Polityczne kulisy lotu Polaka w kosmos. "Wtedy było oczywiste, że mamy mocne karty"
- Sławosz Uznański-Wiśniewski 11 czerwca ma polecieć w kosmos. Strat był już kilkukrotnie przekładany;
- Waldemar Buda mówił w TOK FM o "pewnej zakulisowej grze, która doprowadziła do tego momentu";
- Były minister rozwoju i technologii w rządzie PiS-u przyznał przy tym, że dla niego punktem kulminacyjnym jest to, co zostanie przywiezione z samej misji. A to tym bardziej, jak dodał, że wcześniej przeprowadzono konkurs na eksperymenty w tzw. mikrograwitacji.
Czekamy na start misji Ax-4 z udziałem Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego. Ze względu na pogodę, start został po raz kolejny przełożony - na 11 czerwca . Historia lotu drugiego Polaka w kosmos zaczyna się kilka lat temu, gdy w Polce rządziło Prawo i Sprawiedliwość. Jak mówił w TOK FM Waldemar Buda, jest z Uznańskim-Wiśniewskim w stałym kontakcie. - Poznaliśmy się półtora-dwa lata temu, kiedy ta sprawa jeszcze nie była przedmiotem dyskusji opinii publicznej. Chodziło o pewną grę zakulisową, która nas doprowadziła do tego momentu - dodał były minister rozwoju i technologii w latach 2022-23, czyli w czasie, kiedy dochodziło do ostatecznych ustaleń misji Ax-4.
Dopytywany, na czym polegała zakulisowa gra, wskazał na kilka faktów, w tym np. zwiększenie przez Polskę składki do Europejskiej Agencji Kosmicznej, do blisko 300 mln euro, a także samą zmianę statusu Polski w agencji. - To dopiero pozwoliło nam rozmawiać o kandydacie. Ale trzeba było mieć też takiego, który będzie konkurencyjny wobec wszystkich innych. Znalazł się rodzynek i człowiek taki jak Sławosz. Po jego prezentacji było oczywiste, że mamy mocne karty - podkreślił w rozmowie z Filipem Kekuszem.
- Na czym jego konkurencyjność polegała? - pytał dziennikarz TOK FM.
- Współpracował z ESA, pracował już wcześniej w ośrodku międzynarodowym i znany był prezesowi Europejskiej Agencji Kosmicznej. Poza tym miał świetne parametry, bo i fizycznie trzeba być również bardzo wydolnym. Mieliśmy niesamowite szczęście, że trafiliśmy na takiego człowieka - wyliczył Buda.
Przekonywał, że jemu samemu także udało się zbudować relację z prezesem ESA na tyle, że "mogli bardzo swobodnie dyskutować na temat szans drugiego Polaka w kosmosie". - Do tej pory nie wierzę, że to się udało. Ale da decyzja, choć trudna, już jest za nami - podkreślił i wskazał, że na misję kosmiczną chciało lecieć aż 150 krajów.
Żona posłanka i teść milioner. Kto jest kim w rodzinie Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego?
Co przyniesie lot Polaka w kosmos? "To punkt kulminacyjny"
W ramach codziennych obowiązków członkowie misji m.in. przeprowadzą na pokładzie ISS ponad 60 eksperymentów naukowych. 13 z nich przygotowały polskie instytucje.
Gość TOK FM mówił, że Polska zagwarantowała też sobie, by środki docelowo były wydatkowane na krajowy przemysł okołokosmiczny. - Ta branża jest całkiem duża w Polsce, bo to ponad 150 firm, więc pieniądze niejako wracają do nas - powiedział były minister.
Wskazał w tym kontekście, że dla niego punktem kulminacyjnym jest to, co zostanie przywiezione z samej misji. Tym bardziej, że wcześniej przeprowadzono konkurs na eksperymenty, które mają być przeprowadzone w tzw. mikrograwitacji. - Efekty tych badań i analiz firmy wykorzystają w pracach technologicznych w Polsce. Trzeba wiedzieć, że to badania od medykamentów po zachowanie mikrobiomu jelit - wyjaśnił. I dodał, że liczy na to, iż dzięki temu powstaną nowe patenty i wynalazki.
Po co ludzie latają w kosmos? 'Mają w sobie gen podróżnika'
- To historyczne wydarzenie, choć po podpisaniu umowy z prezesem ESA niektóre periodyki wyśmiewały mnie albo atakowały sam projekt. Inni z kolei mówili, że to abstrakcja i buta. "Wymyślił sobie lot w kosmos. Najlepiej, żeby sam tam leciał", takie też były artykuły niektórych gazet - podsumował w TOK FM.