"W listach do Mikołaja nie piszą, że chcą wrócić do domu, ale czasem łezka poleci"
Pogodny Dom w Lublinie to mieszcząca się przy ul. Spokojnej placówka, w której mieszka blisko osiemdziesięcioro dzieci, w większości powyżej 10 lat. Składa się z sześciu tzw. rodzinek. W każdej jest 12-14 dzieci. Każda "rodzinka" to oddzielne mieszkanie (w tym samym budynku) i inni wychowawcy. W weekendy dzieci wspólnie z opiekunami same przygotowują sobie posiłki. Podobnie jest w czasie świąt, gdy odbywa się gotowanie barszczu, lepienie uszek czy pierogów z kapustą i grzybami.
- Dzieci nam bardzo pomagają, są zaangażowane, też czują świąteczną atmosferę. To dla nas wszystkich drugi dom. Jesteśmy z nimi na co dzień, ale też w ważnych momentach ich życia - mówi pani Ania, jedna z wychowawczyń, nalewając do talerzy barszcz. W jego przygotowaniu pomagała jedna z wychowanek - Natalka. Jest studentką pedagogiki specjalnej. - Ja też przygotowywałam stół na spotkanie świąteczne, prasowałam obrus - mówi z dumą.
"Jest mi tu dobrze"
Od ponad dwóch lat w jednej z "rodzinek" mieszka też Kosta, nastolatek z Ukrainy, który przyjechał do Polski w marcu 2022 roku. Miał wtedy 14 lat, na wyjazd namówił go nieco starszy kolega. - Gdy powiedziałem o tym mamie, pomyślała, że to dobry pomysł. I tak wyjechałem na przejście graniczne, a stamtąd zabrano nas do punktu recepcyjnego - wspomina w rozmowie z TOK FM.
Dziś świetnie mówi po polsku, uczy się w polskiej szkole, ma wśród Polaków wielu kolegów i przyjaciół, i - co podkreśla z dumą - ma również dziewczynę z Polski. - Jest mi tu dobrze - w Pogodnym Domu. W rodzince fajnie się dogadujemy. Czy są konflikty? Pewnie, że czasami są, jak to w domu - uśmiecha się. Kosta cały czas pozostaje w kontakcie z mamą i siostrą, które zostały w Ukrainie, w okolicach Żytomierza. - Mama czasami do mnie tutaj przyjeżdża, odwiedza mnie, ja też dostałem przepustkę i mogłem pojechać na Ukrainę. Ale docelowo chciałbym tu zostać - wyznaje nastolatek.
Z naszym rozmówcą - podobnie jak z innymi dziećmi i wychowawcami - rozmawiam na spotkaniu świątecznym zorganizowanym w Pogodnym Domu na kilka dni przed świętami. Są one organizowane po to, by wszyscy mogli złożyć sobie życzenia i pobyć wspólnie. Bo na święta część dzieci - za zgodą sądu - jedzie do swoich rodziców, do babci czy cioci.
- Są oczywiście też takie dzieci, które mówią nam wprost, że one w święta chcą być z nami, w placówce, nie chcą odwiedzać bliskich. To dla nas ważna deklaracja, którą szanujemy - mówi Elżbieta Nycz, wicedyrektorka Pogodnego Domu. - Czasem jest różnie. Bywały przypadki, że dziecko wracało w nocy, bo na stole pojawił się alkohol, awantura, czasami przemoc. Nie chcą tego doświadczać - dodaje.
Wigilia w domu dziecka. "Łamiemy się opłatkiem, są kolędy, jak w domu"
Jak mówi TOK FM dyrektor domu Paweł Frączek, święta w placówce spędzi prawdopodobnie około 40 procent dzieci. Część nie dostała zgody sądu, by pojechać do rodziny. - Ta tendencja się zmienia, niestety w negatywną stronę. Pamiętam, jak kilkanaście lat temu w placówce na święta była tylko dwójka wychowanków i to interwencyjnie przyjętych - wspomina dyrektor.
Jak tłumaczy, jednym z powodów jest to, że zmienił się system instytucjonalnej pieczy zastępczej i są w nim głównie nastolatki. A czym dziecko starsze, tym więcej rozumie i często nie chce doświadczać w rodzinnym domu tego, co wcześniej. - Mamy m.in. wychowanków, którzy sami się do nas zgłosili z prośbą o pomoc. Opowiedzieli, co dzieje się w domu, że nie mają poczucia bezpieczeństwa, szukają pomocy. I oni też niekoniecznie chcą wracać do tamtych przeżyć - opowiada.
Dopytywany o to, jak w Pogodnym Domu wyglądać będzie wigilijny dzień, mówi: "Dzieci spotykają się z wychowawcami, przychodzi ksiądz, łamiemy się opłatkiem, są oczywiście kolędy i życzenia, jak w domu". - Bardzo często pojawiają się też byli wychowankowie. Jedni mają tu wciąż rodzeństwo, inni przychodzą, bo ciągle czują z nami silną więź. Bywa, że przynoszą paczki dla innych dzieci. To jest niezwykle miłe - uśmiecha się Frączek.
W domu nie może też zabraknąć Mikołaja. Przed świętami dzieci piszą do niego listy. O co proszą? Na przykład o klocki Lego, interaktywną lalkę czy głośnik Bluetooth i słodycze. - W listach nie zdarza się, by dziecko napisało, że chce - w ramach prezentu - wrócić do domu. Nie, tego w listach nie ma, choć oczywiście to się często pojawia w rozmowach z dziećmi - dodaje Frączek.
Każdy, kto chciałby wspomóc Pogodny Dom w sfinansowaniu wymarzonych prezentów świąteczno-noworocznych dla dzieci, może wpłacić dowolną kwotę na konto Stowarzyszenia "Przyszłość Dziecka. Inicjatywa Wspierania Dzieci z Domów Dziecka Ziemi Lubelskiej", które działa przy Pogodnym Domu. Numer konta to: 34 1240 2496 1111 0010 4945 3008 z dopiskiem "dla wychowanków Pogodnego Domu".
- Gdy zaczęłam przychodzić do Pogodnego Domu jako wolontariuszka - psycholożka z fundacji "Depresja", miałam poczucie, że święta w takim miejscu są smutne i przygnębiające. To nieprawda. Wspólnie staramy się zrobić wszystko, by był to pogodny czas - przekonuje Maja Kurczuk. - Mam poczucie, że grudzień jest wypełniony tu pozytywnymi emocjami, m.in. dzięki prezentom i wspólnemu spędzaniu czasu. Choć oczywiście wiem, że dla wielu dzieci nie jest to łatwy czas i czasami pojawiają się łzy - przyznaje.