"Dom lśnił, dzieci były grzeczne, a zabawki ustawione równiusieńko. Gdy weszłam głębiej, dział się dramat"
Obecnie obowiązuje art. 12a. Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, który mówi: 'W razie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka w związku z przemocą w rodzinie pracownik socjalny wykonujący obowiązki służbowe ma prawo odebrać dziecko z rodziny i umieścić je u innej niezamieszkującej wspólnie osoby najbliższej, w rodzinie zastępczej lub w placówce opiekuńczo-wychowawczej'.
- Sformułowanie 'bezpośrednie zagrożenie' stwarzało sporo problemów, bo można je różnie interpretować. Jedni uznają, że jeśli rodzice są pod wpływem alkoholu, to jest to bezpośrednie zagrożenie, inni - że jeszcze można dać rodzinie szansę, bo jeden z dorosłych jest trzeźwy. Sytuacje bywają różne. Teraz, od czerwca, to się zmienia - mówi dyrektor Adam Mołdoch, zastępca dyrektora Centrum Interwencji Kryzysowej w Lublinie, a jednocześnie przewodniczący Zespołu Interdyscyplinarnego do spraw Przeciwdziałania Przemocy.
Zgodnie ze zmianą ustawy, która wejdzie w życie 22 czerwca, z przepisów wypadnie słowo 'bezpośrednie'. - Ustawodawca zauważył problem i zmienia przepis. Myślę, że to będzie duże ułatwienie dla wszystkich, którzy realizują procedurę 'Niebieskiej Karty' i działają na rzecz wsparcia osób w kryzysie. W nowych przepisach pojawi się sformułowanie 'zagrożenie życia i zdrowia', a ono ma jednak dużo szerszy charakter i daje większe możliwości pomocy dzieciom - tłumaczy Mołdoch.
Przyjazne Patrole
Jeśli chodzi o Lublin - urzędnicy podają, że 'Niebieskich Kart' jest ostatnio mniej. W 2018 i 2019 roku było ich około 1300, w 2021- 975, a w 2022 - 939. - To bynajmniej nie oznacza, że jest mniej przemocy. Wprost przeciwnie - stwierdza Mołdoch. Z danych ogólnopolskich wynika, że z roku na rok rośnie liczba przypadków znęcania się nad członkami rodziny, zwłaszcza nad dziećmi do lat 16. Jak pisze 'Rzeczpospolita', powołując się na dane Ministerstwa Sprawiedliwości, w skali całej Polski w 2021 roku doświadczyło jej 1947 małoletnich chłopców i 1848 dziewczynek. To o 500 więcej niż w 2020 roku i o 900 - w ciągu dwóch ostatnich lat.
W Lublinie od kilku lat prężnie działają Przyjazne Patrole. W składzie każdego z nich są: dwaj funkcjonariusze policji, pracownik socjalny Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie oraz psycholog z Centrum Interwencji Kryzysowej. W piątki i w weekendy patrole te jeżdżą do domów, w których wcześniej pojawiały się problemy związane z przemocą czy nadużywaniem alkoholu. Ich głównym celem jest zadbanie o dobro dzieci i sprawdzenie, czy nie dzieje się krzywda.
- Część rodziców uznaje, że gdy MOPR już nie pracuje, czyli choćby w weekendy, nikt ich nie odwiedzi i nie sprawdzi, jak opiekują się dziećmi. Dzięki Przyjaznym Patrolom nie mają już tej pewności, bo patrol może się pojawić w każdej chwili - mówi Adam Mołdoch. I tak się dzieje.
'Czasami w bardzo dobrym - z pozoru - domu dzieją się ogromne tragedie'
Kamila Murat-Rycek, kierownik Działu Interwencyjno-Terapeutycznego Centrum Interwencji Kryzysowej w Lublinie przez kilka lat jeździła w Przyjaznych Patrolach. - Pracownik socjalny musi mieć dobrą intuicję, bo niejednokrotnie jest tak, że to, co widzimy powierzchownie w danym domu, nie zawsze pokazuje prawdę. Trzeba zwracać uwagę na niuanse, a przede wszystkim jak najwięcej wyczytać z rozmów z dziećmi i z ich zachowania - mówi TOK FM.
Jak dodaje, pamięta wizyty w domach, w których było wyjątkowo czysto. - Można powiedzieć, że dom lśnił, dzieci były ułożone i niezwykle grzeczne, zabawki ustawione równiutko, aż w taki podejrzany sposób. I jak wchodziłam głębiej w relacje w tej rodzinie, okazywało się, że w domu dzieje się dramat - mówi pracowniczka socjalna. I podkreśla, że nie zawsze bieda czy bałagan w mieszkaniu oznaczają złą opiekę. - Niejednokrotnie jest wprost przeciwnie - dodaje.
Kamila Murat-Rycek nie ma jednocześnie wątpliwości, że nigdy nie można nikogo oceniać zbyt pochopnie. - Każda rodzina funkcjonuje inaczej, każda sytuacja jest inna. Czasami w bardzo dobrym - z pozoru - domu dzieją się ogromne tragedie. Trzeba zobaczyć, w jakich warunkach żyją dzieci, jakie są relacje w rodzinie. W czasie Przyjaznych Patroli jak najwięcej rozmawiamy właśnie z dziećmi - opowiada nasza rozmówczyni.
Patrole jeżdżą regularnie. - I rodzice, i dzieci już się do nas przyzwyczaili. Bywa, że gdy pukamy do drzwi, to już słyszymy głos dzieci: 'O, Przyjazny Patrol'! - mówi Murat-Rycek. W tym roku patrole zaczęły się od 15 kwietnia. Dwa wyjeżdżają w soboty i jeden w niedziele. W tym roku odebrały rodzinom dwoje dzieci, bo - jak podają - rodzice byli pijani, a maluchom działa się krzywda. Pracownicy socjalni nie chcą mówić o szczegółach, chroniąc dobro dzieci. W ubiegłym roku odebrano rodzinom kilkanaścioro dzieci.
- To sprawy interwencyjne, gdy dziećmi nie ma się kto zająć, a sytuacja w rodzinie jest bardzo trudna. Jednak zawsze najpierw sprawdzamy, czy nie ma kogoś z dalszej rodziny, kto mógłby się nimi zająć - mówi Sylwia Szczygieł, pracownik socjalny Centrum Interwencji Kryzysowej w Lublinie. - Kluczowe jest dla nas bezpieczeństwo dziecka, w jakim jest kontakcie interpersonalnym, czy jest zadbane, czy jest nakarmione, czyste, w jakich przebywa warunkach - dodaje. I tłumaczy, że decyzję o odebraniu rodzicom dziecka patrol podejmuje wspólnie.
Wystarczą anonimowe sygnały
Zgodnie ze zmianami, które wejdą w życie w czerwcu, 'Niebieską Kartą' będą obejmowane dzieci, które doświadczają przemocy, ale też są jej świadkami. Dzięki temu wizyty w ich domach mają się odbywać regularnie, by sprawdzać, czy nie dzieje się im krzywda. Dodatkowo, patrol będzie mógł zobowiązać rodzica do podjęcia terapii, choćby antyprzemocowej. Jeśli rodzic na terapię nie pójdzie albo nie zacznie się leczyć, sprawa trafi do sądu. - Brak współpracy sprawcy z grupą diagnostyczno-pomocową może skutkować tym, że sąd będzie mógł nałożyć na daną osobę karę pozbawienia wolności do jednego miesiąca lub karę grzywny do 5 tysięcy złotych - informuje dyrektor Adam Mołdoch.
Podkreśla jednocześnie, że w przypadku przemocy najważniejsze jest reagowanie. - Przyjmujemy sygnały nawet anonimowe. Nie ma się co obawiać. Nie musimy być pewni, że w danym domu jest przemoc. Wystarczy, że to podejrzewamy. My jesteśmy od tego, by to sprawdzić - dodaje gość TOK FM.