Rosyjskie czołgi z granatami. Co robiły w Polsce? "Nikt tego nie kontrolował"
- W 2022 roku w dużych miastach - w ramach wystawy "Za wolność naszą i waszą" - pokazywane były wraki rosyjskich pojazdów wojskowych;
- Onet ustalił, że w pojazdach były granaty i amunicja, które mogły eksplodować;
- Zawiadomienie już trafiło do prokuratury;
- W ocenie wiceministra obrony narodowej to niedopatrzenie ze strony państwa. - To znaczy, że nikt w żaden sposób nie kontrolował tego, co przyjeżdża do Polski - podkreślił Cezary Tomczyk w rozmowie z TOK FM.
Do prokuratury trafiło zawiadomienie w sprawie wraków rosyjskich pojazdów wojskowych prezentowanych podczas wystawy "Za wolność naszą i waszą" w centrach dużych miast. Chodzi o cztery maszyny zniszczone przez Ukraińców. Według Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych wewnątrz wraków były granaty i amunicja, które mogły eksplodować. O sprawie jako pierwszy pisał Onet.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie przekazał, że zawiadomienie dotyczy "sprowadzenia zdarzenia niebezpiecznego" i "nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego". Wystawa była organizowana przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów w czerwcu 2022 r.
"Niedopatrzenie ze strony państwa"
Jak mówił w rozmowie z TOK FM Cezary Tomczyk, to niedopatrzenie ze strony państwa. - Nikt w żaden sposób nie kontrolował tego, co przyjeżdża do Polski - dziwił się wiceminister obrony narodowej. - Kiedy ja wracam z Ukrainy - tu odsłonię fragment kuchni - i mam jakieś elementy, np. proporczyk albo ryngraf, który tam otrzymałem, to one są gruntowanie sprawdzane przez służby w Polsce - podkreślił.
Ten błąd może zemścić się w razie wybuchu wojny. 'Trzeba to szczerze powiedzieć społeczeństwu'
"W jednym z wraków turlają się granaty"
Jak poinformował we wtorek portal Onet, powołując się na nieoficjalne źródło - "po zmianie władzy nowe szefostwo RARS postanowiło bliżej przyjrzeć się rosyjskim wrakom, by ustalić m.in., co można z nimi dalej zrobić. W trakcie ustalania, do kogo właściwie należą obecnie te wraki, pracownicy Agencji usłyszeli od jednego z podmiotów współorganizujących wystawę w jednym z miast: 'A widzieliście, że w jednym z wraków turlają się granaty?'. Pracownicy RARS powiadomili o tym policję, a ta wezwała na miejsce saperów".
Portal podał także, powołując się na swojego informatora, że - "saperzy rzeczywiście potwierdzili, że we wrakach znajdują się materiały niebezpieczne, w tym granaty i amunicja. Nie mieli wątpliwości, że zawierały elementy, które mogły doprowadzić do eksplozji".
- Mogę potwierdzić, że we wrakach znalezione zostały materiały niebezpieczne. Nie mamy żadnych dokumentów potwierdzających, że sprzęt ten został sprawdzony na granicy. Poprosiliśmy saperów, by do wyjaśnienia tej sprawy nie detonowali zabezpieczonych materiałów, by mogli je zbadać biegli - powiedział portalowi Jan Jałowczyk z RARS.