Skąd przyleciał dron z Polatycz? "Kilka wabików może już być na naszym terytorium"
Śledczy badają sprawę drona, który rozbił się w niedzielę w Polatyczach w województwie lubelskim. Wiadomo, że nie przenosił on materiału wybuchowego. Mariusz Marszałkowski z portalu Defence24 ostrzegał jednak w TOK FM, że Rosjanie coraz częściej uzbrajają wysyłane na terytorium Ukrainy tak zwane wabiki, czyli drony, których celem jest odciąganie uwagi systemów obrony powietrznej od dronów uderzeniowych.
- W Polatyczach, w pobliżu granicy z Białorusią, znaleziono szczątki drona;
- Prokuratura poinformowała, że nie był uzbrojony, są na nim napisy cyrylicą, a zabezpieczone szczątki wykonane zostały głównie ze styropianu;
- Ekspert Mariusz Marszałkowski ostrzegał w TOK FM przed potencjalnym niebezpieczeństwem ze strony tzw. wabików i apelował o natychmiastowe zgłaszanie znalezisk służbom.
W niedzielę wieczorem w miejscowości Polatycze (województwo lubelskie) na polu kukurydzy, około 300 metrów od przejścia granicznego z Białorusią, spadł dron. Na miejscu pracują prokuratorzy i funkcjonariusze Żandarmerii Wojskowej.
- Zabezpieczono 12 głównych części drona oraz kilkaset innych drobnych elementów na terenie pola. Są to w większości części ze styropianu - powiedziała w poniedziałek na popołudniowej konferencji prasowej rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie prok. Agnieszka Kępka. Jak przekazała, wiadomo już na pewno, że dron nie był uzbrojony i nie było w nim żadnego ładunku wybuchowego. Kępka wcześniej informowała, że są na nim napisy cyrylicą. Jak opisała, na miejscu upadku widoczne jest wgłębienie i drobne nadpalenie, które wynika prawdopodobnie z tego, że zapaliło się paliwo w dronie.
Rosjanie wysyłają Gerbery
- Prawdopodobnie był to rosyjski Shahed, czyli bomba latająca, która atakuje cele na Ukrainie. Powodem upadku na naszym terytorium mogła być awaria, zakłócenia przez systemy walki radioelektronicznej, ale mogło to być też celowe działanie Rosjan - analizował w "TOK 360" Mariusz Marszałkowski z portalu Defence24.
Jak mówił, nie wszystkie drony, które są wysyłane przez rosyjskie wojsko z zamiarem atakowania Ukrainy, są uzbrojone. Część z nich to tzw. wabiki. - Tych dronów pozornych, Gerberów, bo tak się nazywają, z reguły w czasie ataków jest najwięcej. Są zrobione z lekkich materiałów, zazwyczaj ze styropianu, wyposażone w prosty moduł sterowania i silnik. Ich głównym zadaniem jest krążenie nad danym obszarem, żeby skupić uwagę systemów obrony powietrznej - tłumaczył. Chodzi o to - jak wyjaśniał ekspert - aby "Ukraińcy brali ten wabik jako rzeczywisty obiekt bojowy, żeby musieli wytracać na niego zasoby w postaci rakiet, pocisków, a w tym czasie do celu leci dron bojowy".
Nie podchodźmy blisko i nie dotykajmy
Gość TOK FM zaznaczył, że "w ostatnich miesiącach Rosjanie zaczęli uzbrajać wabiki w małą głowicę bojową. Waży ona do kilku kilogramów, ma na celu zranienie lub zabicie postronnych osób, które tego drona znajdą". - Takie urządzenia może spaść ze względu na brak paliwa i sobie leży. Jeżeli ktoś do niego podejdzie, zacznie go ruszać, to dron może eksplodować - podkreślił.
Jak ocenił Marszałkowski, "kilka wabików może już być na naszym terytorium. Po prostu nie eksplodowały, nikt nie zwrócił na nie uwagi".
Zaapelował, aby w przypadku znalezienia tego typu obiektu nie ruszać go. - Dzwońmy na policję, żeby rozbroił go zespół saperów. Nie chwytajmy samemu, bo to może skończyć się tragicznie - podkreślał rozmówca Filipa Kekusza.
Źródło: TOK FM, PAP