,
Obserwuj
Lubuskie

Kierowca homofobusa uniewinniony. "Sąd uznał za prawdziwe hasła, że homoseksualiści częściej molestują dzieci"

3 min. czytania
06.07.2023 13:39
- To haniebny wyrok, szokujący. Prawdopodobnie będziemy składać kasację - mówi pełnomocnik Moniki Drubkowskiej, aktywistki LGBT z Gorzowa Wielkopolskiego. Chodzi o sprawę furgonetek, które jeździły po mieście i głosiły hasła m.in. o tym, że "homoseksualiści częściej molestują dzieci". - Sąd wskazał, że hasła te polegają na prawdzie - dziwi się prawnik.
|
|
fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl (zdjęcie ilustracyjne)

Monika Drubkowska jest aktywistką LGBT, prezeską Fundacji Warto Być Równym Nad Wartą. W sierpniu 2019 roku współorganizowała pierwszy w Gorzowie Wielkopolskim marsz równości. Kilka dni przed tym wydarzeniem na ulicach miasta pojawiły się homofobusy - furgonetki z homofobicznymi hasłami. Były nimi oblepione, a także puszczały je przez megafon.

Drubkowska poczuła się dotknięta. - To był trudny czas kampanii wyborczej. Przed naszym marszem zaczęły jeździć furgonetki podsiane mową nienawiści, hejtem, dyskryminacją. To była homofobiczna propaganda w czystej postaci, niepoparta żadną naukową wiedzą. Ja się z tym nie zgadzam, prowadzę fundację równościową, pomagam osobom LGBT+, chronię nasze prawa i naszą godność, dlatego wystąpiłam z prywatnym aktem oskarżenia do sądu - wspomina w rozmowie z TOK FM aktywistka.

Na furgonetce były hasła mówiące m.in. o 'tęczowej zarazie', o tym, że 'homoseksualiści wielokrotnie częściej molestują dzieci' czy o tym, że   'lobby LGBT chce uczyć 4-latki masturbacji, a 6-latki wyrażania zgody na seks'. Sprawę początkowo zgłoszono do prokuratury. Ta ustaliła, kto był kierowcą homofobusa, ale odmówiła wszczęcia śledztwa. Stąd prywatny akt oskarżenia.

Sąd pierwszej instancji w Gorzowie Wielkopolskim przyznał Drubkowskiej rację. Skazał mężczyznę na karę finansową - 6 tysięcy złotych grzywny i 3 tysięcy złotych nawiązki na rzecz organizatorów marszu równości. - Kierowca nie działał nieświadomie, wykonując jedynie zlecenie pracodawcy. Nie możemy przez kruczki prawne zasłaniać się umową i odczłowieczać bliźniego. To niebezpieczne uproszczenie - uzasadniał sędzia Sądu Rejonowego Krzysztof Rawo.

- Sąd bardzo ładnie uzasadnił swoje orzeczenie. Powiedział m.in., że od słów mogą się zaczynać różnego rodzaju tragiczne wydarzenia. Wspomniał nawet, moim zdaniem słusznie, że od słów zaczął się Holocaust, gdzie naziści przekonali naród niemiecki, że Żydzi nie zasługują na istnienie. I to wcale nie jest zbyt duże porównanie - wspomina Jerzy Wierchowicz, pełnomocnik pani Moniki (reprezentuje ją pro bono).

Druga instancja

Skazany - przy wsparciu prawników z Ordo Iuris - złożył apelację. I wygrał. Sąd drugiej instancji w osobie sędziego Romana Makowskiego uniewinnił współpracownika Fundacji Pro Prawo do Życia od postawionego mu zarzutu.

- W ustnym uzasadnieniu wyroku padły słowa, że te hasła, które były zamieszczone na furgonetce i były głoszone publicznie, polegają na prawdzie, gdyż tak rzeczywiście jest. Sąd wskazał, że głoszenie tych haseł leży w interesie społecznym, a więc nic złego w postępowaniu kierującego tym pojazdem nie widzi. Haniebny wyrok, szokujący. Czekam na uzasadnienie pisemne, prawdopodobnie będziemy składać kasację - zapowiada Wierchowicz. 

Mecenas podkreśla, że w państwie rządzonym przez PiS niewiele go już dziwi. - Choć to orzeczenie sądu drugiej instancji rzeczywiście mnie zdziwiło, a szczególnie uzasadnienie. Bo mówienie, że te skandaliczne hasła polegają na prawdzie jest bulwersujące, skandaliczne i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Nie ma żadnych danych, które pozwoliłyby na głoszenie takich haseł - przekonuje prawnik. - To typowa mowa nienawiści, którą uprawiał sprawca tego zdarzenia. Mowa, która polaryzuje społeczeństwo, wzbudza nienawiść do grupy LGBT, która jest przecież taką samą grupą społeczną jak każda inna. To, że oni są w mniejszości, nie oznacza, że można ich dyskryminować - podkreśla Wierchowicz. 

Z wyroku cieszą się prawnicy z Ordo Iuris. Na Twitterze ogłosili swój sukces.