,
Obserwuj
Lubelskie

"Jak mam teraz rozmawiać z pacjentami?". Lekarz surowo o "torturowaniu" Kamińskiego

4 min. czytania
30.01.2024 17:24
- Jak ja mam rozmawiać z pacjentem, który najpierw słyszy w telewizji swojego lidera politycznego, któremu ufa i który mówi, że takie leczenie to tortury, a potem trafia do mnie? Jak mam go przekonać, że bez żywienia dojelitowego może nie przeżyć - rozkłada ręce prof. Przemysław Matras, który kieruje Ośrodkiem i Poradnią Leczenia Żywieniowego w Lublinie.
|
|
fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl

Prof. Przemysław Matras prowadzi w Lublinie Ośrodek i Poradnię Leczenia Żywieniowego, jest też kierownikiem Zakładu Żywienia Klinicznego na Uniwersytecie Medycznym. Jak mówi, pod opieką jego ośrodka jest obecnie około 350 pacjentów z Lubelszczyzny, którzy mają żywienie kliniczne, w tym tzw. dojelitowe. Oznacza to - mówiąc wprost - że mają albo rurkę wpuszczoną przez nos do żołądka, albo tzw. gastrostomię, czyli 'dziurkę' w brzuchu, przez którą jedzenie dostaje się do żołądka. 

Wśród pacjentów są m.in. chorzy onkologiczni, którzy walczą z niedożywieniem. Bo - jak słyszymy od profesora - jeśli organizm jest niedożywiony i brakuje w nim składników, w tym białka, to trudniej wdrożyć choćby chemioterapię. Są to również chorzy z chorobami zapalnymi, np. zapaleniem jelit i innymi przypadłościami, których elementem składowym jest niedożywienie. 

Profesor przyznaje, że wielu pacjentów - na wieść o tym, że muszą być żywieni dojelitowo - reaguje strachem. - Boją się i to jest całkiem naturalne. Włożenie rurki przez nos nie jest łatwym doświadczeniem i my to doskonale rozumiemy. Ale czasami jest to niezbędne. Bywają też tacy chorzy, którzy - mimo wielokrotnych rozmów z nimi i pokazywania, jak bardzo jest im to potrzebne i czym może się skończyć, jeśli się nie zdecydują - i tak się nie zgadzają - mówi Matras. 

Profesor nie kryje, że wśród pacjentów w Lublinie ma m.in. sędziów, prokuratorów, wykładowców akademickich, ale też pracowników fizycznych. - Choroba nie wybiera - rozkłada ręce. Z żywienia dojelitowego korzystają i młodsi, i starsi. Lekarze z ośrodka pomagają też dzieciom. - Nasza najmłodsza pacjentka miała pół roku, a najstarszy pacjent ponad 90 lat - wspomina.

Kamiński miał być na skraju wyczerpania. 'Cudowne ozdrowienie'

Nasz rozmówca przyznaje, że lekarze muszą walczyć z wieloma mitami. Chociażby takim, że lepsze od żywienia dojelitowego jest żywienie pozajelitowe. - Mamy pacjentów, którzy mówią, że oni chcą kroplówki, choć to tylko jedna z form leczenia pozajelitowego. To żywienie jest bardziej ryzykowne, częściej dochodzi do powikłań i problemów, a pacjenci nie zdają sobie z tego sprawy. Niektórzy chorzy wychodzą z założenia, że - korzystając z żywienia klinicznego - będą musieli leżeć w łóżku. Nic bardziej mylnego. To jest właśnie po to, by pacjent dalej mógł pracować i w miarę normalnie żyć - tłumaczy profesor. 

Leczeniem żywieniowym lekarze z Polskiego Towarzystwa Żywienia Klinicznego zajmują się od blisko 40 lat. Jak słyszymy, to ciągła edukacja i rozmowy z pacjentami, wyzwalanie ich ze strachu, który - na wieść o rurce w nosie - zagląda im w oczy. - Pamiętam pacjentkę, około 40-50-letnią, która powiedziała mi, że nie zgadza się na takie żywienie, bo nie wyobraża sobie, co powiedzą ludzie, jak zobaczą ją z tą rurką w kościele. Odbyliśmy wiele rozmów, padło wiele argumentów i dała się przekonać. Po jakimś czasie przyszła i powiedziała, że ludzie się przyzwyczaili, nikt się nie patrzy. Przywykła do tego - mówi profesor Matras. 

Koniec sprawy przymusowego dokarmiania Kamińskiego. 'Bezprzedmiotowe procedowanie'

Apel do polityków

Za skandaliczny nasz rozmówca uważa fakt, że o żywieniu dojelitowym zaczęli wypowiadać się politycy, którzy "nie mają o tym pojęcia". Chodzi o ostatnie wypowiedzi działaczy PiS o tym, że decyzja sądu o zastosowaniu żywienia dojelitowego dla Mariusza Kamińskiego (który w areszcie odmawiał przyjmowania posiłków), to tortury i łamanie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

- Jak ja mam rozmawiać z pacjentem, który najpierw słyszy w telewizji swojego lidera politycznego, któremu ufa i który mówi, że takie leczenie to tortury, a potem trafia do mnie? Jak mam go przekonać, że bez żywienia dojelitowego może nie przeżyć - rozkłada ręce Matras. 

- Zysk z tego, że pacjent będzie odżywiany w sposób prawidłowy, jest ogromny. Jako lekarze o tym na co dzień mówimy, a politycy psują naszą pracę. Starają się wykorzystywać różne aspekty medycyny do politycznych celów i tu mieliśmy tego przykład. Oczywiście, nie chodziło pewnie o to, by zdyskredytować tę metodę żywienia, ale przy okazji to zrobiono - mówi profesor. I apeluje: "Szanowni państwo politycy, zostawcie medycynę medykom. Jeśli chcecie się wypowiadać na tematy medyczne, zasięgnijcie wcześniej opinii specjalistów z danej dziedziny".

Sprawa Kamińskiego i Węsika. Nagła decyzja Bodnara rozjuszyła sędziego

Kilka dni temu o swoim żywieniu dojelitowym opowiedział jeden z posłów Adrian Witczak z Koalicji Obywatelskiej. Polityk mierzy się z chorobą Leśniowskiego-Crohna i też protestuje przeciwko wypowiedziom Jarosława Kaczyńskiego, który przymusowe karmienie Mariusza Kamińskiego nazwał "torturami" i "wsadzaniem rury do nosa". - Prezes PiS obraża pacjentów -

 powiedział poseł w wywiadzie z WP.

W Lublinie działa Polskie Towarzystwo Żywienia Klinicznego, którym zawiaduje właśnie prof. Przemysław Matras. Organizacja wystosowała list do polityków i innych uczestników życia społecznego. "Rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i budowanie negatywnych skojarzeń z metodami żywienia, które w wielu przypadkach stanowią kluczowe wsparcie dla pacjentów, może wpłynąć na podejmowanie niekorzystnych decyzji zdrowotnych (...) W trosce o rzetelność informacji oraz zrozumienie dla potrzeb pacjentów, ważne jest unikanie uprzedzeń i edukacja społeczeństwa na temat różnych form wsparcia żywieniowego" - napisali lekarze.