,
Obserwuj
Polska

Nie chcą centrum danych obok domów. "Ludzie mają poczucie, że ponoszą koszty za produkcję barachła"

5 min. czytania
21.09.2026 07:05
Obserwuj nas na Google

Protestujący przeciwko budowie centr danych obawiają się m.in. zużycia ogromnych ilości energii i wody oraz uciążliwego hałasu. - W Polsce największym problemem jest brak transparentności - oceniła Sylwia Czubkowska, dziennikarka technologiczna i współautorka podcastu "Techstorie" w TOK FM.

Mieszkańcy Piaseczna przeciwko budowie centrum danych
Mieszkańcy Piaseczna przeciwko budowie centrum danych
fot. Aliaksandr Valodzin/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego mieszkańcy protestują przeciwko centrom danych?
  • Gdzie serwerownie są budowane w Polsce?
  • Jaki jest problem z budową centr danych w Polsce?

Mieszkańcy Piaseczna w środę protestowali przeciwko budowie centrum danych. Serwerownia ma powstać przy ul. Energetycznej - tuż obok domów. Inwestycja wzbudza kontrowersje z powodu lokalizacji, ale i tego, że o budowie mieszkańcy dowiedzieli się już po tym, jak na działkę wjechał ciężki sprzęt.

- Na protestach są podnoszone argumenty środowiskowe, przede wszystkim z wodą i z energią. Ale największym problemem jest brak transparentności - oceniła w rozmowie z tokfm.pl Sylwia Czubkowska. Dziennikarka, autorka m.in. książki "Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem" i współprowadząca podcastu "Techstorie", porównała budowę serwerowni w Polsce i Stanach Zjednoczonych, gdzie - jak stwierdziła - firmy prowadzą politykę rabunkową.

- Tam rzeczywiście budowa centrów danych jest ekstensywna i bez zważania na koszty środowiskowe czy lokalne nastroje. Centra budowane w Polsce nie są tak ogromne, wodo- i energożerne jak w USA. Ale nie ma dobrej komunikacji i odpowiedniej transparentności - wyjaśniła ekspertka. I dodała, że "mieszkańcy widzą tylko ryzyka".

Protest w Piasecznie. Spór o wodę

Hałas, zużycie wody i energii oraz wpływ na środowisko - to główne obawy protestujących. Budowa czterech budynków, każdy o powierzchni około 4,5 tys. m kw., ma miejsce na granicy Piaseczna i Józefosławia. Mieszkańcy już teraz skarżą się na przeciążoną infrastrukturę. W Józefosławiu podczas tegorocznych upałów zdarzały się przerwy w dostawie prądu i deficytem wody.

Według warunków wydanych przez piaseczyńskie MPWiK dla inwestycji maksymalne zapotrzebowanie na wodę może sięgać 286 m sześciennych na dobę. To - jak alarmuje inicjatywa Stop Serwerowni Piaseczno - wartość odpowiadająca zapotrzebowaniu osiedla liczącego 3 tysiące mieszkańców. W Józefosławiu, który jest przykładem tzw. zabudowy łanowej, często występują problemy z ciśnieniem w kranach. Spółka Sien Real, której udziałowcem jest Budimex, zapewnia, że dzienne zużycie wody będzie o wiele mniejsze - ok. 55 m sześciennych na dobę.

Redakcja poleca

Jak stwierdziła Sylwia Czubkowska, inwestor może mieć rację. Wydana zgoda na zużycie 286 m sześciennych na dobę ma związek z budową zbiornika. - Nowoczesne centra danych zużywają bardzo mało wody, bo korzystają z niej w obiegu zamkniętym. Nie zawsze jest tak, że koszt ponoszą lokalne zbiorniki wodne. Ale mieszkańcy o tym nie wiedzą, bo nie ma dobrej komunikacji - mówiła współautorka "Techstorii". Według niej brak jasnej informacji, co do zużycia wody sprawił, że protestujący już nie zaufają tłumaczeniom spółki.

I to - zdaniem Sylwii Czubkowskiej - wina korporacji, które pokazały, że nie liczą się z lokalnymi społecznościami. Przykładowo, większość amerykańskich centrów danych - jak udowodnił reportaż Guardiana - jest budowanych na terenach zagrożonych suszami. - Podjudzają tym ludzi - oceniła dziennikarka. I dodała, że nie dziwi się mieszkańcom, którzy obawiają się budowy wielkiej hali w sąsiedztwie. - Ludzie mają dzisiaj wysoko postawione potrzeby ładu krajobrazowego, bezpieczeństwa energetycznego i wodnego - stwierdziła, wskazując, że w Polsce centra danych są budowane w miejscowościach wiejsko-rolniczych.

Mieszkańcy nie widzą dla siebie korzyści

W ocenie Czubkowskiej, protesty przeciwko centrom danych wynikają też ze zniechęcenia tym, że ktoś zyskuje na budowie wielkich technologii, a mieszkańcy będą ponosić koszty. - Nie widzą dla siebie w tym korzyści. Nie wierzą, że firmy będą płacić większe podatki i to przełoży się na poziom życia w gminie. Miejsc pracy też tam za bardzo nie ma, bo w większości centra danych są samoobsługowe - tłumaczyła ekspertka.

Jak zaznaczyła dziennikarka, potrzebujemy centr danych. Ich intensywna budowa związana jest z rozwojem sztucznej inteligencji, i to też ma wpływ na niechęć sąsiadów serwerowni. - Ludzie widzą, że AI jest wykorzystywane do slopów i dezinformacji. Mają poczucie, że ponoszą koszty za produkcję barachła - oceniła Czubkowska.

Ustalenia za plecami mieszkańców. Brak transparentności to sedno sprawy

Mieszkańcy Piaseczna i Józefosławia wskazują, że rozmowy z inwestorem prowadzone były za ich plecami. Do tego brak transparentności, jeśli chodzi o to, jaka firma będzie korzystała z budowanego kompleksu. To polska specyfika - np. w Szwecji i Holandii wprowadzono regulacje, dzięki którym wiadomo, kto buduje, obsługuje i faktycznie wykorzystuje infrastrukturę serwerową.

- Ukrywanie, że centrum danych jest budowane, ukrywanie, dla kogo i przez kogo, ile będzie zużywało wody i prądu, jest najgorszą polityką - stwierdziła współprowadząca "Techstorie", przypominając, że sama, pisząc książkę "Bóg Techy" miała problem, by dowiedzieć się, gdzie korporacje budują swoje centra danych. Podobne doświadczenia mieli również aktywiści z grupy "Twoja chmura wysusza moją rzekę" w Hiszpanii, z którymi rozmawiała Czubkowska.

Redakcja poleca

A w Polsce największym problemem - zdaniem ekspertki - jest fakt, że nie ma żadnego nadzoru, ile centr powstaje. Nie ma też analizy, gdzie je się buduje. Większość serwerowni budowanych jest koło Warszawy, gdzie jest najniższy poziom wód gruntowych i występują problemy z suszą. Dlaczego? - Jest tu już gotowa infrastruktura, jest też taniej przesyłać dane - tłumaczyła autorka "Bóg techów". Według niej nie powinniśmy się kierować jedynie dobrem inwestorów. - Nie muszą korzystać z naszych publicznych dróg, zbudowanych za nasze podatki. Co nas interesują problemy dużych korporacji? One i tak na tym zarobią. Niech ocierają swoje łzy banknotami - ironizowała Czubkowska.

Kontrolować, analizować i zmieniać

- Centra danych same w sobie nie są czymś złym - zaznaczyła dziennikarka. - To jest ten moment, kiedy każdą z inwestycji powinno się sprawdzić. Trzeba poważnie potraktować ludzi i ich obawy - mówiła Sylwia Czubkowska. Rozwiązaniem mogłyby być regularne analizy, czy wszystkie umowy są przestrzegane. Tym bardziej, że - jak zaznaczyła ekspertka - inwestorzy i korzystający z centr danych, jak każda wielka korporacja, mają wliczone w swoje funkcjonowanie ewentualne kary.

- Jak jest dobra kontrola, to firmy są zdolne do eksperymentowania - stwierdziła Czubkowska i podała przykłady zmian na lepsze, do których doszło dzięki lokalnym protestom. W Finlandii wymuszono, by back-up centr danych to nie były wielkie zbiorniki z dieslem, a zasilanie OZE. Z kolei w Sztokholmie centrum dane Microsoftu ma oddawać wodę odpadową do ocieplania budynków publicznych.

Tymczasem, do podobnych jak w Piasecznie protestów dochodzi również w innych polskich wsiach i miastach. Ostatnio swój sprzeciw wobec budowy centrum danych wyrazili mieszkańcy mazowieckich Reguł oraz  Inicjatywa Pracownicza w Bielsku-Białej, gdzie serwerownia ma powstać w miejscu byłego zakładu Fiata. Tamtejsze Związki Zawodowe alarmują, że inwestycja może doprowadzić do utraty 2 tys. miejsc pracy.

Źródło: TOK FM, Wyborcza.pl, Guardian