,
Obserwuj
Polityka

Przełom w Sejmie w sprawie aborcji. Ale ekspertka Feminoteki mówi o czerwonej kartce dla rządu

4 min. czytania
20.10.2026 21:33

Sejm zdecydował, aborcja na nowych zasadach. - Projekt nadal utrzymuje kary dla lekarzy. I tego już koalicja nam nie mówi, taktycznie i strategicznie - oceniła w TOK FM Joanna Gzyra-Iskandar z Fundacji Feminoteka i kolektywu Legalna Aborcja. 

Sejm
Sejm
fot. Jacek Szydłowski / Forum
  • Sejm uchwalił nowelizację Kodeksu karnego dotyczącą częściowej dekryminalizacji aborcji;
  • Co to oznacza w praktyce? 
  • Jak zmiany ocenia w TOK FM Joanna Gzyra-Iskandar z Fundacji Feminoteka i kolektywu Legalna Aborcja. 

Sejm uchwalił we wtorek nowelizację Kodeksu karnego, która przewiduje częściową dekryminalizację aborcji za zgodą kobiety oraz za pomoc w aborcji w przypadku ciężkiej wady płodu. 

- Dominującą emocją jest jednak zawód, bo nie o takie projekty, jakie dzisiaj przeszły przez Sejm, chodziło w trakcie ogromnych protestów, które pamiętamy sprzed sześciu lat i które będą się odbywały już w najbliższy czwartek w dwudziestu ośmiu miastach. Podejrzewam, że frekwencja będzie dosyć duża. A będzie wynikała prawdopodobnie z poczucia frustracji i zawodu. Wielu polityków i wiele polityczek szło jednak do Sejmu z hasłem legalnej aborcji do dwunastego tygodnia - skomentowała w "Mikrofonie" TOK FM Joanna Gzyra-Iskandar z Fundacji Feminoteka i kolektywu Legalna Aborcja. 

Jak przyznała, ma absolutną pewność, że taktyka koalicji rządzącej zakłada teraz próbę odzyskania zaufania wyborców, a przede wszystkim wyborczyń, przed nadchodzącymi wyborami. Stąd mobilizacja i podjęcie tematu aborcji.

- Ale nie da się oszukać arytmetyki sejmowej. Zresztą dzisiejsze głosowania pokazały, kto gdzie stoi. Przeciwko projektowi częściowej dekryminalizacji zagłosowała połowa PSL-u i sam Szymon Hołownia. Widać, że koalicja nie jest spójna i że jednak osoby, które głosowały na tę koalicję właśnie dlatego, że chciały pełnej dekryminalizacji aborcji i legalizacji aborcji do dwunastego tygodnia mogą czuć się zawiedzione. Choć oczywiście spodziewam się, że mogą być także głosy osób, które stwierdzą: "Dobrze, niech będzie w ogóle cokolwiek" - dodała w rozmowie z Paweł Sulikiem. 

"Barier jest bardzo dużo cały czas"

Gościni TOK FM przyznała, że to, co się wydarzyło dzisiaj w Sejmie jest "kompletnie oderwane od rzeczywistości aborcyjnej i realnych potrzeb kobiet, które tu i teraz potrzebują dostępu do aborcji". - Te projekty rozwiązałyby jakąś absolutnie minimalną część realnych problemów z codziennym dostępem do aborcji - podkreśliła Joanna Gzyra-Iskandar. 

Wskazała, że "projekt nadal utrzymuje kary dla lekarzy i tego już koalicja nam nie mówi, taktycznie i strategicznie". - Projekt utrzymuje karę dla lekarzy, którzy przerwaliby ciążę z przyczyn nieobjętych ustawą, więc nie oznacza pełnej dekryminalizacji. Pełna dekryminalizacja to byłoby usunięcie wszystkich przepisów z kodeksu karnego. Lekarze nadal będą mogli zasłaniać rzekomym strachem przed prokuratorem - tłumaczyła. 

- A na ile ma pani wrażenie, że atmosfera, szczególnie w mniejszych miejscowościach jest taka, że tutaj nastawienie lekarza dalej będzie kluczowe i zmiana ustawy niewiele zmieni? - dopytywał też prowadzący. 

- Cały czas największymi blokerami dostępu do aborcji w Polsce są lekarze i to od ich podejścia, ich postawy, od tego czy chcą, czy nie chcą tej aborcji zrobić zależy naprawdę wiele - odpowiedziała Joanna Gzyra-Iskandar. 

Jak dodała, coraz częściej rozmawia z kobietami, które nadal są przez lekarzy odsyłane, mimo że spełniają wymagane ustawą przesłanki, mają pełną dokumentację medyczną. - Lekarze im odmawiają, ale nie dają odmów w formie papierowej, czyli robią to "na gębę", w sposób nieformalny. Te kobiety w stanie zagrożenia życia lub zdrowia jadą na drugi koniec Polski szukać szpitala czy lekarza, który im pomoże. Co więcej, wiedzą, że jeżeli pójdą do szpitala, to mogą się na przykład przed nim spodziewać demonstracji antyaborcyjnej z krwawymi bannerami, z wyzwiskami i z ogromnym hałasem - dodała. 

Ekspertka Fundacji Feminoteka wskazała też, że rząd nie proponuje żadnych rozwiązań, co robić, żeby chronić dane medyczne pacjentek, które mają aborcje w polskich szpitalach. Chociaż, dodała, organizacje antyaborcyjne próbują te dane ze szpitali wyciągnąć po to, żeby składać zawiadomienia do prokuratur na szpitale, na lekarzy i wywołać efekt mrożący. - Co więcej, wiemy, że prokuratorzy wszczynają postępowania przygotowawcze i utwierdzają ten efekt mrożący. Idąc tym tokiem rozumowania, prokuratura mogłaby sprawdzać każdą aborcję w tym kraju, która dzieje się w szpitalu, co jest totalnym absurdem. Prokuratura naprawdę ma lepsze rzeczy do zrobienia. Barier jest bardzo dużo cały czas - zastrzegła. 

Gzyra-Iskandar podkreśliła też na koniec, że "w tych okolicznościach każda frekwencja na czwartkowych marszach będzie dobra". - Rządzący powinni się obawiać, czy nie dostaną czerwonej kartki za rok, w trakcie wyborów - skitowała w TOK FM. 

Było to kolejne głosowanie dot. dekryminalizacji aborcji w tej kadencji Sejmu. W lipcu 2024 r. zabrakło większości do przyjęcia przepisów w tej sprawie.

Zgodnie z obecnymi przepisami usunięcie ciąży jest w Polsce możliwe w dwóch przypadkach: kiedy stanowi ona zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety (nie ma tu ograniczeń dotyczących wieku płodu) lub gdy jest następstwem czynu zabronionego (do 12. tygodnia ciąży).

Dokonanie aborcji z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niemożliwe od stycznia 2021 r., kiedy to został opublikowany wyrok TK. Trybunał uznał tę przesłankę za niekonstytucyjną, czego efektem była fala protestów w całym kraju. 

Źródło: TOK FM, PAP 

Redakcja poleca