`
,
Obserwuj
Polityka

Rosyjskie czołgi jeździły po Polsce. O mały włos, a skończyłoby się tragedią

Redakcja
2 min. czytania
18.02.2025 12:34
Cztery wraki rosyjskich pojazdów wojskowych, zniszczone przez Ukraińców, były wożone po Polsce i prezentowane jako wystawa w centrach dużych miast. Portal Onet podaje, że maszyny "mogły w każdej chwili eksplodować, bo nikt nie sprawdził, że w środku są granaty i amunicja".
|
|
fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl

 

  • W 2022 roku w dużych miastach prezentowane były wraki rosyjskich pojazdów wojskowych; był to element wystawy zorganizowanej przez KPRM w porozumieniu z Ministerstwem Obrony Ukrainy;
  • Onet ustalił, że w pojazdach były granaty i amunicja, która mogła eksplodować;
  • Według doniesień portalu, maszyny nie zostały sprawdzone;
  • Złożono zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

 

Rząd PiS zorganizował w Polsce wystawę, na której pojawiły się: rosyjski czołg, transporter, haubicoarmata i wóz opancerzony. Wszystko zniszczone przez Ukraińców. Celem wystawy "Za wolność nasza i waszą" było pokazanie, że rosyjskie wojska są do pokonania.

"Niewiele jednak brakowało, by skończyło się to tragedią dla Polaków, bo nikt nie sprawdził, że w pojazdach są granaty i amunicja" - dowiedział się Onet. "Najpierw te 'tykające bomby' stały przez kilka tygodni przy kolumnie Zygmunta w Warszawie, a potem były wożone po innych polskich miastach" - podkreślił portal.

Interwencja saperów

Onet pował się na własnych informatorów i którzy przekazali, że "saperzy rzeczywiście potwierdzili, że we wrakach znajdują się materiały niebezpieczne, w tym granaty i amunicja". Według portalu saperzy wyjęli je z pojazdów, zabezpieczyli i wywieźli w bezpieczne miejsce. 

Jak ustalił portal w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych - szefostwo tej instytucji powiadomiło już o tych nieprawidłowościach odpowiednie organy.

Ten błąd może zemścić się w razie wybuchu wojny. 'Trzeba to szczerze powiedzieć społeczeństwu'

- 31 stycznia br. w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Wola złożyliśmy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa (...) sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach, działając w okolicznościach szczególnie niebezpiecznych. Mogę potwierdzić, że we wrakach znalezione zostały materiały niebezpieczne. Nie mamy żadnych dokumentów potwierdzających, że sprzęt ten został sprawdzony na granicy - powiedział Onetowi Jan Jałowczyk z RARS.

Posłuchaj podcastu!