Kamala Harris zastąpi Bidena? "Cały plan Trumpa na kampanię się wykopyrtnął"
Joe Biden, obecny prezydent Stanów Zjednoczonych, ogłosił, że rezygnuje z ubiegania się o nominację Partii Demokratycznej do startu w jesiennych wyborach prezydenckich. Jednocześnie wskazał Kamalę Harris, obecną wiceprezydentkę USA jako kandydatkę do wyścigu o fotel prezydenta.
Dr Piotr Tarczyński, amerykanista, historyk, współprowadzący 'Podcastu amerykańskiego', przyznał, że Kamala Harris miała fatalną prasę od początku swojej wiceprezydentury. - Joe Biden wskazał Kamalę, inna sprawa, czy zostanie ona wybrana przez delegatów - wydaje się, że tak. Konwencja za niecały miesiąc - tłumaczył. W jego opinii Harris jest 'na pewno lepszą kandydatką niż Joe Biden, z którym te wybory były prawie nie do wygrania, nie po tym, co się wydarzyło w czasie debaty'. - A z Kamalą Harris, moim zdaniem, te wybory są do wygrania, bo to będzie wyrównany wyścig - stwierdził rozmówca Jakuba Janiszewskiego.
Dlaczego Joe Biden zrezygnował? 'Dopiero pieniądze przemówiły do rozsądku'
Biden się wycofuje, Trump komentuje
Piotr Tarczyński komentował również reakcję Donalda Trumpa, który w mediach społecznościowych napisał m.in., że 'establishment Waszyngtonu, nienawidzące Ameryki media i 'deep state' zrobiły wszystko, co w ich mocy, aby chronić Bidena, a on po prostu zrezygnował z wyścigu w całkowitej hańbie'. Zdaniem eksperta w obozie Republikanów nie ma radości.
- Cała kampania Trumpa była podporządkowana walce z Bidenem. To było mówienie o sile w kontrze do słabości Bidena, do jego wieku. Biden jest słaby, bo jest stary, a Trump jest silny i o jego wieku nie mówimy. No i teraz, kiedy zmienia się kandydat, cały plan na kampanię się wykopyrtnął - wyjaśniał. Dodał, że po debacie, w czasie której Joe Biden chwilami nie potrafił zakończyć zdania czy sprecyzować myśli, Republikanie obawiali się, że odbije się im to czkawką. - Myślę, że Trump nie jest zachwycony tym, że Biden zrezygnował, bo będzie mu trudniej wygrać z kimś, kto nie jest Bidenem. Myślę, że po stronie republikańskiej nie ma radości - dodał.
Biden się wycofuje i wskazuje Kamalę Harris. Co teraz?
Piotr Tarczyński tłumaczył też, w jakiej sytuacji formalnej jesteśmy w tej chwili. Za niecały miesiąc na konwencji Demokraci mają wskazać swojego kandydata w wyborach prezydenckich. - Delegaci są zwolnieni z obowiązku głosowania na Bidena, zatem te 4 tys. osób może głosować, na kogo chce - wyjaśniał gość TOK FM. I opisał dwa scenariusze.
Pierwszy to otwarta konwencja. - Czyli wybory w starym stylu, to, co było normą w XIX i do połowy XX wieku. Prawie do momentu konwencji nie wiemy, kto jest nominatem i na konwencji następuje przekonywanie do programu i głosowanie. To byłoby ekscytujące, Amerykanie by to oglądali. Gdyby Demokratom udało się to przeprowadzić w sposób nie nadmiernie brutalny, bez atakowania się nawzajem, to byłoby plusem, namiastką procesu demokratycznego - wyjaśniał.
Kim jest Kamala Harris? To ona może zastąpić Bidena w Białym Domu
Druga opcja jest taka, że nikt inny się nie zgłosi i jedyną kandydatką będzie Kamala Harris. Zdaniem Tarczyńskiego jest to możliwe, bo potencjalni kandydaci mogą być przekonani, że i tak nie mają szans, więc po co psuć sobie relacje z być może przyszłą prezydentką. - Byłby to też pokaz jedności partyjnej - dodał.
Ekspert wyjaśniał również, że nietypowe w tej sytuacji jest to, że ogromna część procesu wyborczego jest już za nami. - W normalnym procesie prawybory są od stycznia do czerwca, tak było też w tym roku, ale jedynym kandydatem był Joe Biden - to nie było wyjątkowe, gdy urzędujący prezydent ubiega się o reelekcję - wyjaśniał. I dodawał, że 'gdyby Joe Biden ogłosił, że nie ubiega się o reelekcję wtedy, kiedy powinien był to zrobić, czyli pod koniec 2022 roku albo na początku 2023 roku, to w tegorocznych prawyborach debatowałoby 10-15 kandydatów, w tym gronie byłaby zapewne Kamala Harris'. - Ten, kto zdobyłby powyżej tysiąca z kawałkiem głosów, byłby kandydatem. A tak pomijamy tę pierwszą część i delegaci Joego Bidena, który zostali wybrani, nie są związani niczym i mogą wybrać, kogo chcą - stwierdził Piotr Tarczyński.