,
Obserwuj
Lubelskie

Połowa planowych zabiegów odwołana. Coraz trudniejsza sytuacja w szpitalu w Lublinie

6 min. czytania
10.04.2025 17:41
Coraz trudniejsza sytuacja w Szpitalu Klinicznym nr 1 w Lublinie. Z pracy rezygnują kolejni anestezjolodzy, w tym rezydenci w trakcie specjalizacji. Skarżą się, że z powodu braku kadry nie są w stanie realizować szkolenia. W placówce nie odbywa się już ok. połowy zaplanowanych zabiegów.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
  • Narasta problem z brakiem anestezjologów w Szpitalu Klinicznym nr 1 w Lublinie;
  • Na stronie szpitala pojawił się komunikat o "ograniczeniu dostępności do świadczeń zdrowotnych";
  • Szpital od wielu miesięcy bezskutecznie próbuje zrekrutować nowych anestezjologów;
  • Z placówką próbują się rozstać kolejni rezydenci, którzy argumentują, że przy tak trudnej sytuacji kadrowej nie są w stanie realizować specjalizacji;
  • Rezydenci skarżą się, że ich wnioski o przeniesienie na oddziały innych szpitali mogą zostać odrzucone, bo ich obecność w szpitalu przy Staszica pomaga "łatać dziury". 

Na stronie Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie pojawił się właśnie komunikat dla pacjentów o "ograniczeniu dostępności do świadczeń zdrowotnych wymagających anestezji". Jak podano, z powodu "postępującego procesu zmniejszania się liczby lekarzy anestezjologów" szpital jest zmuszony do "tworzenia listy pacjentów oczekujących na te świadczenia".

Chodzi o pacjentów w oddziałach szpitalnych zlokalizowanych przy Alei Solidarności 8, czyli:

  • Kliniki Chirurgii Ogólnej,
  • Kliniki Chirurgii Szczękowo-Twarzowej,
  • Kliniki Chirurgii Naczyniowej i Angiologii,
  • Kliniki Chirurgii Naczyniowej i Angiologii,
  • Kliniki Chirurgii Onkologicznej,
  • Kliniki Traumatologii i Medycyny Ratunkowej.

Już od dłuższego czasu

s ytuacja w Szpitalu Klinicznym nr 1 w Lublinie przy ul. Staszica jest dramatyczna. Z Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii odeszła w ostatnich miesiącach duża grupa lekarzy. W komunikacie czytamy, że rekrutacja na wolne stanowiska trwa od ponad 10 miesięcy. I choć "oferowane stawki są konkurencyjne na lokalnym rynku pracy, a warunki pracy ponadstandardowe (nowy budynek Szpitala przy Al. Solidarności 8 z nowoczesnym wyposażeniem)", nikt się nie zgłasza. 

Ustrzyki pilnie szukają lekarzy. 'Można zwiedzać Bieszczady i dobrze zarobić'

Na dziś w oddziale zostało kilku specjalistów anestezjologii i kilkunastu rezydentów. Są też kolejne wypowiedzenia. - W maju sytuacja prawdopodobnie będzie jeszcze trudniejsza. Gdy powstanie grafik dyżurów na maj, kawa na ławę będzie wyłożona, ile będzie "białych plam" do obsadzenia - mówią nasi rozmówcy.

Jeszcze do niedawna i szpital, i przedstawiciele wojewody, i uczelnia zapewniali, że sytuacja jest pod kontrolą i trwają konkursy na zatrudnienie nowych lekarzy. Ale dziś narracja jest już inna. Dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 Beata Gawelska w rozmowie z TOK FM przyznaje, że sytuacja jest trudna. Jak mówi, nie odbywa się mniej więcej połowa planowanych zabiegów.

- Stawki, które proponujemy, są konkurencyjne nie tylko na rynku województwa lubelskiego i Lublina, ale i szerzej. Ale ku naszemu zdziwieniu, nie zgłaszają się osoby chętne do pracy w naszym szpitalu - przyznaje dyrektor Gawelska. 

Komunikat ze strony Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie
Komunikat ze strony Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie
Źródło: https://usk1.pl/artykuly/komunikat-ograniczenia-dostepnosci-do-swiadczen-zdrowotnych-wymagajacych-anestezji

Dlaczego lekarze odchodzą?

Wielu lekarzy, którzy w ostatnim czasie zrezygnowali z pracy, w rozmowie z TOK FM jako powód odejścia podawało panującą w szpitalu atmosferę, sposób zarządzania, brak dialogu.

- Jestem obecna na raportach zespołu lekarskiego Kliniki Anestezjologii - co miesiąc uczestniczę i rozmawiam. Chcę usłyszeć konstruktywne propozycje, co chcemy dalej robić. Zaproponowałam również pracującemu w klinice personelowi wyłonienie spośród siebie kierownika czy koordynatora, który mógłby organizować pracę oddziału, ale otrzymałam decyzję odmowną. Nie widzę tutaj podstaw jakiegokolwiek konfliktu czy kryzysu - mówi dyrektor Gawelska.

Rezydenci chcą się przenieść

Konflikt jednak wydaje się narastać. W poniedziałek pięcioro kolejnych rezydentów złożyło wypowiedzenia, co potwierdziła nam dyrektorka szpitala. - Będę chciała się z tymi lekarzami spotkać, może jeszcze w tym tygodniu, by poznać powody takiej decyzji. Bo na dziś tych powodów nie znam - mówi dyrektor Gawelska.

Rezydenci, w którymi rozmawialiśmy, wskazują na trudną sytuację szpitala, w którym nie odbywają się planowane zabiegi. - W szpitalu, w którym odbywa się połowa czy nawet mniej operacji, nie możemy realizować na bieżąco - zaplanowanych w naszych planach specjalizacyjnych - procedur medycznych. Mamy niby kierowników specjalizacji, ale w praktyce, bez kierownika oddziału nie możemy być choć w części samodzielni przy znieczuleniach. To on zezwala na wykonywanie określonych procedur. Czujemy się pozostawieni sami sobie - tłumaczy nasz rozmówca.

Leczą nas lekarze, których wiedzy nikt nie zweryfikował? 'To niebezpieczne'

Jak sam przyznaje, nie zawsze było tak źle. - Zawsze chciałem pracować w tym szpitalu - klinicznym, nowoczesnym, rozwijającym się. Nie było łatwo dostać się tutaj na rezydenturę. Rozmawialiśmy między sobą, co zrobić, by po specjalizacji móc tu dalej pracować. A dziś myślę tylko o tym, co zrobić, by stąd odejść - mówi nam jeden z młodych lekarzy.

- Jest kryzys, nie bardzo widzimy, by ktoś był zainteresowany, by go realnie rozwiązać - wskazuje. Skąd decyzja o odejściu i plan dokończenia specjalizacji w innej placówce. Młodzi lekarze twierdzą, że mają już zgody ordynatorów oddziałów anestezjologii, do których chcą się przenieść, na ich przyjęcie. Ale problem dotyczy szpitala, z którego chcą odejść.

Wnioski na ostrzu noża

W poniedziałek rezydenci dostali telefon z Urzędu Wojewódzkiego z informacją, że "wstrzymano wnioski o przeniesienie". - Przepraszam, ale czasy "nakazów pracy" skończyły się lata temu. Z niewolnika nie ma pracownika. Szpital nie zapewnia nam obecnie właściwych warunków kształcenia, mamy poczucie, że "łatamy dziury" w grafikach, zamiast realnie się rozwijać. To nie może tak wyglądać - mówią rezydenci. Dodają, że wcześniej nie było problemów z tego rodzaju przenosinami. 

'Obrączka się zaczepiła i została tam z moim palcem'. W Gliwicach nie boją się 'najtrudniejszych operacji'

Dyrektor Wydziału Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie Agnieszka Kowalska-Głowiak przyznaje, że w Szpitalu Klinicznym nr 1 jest problem z obsadzaniem dyżurów anestezjologów. Ale zapewnia, że każdy wniosek o zgodę na dokończenie specjalizacji w innym szpitalu będzie badany indywidualnie. Jak podkreśla, wcześniej takie zgody podpisywano bez problemu - od kilku do kilkunastu w ciągu roku. Ale tu - zdaniem pani dyrektor - sytuacja jest inna, bo w szpitalu brakuje lekarzy anestezjologów i nie można się zgodzić na kolejny "exodus". - Trzeba wyważyć wszystkie racje. Musimy ustalić, czy aktualny potencjał oddziału anestezjologii w Szpitalu Klinicznym nr 1 pozwala na to, by zakończyć bezpiecznie szkolenie w tej jednostce szkolącej - mówi pani dyrektor.

- Mamy poczucie, że ktoś chce nas tutaj na siłę zatrzymać, abyśmy ratowali szpital. To nie jest nasza rola, to nie my doprowadziliśmy do tego kryzysu. Jesteśmy w trakcie specjalizacji, chcemy w spokoju kontynuować naukę, a nie zaprzątać sobie głowy problemami kadrowymi szpitala. Dodatkowo w tak okrojonym składzie powoli nie będzie od kogo się uczyć - mówi nam jeden z rezydentów.

"Szkolenie nie jest realizowane"

Rezydenci o sprawie napisali już m.in. do Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego - jednostki odpowiedzialnej za prawidłowy przebieg kształcenia młodych lekarzy, oraz do Porozumienia Rezydentów.

Jak wynika z naszych informacji, Porozumienie Rezydentów zwróciło się w tej sprawie do krajowej konsultant do spraw anestezjologii. "Część rezydentów, ze względu na warunki uniemożliwiające realizację założeń szkolenia specjalizacyjnego, złożyło wypowiedzenia i przeniosło się do innych szpitali, jednak części rezydentów zablokowano tę możliwość bez podania podstawy prawnej takiej decyzji pomimo zgody kierownika oddziału docelowego przenosin. Sytuacja kadrowa z końcem kwietnia ma ulec dalszemu pogorszeniu - zostaje wówczas 5 specjalistów anestezjologii i intensywnej terapii. Aktualnie od kilku miesięcy szkolenie nie jest realizowane" - napisał przedstawiciel Porozumienia Rezydentów w liście do konsultant krajowej.

Była dyrektorką szpitala przez osiem dni i zrezygnowała. Mówi, że odda pieniądze

Dyrektor szpitala Beata Gawelska w rozmowie z TOK FM przyznała, że rezydenci na dziś "ratują szpital". - Absolutnie tak. W każdym oddziale anestezjologii, w każdym szpitalu rezydenci są istotnym elementem zabezpieczenia świadczeń, również u nas. Oni mają różny poziom realizacji programu specjalizacji, więc ich poziom samodzielności jest na tyle istotny, że (w obecnej sytuacji) ratuje (szpital) w wielu obszarach - przyznaje Gawelska. 

- Obawiamy się, że zacznie się nam zlecać procedury, których nie powinniśmy samodzielnie wykonywać. Stwarza to niebezpieczeństwo dla pacjentów i to my następnie będziemy mieć nad głową prokuratora, na samym początku naszej drogi zawodowej. Chcemy tego uniknąć - podkreślają młodzi lekarze. Dyrektor Gawelska zapewnia jednak, że do tego nie dojdzie i że nie ma mowy o tym, by pełnili samodzielne dyżury i - bez nadzoru specjalistów - znieczulali do zabiegów. - Z punktu widzenia prawa nie jest to możliwe - tłumaczy Gawelska.

W przyszłym tygodniu - jak usłyszeliśmy w Urzędzie Wojewódzkim - wojewoda Krzysztof Komorski organizuje "spotkanie na szczycie". By spróbować znaleźć wyjście z tej patowej sytuacji, w jakiej znalazł się szpital. Rezydenci nie dostali na nie zaproszenia.