Sędzia, która wygrała z Polską w Europejskim Trybunale Praw Człowieka: Stworzono przepis, żeby zrobić czystkę

- Zostaliśmy odwołani nie na podstawie przepisu, który obowiązywał w tym czasie, ale wykorzystano przepis przejściowy, który nie jest zgodny z wymogami państwa prawa, co orzekł właśnie trybunał - mówiła w TOK FM Alina Bojara, która wygrała z Polską proces w Europejskim Trybunale Praw Człowieka.
Zobacz wideo

Po 20 tysięcy euro dla dwojga polskich sędziów zasądził we wtorek Europejski Trybunał Praw Człowieka. Sędziowie z Kielc - Mariusz Broda i Alina Bojara, byli prezesami sądów, lecz z dnia na dzień w 2018 roku odwołano ich z tych funkcji. Bez podania przyczyny i bez możliwości odwołania się od arbitralnej decyzji ministra sprawiedliwości. Decyzję wydał ówczesny podsekretarz w Ministerstwie Sprawiedliwości Łukasz Piebiak.

Bojara i Broda byli gośćmi audycji w TOK FM. Alina Bojara przypomniała, że "odwołanych faksem zostało wtedy nawet 100-150 prezesów i wiceprezesów". Mariuszowi Brodzie odwołanie akurat przyniósł kurier. Sędzia nie poznał przyczyny ani uzasadnienia tej decyzji. - Wskazywano nam jedynie nową podstawę prawną - wspominał w rozmowie z Maciejem Zakrockim. 

- Zostaliśmy odwołani nie na podstawie przepisu, który obowiązywał w tym czasie, ale wykorzystano przepis przejściowy, który nie jest zgodny z wymogami państwa prawa, co orzekł trybunał. Celowo nie sięgnięto do istniejących przepisów, bo nie można było wskazać okoliczności, które uzasadniałyby odwołanie - wyjaśniała sprawę sędzia Bojara. Dodała, że "stworzono przepis, obowiązujący sześć miesięcy, żeby zrobić czystkę w sądach powszechnych." 

Tłumaczyła też, że "wcześniej i teraz odbywa się to na podstawie przepisów, które wskazują na okoliczności odwołania, one muszą istnieć, być wykazane". Taką decyzję o odwołaniu prezesa czy wiceprezesa sądu należało przedstawić jeszcze do Krajowej Rady Sądownictwa. - Obowiązywał i nadal obowiązuje mechanizm kontrolny, który decyduje o tym, że decyzja ministra nie jest wyjęta spod kontroli, nie jest decyzją arbitralną - wyjaśniała Bojara. 

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Zakrocki dopytywał o to, dlaczego tylko dwie osoby zdecydowały się przekazać sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. 

- Każdy ma prawo bronić swojego imienia, występować w obronie pewnych zasad - zaznaczyła sędzia Bojara. - W momencie, kiedy uznałam, że doszło do rażącego naruszenia moich dóbr osobistych i mojej godności, to miałam pełne prawo wystąpić ze skargą do trybunału, tym bardziej, że państwo polskie nie reagowało na to, z czym się zgłaszałam - mówiła dalej. Wyraziła też opinię, że "milczenie jest niczym innym jak współdziałaniem z tymi, którzy wokół nas wyrządzają zło".

Przypomniała, że "początek niszczenia wymiaru sprawiedliwości to była właśnie wymiana sędziów w sądach powszechnych". - A dlaczego inni tego nie zrobili? Sędziowie wybrali różne drogi - odpowiedziała na pytanie dziennikarza TOK FM.  Podkreśliła też, że dzisiaj zrobiłaby dokładnie tak samo. Dodała: "Wina nie jest po stronie ofiar, ale po tych, którzy tworzą prawo naruszające przepisy".

- W życiu nie przyszło mi do głowy, że będę stroną w postępowaniu przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, że państwo polskie mnie do tego zmusi. De facto wystąpiliśmy nie przeciwko państwu polskiemu, a przeciwko słabości państwa, które tak potraktowało swoich obywateli - stwierdził sędzia Mariusz Broda. 

DOSTĘP PREMIUM