advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Mazowieckie

Kamienica na Mokotowie oddana w prywatne ręce. Mieszkańcy w strachu. "Nie powinniśmy być tak traktowani"

Cezary Jaszczyk
3 min. czytania
28.09.2023 16:33
- Boimy się, co będzie dalej. Słyszymy zapowiedź o stałym czynszu przez rok. Co będzie potem? Chyba łatwo się domyślić - mówią nam mieszkańcy kamienicy przy Kazimierzowskiej 72 na warszawskim Mokotowie, która została zreprywatyzowana. Lokatorzy mają żal do władz miasta, że doszło do takiej sytuacji.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

O reprywatyzacji budynków z lokatorami w Warszawie dawno się nie mówiło. Po wybuchu afery reprywatyzacyjnej w 2016 roku, działaniach prokuratury, komisji weryfikacyjnej i zmianom w ratuszu - zwroty nieruchomości w stolicy wyhamowały. Dlatego sprawa Kazimierzowskiej 72 budzi tak wielkie poruszenie.

Decyzję o przekazaniu tego budynku w prywatne ręce już w 2015 roku podjęło ówczesne miejskie Biuro Gospodarki Nieruchomościami. Potem miasto odmówiło jednak podpisania aktu notarialnego, które jest kropką nad 'i' w procesie zwrotowym. Nowy właściciel nieruchomości nie mógł zatem przejąć. - Zdecydowaliśmy się na ten krok, mając na uwadze, że sprawą zajęła się prokuratura - informuje TOK FM rzecznik stołecznego ratusza Jakub Leduchowski.

- Beneficjenci decyzji się z tym nie zgadzali i skierowali powództwo do warszawskiego Sądu Okręgowego. Chodziło o to, by sąd zastąpił miasto stołeczne i sam wyraził wolę podpisania aktu, czyli przypieczętowania decyzji reprywatyzacyjnej. W 2019 roku sąd się na to zgodził i niestety zignorowali nasze stanowisko - dodaje.

 

Ratusz zrezygnował jednak z apelacji od tej decyzji. - Warszawa się z tym wyrokiem nie zgadzała, ale pamiętajmy, jakie było wtedy orzecznictwo. Cała linia orzecznicza nie kwestionowała handlu roszczeniami. Nie widzieliśmy najmniejszych szans na powodzenie procesu i uszczupleniu w ten sposób kasy miasta - tłumaczy Leduchowski.

Ostatnią deską ratunku miało być poinformowanie o sprawie komisji weryfikacyjnej działającej przy Ministerstwie Sprawiedliwości oraz Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry. Ratusz podaje, że wnioski o interwencję od roku pozostały bez odpowiedzi.

Spotkanie z lokatorami

Nieruchomość trafiła zatem w prywatne ręce - nie spadkobierców dawnych właścicieli, ale handlarzy, którzy odkupili roszczenia. Ci sprzedali grunt, wraz z powojennym budynkiem, nowemu właścicielowi - firmie Wasbruk, zajmującej się głównie sprzedażą paliw.

Na spotkaniu z lokatorami kamienicy jeden z dwóch członków zarządu firmy przedstawił ich wizję dotyczącą przyszłości budynku. Warto zaznaczyć, że w kamienicy znajduje się 21 budynków, z czego 15 należało do miasta, a reszta miała prywatnych właścicieli. Wśród tych 15 cztery to pustostany. Nowy właściciel zapowiedział, że zostaną wyremontowane i będą wynajmowane po rynkowych cenach.

Co do sześciu mieszkań wykupionych wcześniej przez lokatorów, sytuacja ma zostać bez zmian. A co w przypadku pozostałych lokali, które do tej pory należały do zasobu komunalnego? Nowy właściciel zapewnił, że przez rok nie podniesie dotychczasowych czynszów. Dodał jednocześnie, że postara się zachęcić lokatorów do zmiany miejsca zamieszkania, bo to w przyszłości - jak mówił - ma zaproponować im miasto.

- Przynajmniej przez rok wasza sytuacja się nie zmieni. Później spółka będzie przyglądać się sytuacji. Wiem, że to zabrzmi brutalnie, ale czy nie rozważali państwo zmiany miejsca zamieszkania? - zapytał nowy właściciel na spotkaniu z mieszkańcami kamienicy.

Warszawa. Ktoś podszył się pod działkowców z Mokotowa? 'Sytuacja jest dość dziwna'

Lokatorzy, z którymi rozmawialiśmy, nie kryją, że żyją w dużym strachu. - Boimy się, co będzie dalej. Dobrze zdajemy sobie sprawę, z jaką atrakcyjną okolicą mamy do czynienia. Jednak wielu z nas mieszka tu praktycznie od samego początku. Włożyliśmy w ten budynek dużo pieniędzy i - naszym zdaniem - nie powinniśmy być tak traktowani. Teraz słyszymy zapowiedź o stałym czynszu przez rok. Co będzie potem? Chyba łatwo się domyślić - rozkłada ręce jedna z mieszkanek.

- Słyszeliśmy zapowiedź o tym, że miasto spróbuje nam znaleźć nowe mieszkania. Już dobrze wiemy, jak się to potem kończy. Rudera na peryferiach, bez udogodnień. Do tego jeszcze piec kaflowy - dodaje inna lokatorka.

'Mieszkańcy nie zostaną sami'

Obawy mieszkańców kamienicy przekazaliśmy wiceprezydentowi Warszawy Tomaszowi Bratkowi. Jak zapewnił, miasto nie pozostawi lokatorów samym sobie. - Zapewnimy nowe lokale wszystkim mieszkańcom. Będą to mieszkania o odpowiednim standardzie, które mają spełniać ich oczekiwania. Co ważne, mówimy o lokalach znajdujących się także w dzielnicy Mokotów. Obecnie obowiązujące przepisy pozwalają prezydentowi na taki krok. To kwestie trzech, czterech miesięcy - zadeklarował.