowisko. U nas nie ma sanatorium. Specyfika ruchu turystycznego jest taka, że większość miejsc jest udostępnianych przez platformy - tłumaczy.

Urzędniczka zauważa, że część osób prowadzących najem krótkoterminowy zgłasza się do urzędu i jest wpisywana do ewidencji Urzędu Miasta.

- Są to osoby, które chcą pewnego uwiarygodnienia swoich usług i jest to oczywiście cenne - przekonuje. - Część odwiedzających miasto turystów zwraca na to uwagę, więc warto dokonać takiego wpisu do naszej ewidencji. Ale nie wszyscy się na to decydują i na pewno nie jesteśmy w stanie zmusić wszystkich oferujących noclegi w Gdyni, aby się wpisali na taką listę - rozkłada ręce Grzegorczyk.

Wystarczy zachęta?

Jakie więc może być rozwiązanie tego problemu? Zdaniem naszego rozmówcy, potrzebne jest zaangażowanie ze strony urzędników.

- Najprostszym narzędziem jest to, żeby wydział skarbowy naszego urzędu miasta otworzył stronę internetową i porównał adresy mieszkań i budynków z ofert na najem krótkoterminowy z urzędową ewidencją. Potem pracownik może przejść się ulicami Orłowa czy Kamiennej Góry z adresami zapisanymi w książeczce i zapukać do drzwi informując, że taka opłata powinna być płacona - sugeruje Łukasz Piesiewicz. - Efekt może przerosnąć nasze oczekiwania - dodaje z entuzjazmem.

'Polska Wenecja' godzinę drogi od Warszawy? To miasto cię zaskoczy

A może ludzie nie wiedzą?

- Może czasem się zdarzyć tak, że ludzie nie wiedzą, że te trzy złote z kawałkiem to jest istotna dla miasta kwota, którą powinni odprowadzać i tego nie robią - zastanawia się radny, który sprawę opłat poruszał na miejskiej sesji. - Ja po swoim wystąpieniu i po tym jak napisałem też w mediach społecznościowych o problemie, miałem dwa zgłoszenia od znajomych, którzy poprosili mnie o instrukcję, jak zgłosić się do opłaty miejscowej, bo oni nie mieli nawet świadomości że muszą płacić a wynajmują właśnie w ten sposób swoje lokale wakacyjne - dodaje. - To są takie banalne kwestie, które można wykonać raz-dwa. A jakoś chyba nikomu do tej pory nie przychodziło do głowy, że warto się po te kilka groszy schylić - podsumowuje radny.