Wielka wyprowadzka z hali w Nadarzynie. "To było dla uchodźców zaskoczenie"
W czwartek z Nadarzyna wyjechać musiało kilkaset osób. Na miejscu był reporter TOK FM Maciej Kluczka. Jak relacjonował, uchodźcy mieli dowiedzieć się o akcji dopiero na kilka-kilkanaście godzin przed rozpoczęciem wyprowadzki.
Jak mówiła nam Katarzyna Kopiec z Fundacji Humanosh, informacja o wyprowadzce była dla Ukraińców zaskoczeniem. - Oni zostali w sytuacji bez wyjścia. Kazano im się wyprowadzić. Ci, którzy tego nie zrobili, zostali wywiezieni podstawionymi autobusami - powiedziała.
Wiosną 2022 roku - a więc tuż po wybuchu wojny - w Nadarzynie mieszkało nawet dziewięć tysięcy obywateli Ukrainy. W czwartek - tuż przed zamknięciem hali - było tam około 300 osób. Uchodźcy zostali przeniesieni do innych, mniejszych ośrodków, niektórzy szukali noclegu na własną rękę.
- Zdecydowanie ta hala jest zwalniana, do zera. Wywożą wszystkich ludzi. Kiedy przyjechałam na miejsce, widziałam już tylko odjeżdżające autobusy - opisywała na miejscu Daria, mieszkanka Nadarzyna, która od wybuchu wojny w Ukrainie pomaga uchodźcom.
Z Nadarzyna wyjechała m.in. pani Olena, która mieszkała tu ponad rok. Reporterowi TOK FM mówiła, że nowy nocleg znalazła przy ulicy Modlińskiej w Warszawie.
Jak podawał Maciej Kluczka, decyzję o zamknięciu punktu dla uchodźców w Ukrainie podjął wojewoda mazowiecki Tobiasz Bocheński. Jak przekazali jego urzędnicy, powodem jest spadek liczby Ukraińców przyjeżdżających do naszego kraju.
Przypomnijmy - od marca tego roku, decyzją rządzących, uchodźcy, którzy byli w Polsce ponad 180 dni, musieli pokryć 75 proc. kosztów takiego noclegu.
Centrum Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie było największym punktem zakwaterowania uciekinierów z Ukrainy. W ciągu dnia przebywało w nim nawet kilka tysięcy osób. Na naszym portalu często pisaliśmy o różnych perturbacjach związanych z funkcjonowaniem tego ośrodka. Zaraz po wybuchu wojny pomagające tam wolontariuszki podkreślały, że brakuje należytego wsparcia ze strony organizatorów.
- Jeśli chodzi o organizację, to nie ma jej tutaj w ogóle. Brakuje wolontariuszy. Ludzie zarządzający na hali E mówią, że ich nie potrzeba, a potrzeba - mówiła jedna z dziewcząt pomagających uchodźcom. - My same nosimy rzeczy dla uchodźców. Mamy buty, ubrania, chemię, sudocrem dla dzieci - bo wiele z nich ma odparzenia, a nikt tutaj o to nie dba. Wszystko mamy - opowiadała.