Jak Kaczyński odpowie na aferę wizową? "Żaden poseł PiS nie odwiedził kancelarii tajnej"
Sejmowa komisja śledcza ds. tzw. afery wizowej przyjęła we wtorek raport końcowy ze swoich prac. Zdecydowała też, że zawiadomi prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez 11 osób. Jak zapowiedział w TOK FM Marek Sowa, zawiadomienia zostaną w tym tygodniu wysłane do prokuratury.
- Została podjęta uchwała, która mnie upoważnia do podpisania zawiadomień i one też są już gotowe. Jak będę przekazywał raport do pana marszałka (Sejmu - przyp. red.), to również wszystkie zawiadomienia zostaną przeze mnie podpisane i wysłane do prokuratury. To też się stanie zapewne w tym tygodniu - zapowiedział szef sejmowej komisji śledczej.
Dodał też od razu, że "kwestią dni" jest to, kiedy opinia publiczna będzie mogła poznać całość raportu.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Fabryka wiz w Łodzi"
Tymczasem już teraz wiadomo, że główne tezy raportu to m.in. brak nadzoru w MSZ nad procesem przyznawania wiz, który sprzyjał korupcji; rozszczelnienie systemu wydawania wiz; brak kontroli nad napływem imigrantów oraz brak polityki migracyjnej.
Gość TOK FM wskazał, że najwięcej zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczy byłego szefa MSZ Zbigniewa Raua - aż cztery. - Jest przy programie Poland Business Harbour. Poza tym, jako szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych odpowiadał za całą politykę wizową, a to właśnie w tym ministerstwie doszło do największych nieprawidłowości - dodał w rozmowie z Maciejem Głogowskim.
Wskazał przy tym na zmiany legislacyjne oraz niegospodarność, w tym - wynajęcie nieruchomości w Łodzi czy w Kielcach. - I wreszcie Zbigniew Rau tolerował korupcjogenny system, polegający na wymuszaniu (zgód - przyp. red.) na konsulach czy omijania procedur wizowych. Co prawda było to opisywane jako prośby, ale konsulowie zeznawali, że traktowali je jako polecenia do wykonania - dopowiedział.
Pojedyncze zawiadomienia dotyczą też np. Jadwigi Emilewicz, Justyny Orłowskiej i byłego premiera Mateusza Morawieckiego - także w kontekście programu Poland biznes Harbour. W grę wchodzi, jak dopowiedział, niedopełnienie obowiązków i działanie na szkodę interesu publicznego.
- Mówimy tutaj o programie, który stał się wrotami do Unii Europejskiej, do Polski, dla tzw. informatyków białoruskich. Ale z czasem rozszerzony został na Rosję, a później praktycznie na cały świat. Oczywiście program nie został przyjęty. Procedury nie zostały opisane, ale program i tak uderzył w polskie bezpieczeństwo - podkreślił Marek Sowa.
Ocenił przy tym, że w każdym z tych przypadków były to działania "zaplanowane, systemowe, które miały na celu konkretne cele do osiągnięcia". Tym bardziej, jak dodał, że projekty rozporządzeń mówiły np. o rozszerzeniu katalogu zawodów i państw, dla których wizy będą wydawane w Polsce, nie w kraju pochodzenia. - To były państwa z wysokiego ryzyka migracyjnego, a wizy miały być wydawane w Łodzi. To tam de facto chcieli zbudować fabrykę wiz, gdzie na skalę masową, bez sprzeciwu konsulów, będzie rozpatrywany każdy wniosek. Pod warunkiem, że będzie oczywiście pochodził z otoczenia polityków PiS - dopowiedział Marek Sowa.
Przełom w sprawie afery wizowej? Posłanka z komisji śledczej: Zgłaszają się świadkowie, chcę mówić
"Żaden poseł PiS nie odwiedził kancelarii tajnej"
Szef sejmowej komisji zapowiedział też w TOK FM, że jako sprawozdawca przedstawi Sejmowi raport wraz z zapowiadanym przez PiS zdaniem odrębnym. W praktyce, jak wskazał, może to być alternatywny raport, który liczy teraz 34 strony. Jak ocenił, jest on jednak przykładem "słabego zaangażowania polityków w pracę komisji".
- Żaden poseł PiS nie odwiedził kancelarii tajnej, żaden nie zapoznał się z dokumentem. Mam też nieodparte wrażenie, że z tych dokumentów, które wpływały do komisji, a były tego ogromne ilości, nie chcieli znać niczego, co by tezie, którą stawiali i którą podtrzymywali, przeczyło. Nie chcieli być obciążeni wiedzą - skwitował w TOK FM.