,
Obserwuj
Polska

Co o. Rydzyk robił na ingresie kard. Krajewskiego? "W Łodzi to tajemnica poliszynela"

4 min. czytania
30.03.2026 19:18

Na sobotnim ingresie, podczas którego kardynał Konrad Krajewski objął urząd metropolity łódzkiego, pojawił się niespodziewany gość. Chodzi o ojca Tadeusza Rydzyka, który w usiadł w pierwszym rzędzie. Zdaniem dziennikarza Onetu Szymona Piegzy chciał w ten sposób demonstracyjnie zaznaczyć swoją obecność. Gość TOK FM zwrócił też uwagę na poglądy łączące obu duchownych.

O. Tadeusz Rydzyk na uroczystym ingresie kard. Konrada Krajewskiego
O. Tadeusz Rydzyk na uroczystym ingresie kard. Konrada Krajewskiego
fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl
  • Kard. Konrad Krajewski podczas sobotniego ingresu w łódzkiej katedrze został oficjalnie arcybiskupem metropolitą łódzkim;
  • Niespodziewanie w pierwszym rzędzie w kościele pojawił się o. Tadeusz Rydzyk;
  • Dziennikarz Szymon Piegza wskazywał w TOK FM na możliwe powody obecności kontrowersyjnego duchownego.

Kardynał Konrad Krajewski podczas sobotniego ingresu objął oficjalnie urząd arcybiskupa metropolity łódzkiego, zastępując kard. Grzegorza Rysia. Były wieloletni jałmużnik papieski urodził się w Łodzi i tu przyjął święcenia kapłańskie. 

W uroczystej mszy w łódzkiej katedrze wzięli udział kardynałowie, ponad pięćdziesięciu arcybiskupów i biskupów, blisko pół tysiąca księży, przedstawiciele władz państwowych oraz licznie zgromadzeni wierni. Wśród gości pojawił się ojciec Tadeusz Rydzyk, który zajął miejsce w pierwszej ławce. To widok, który należy do rzadkości. W ostatnich latach jeden z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce zakonników kojarzonych z działalnością biznesową (założyciel chociażby Radia Maryja) nie bywał na tego typu uroczystościach, bo przestał otrzymywać zaproszenia.

"Chciał policzyć, kto jest z nim"

- Nie był tam oczywiście przypadkowo. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, nie dostał zaproszenia po to, by usiąść w pierwszej ławce. Wydaje mi się, że to miejsce nie było zarezerwowane dla niego, ale wykorzystał swój spryt. Podobno pojawił się na tyle wcześnie, żeby usiąść w pierwszym rzędzie, co było też niemałą zagwozdką dla organizatorów - mówił w TOK 360 Szymon Piegza z Onetu.

Jego zdaniem zachowanie o. Rydzyka "to był wyraźny sygnał i puszczenie oka do biskupów". Przypomniał, że w wydarzeniu wzięło udział ponad 60 polskich biskupów, przy czym większość to członkowie Episkopatu. - Chciał policzyć, kto jest z nim, a kto jest przeciwko niemu - ocenił dziennikarz.

Redakcja poleca

Zauważył przy tym, że "w ostatnich latach popularność o. Rydzyka w Episkopacie maleje". - Ta stara gwardia, która ewidentnie zawsze go popierała i broniła, to dzisiaj bardzo często są emeryci. To na przykład arcybiskupi Sławoj Leszek Głódź, Wiesław Mering czy jeszcze aktywny, ale u schyłku posługi abp. metropolita częstochowski Wacław Depo - wskazywał Piegza.

Gość TOK FM zwrócił też uwagę na liczne problemy duchownego. - Zmienił się rząd, po czym do toruńskiego imperium przestały płynąć dziesiątki, a nawet setki milionów złotych. Całkiem niedawno o. Rydzyk musiał pojawić się w prokuraturze, bo w jego sprawie trwa śledztwo. W końcu w ostatnich dniach dominikanin Ludwik o. Wiśniewski napisał list do przewodniczącego KEP abp. Tadeusza Wojdy, żeby ten wszczął jakiś audyt w sprawie mediów o. Rydzyka. Jego zdaniem ani "Nasz "Dziennik", ani Radio Maryja nie prezentują wartości chrześcijańskich, a wręcz w niektórych audycjach prezentują antychrześcijańskie wartości - wyliczał.

Krajewski "nierzadko odwiedzał Toruń"

Jak przekazał dziennikarz, o. Rydzyk miał też "wywołać niemałą sensację" swoją obecnością podczas oficjalnego poczęstunku, na który kard. Krajewski zaprosił m.in. biskupów i osoby z lokalnej polityki. 

- Trzeba wiedzieć, że w gruncie rzeczy kard. Krajewski ma może nie skrajne, ale na pewno prawicowe poglądy. Kiedy pracował w Watykanie, to często przyjeżdżał do Łodzi, bo to jego miasto rodzinne, ale też wcale nierzadko odwiedzał Toruń - zauważył Piegza. - W Łodzi to tajemnica poliszynela. Każdy wie o tym, że panowie są dosyć blisko. Może nie na stopie biznesowej, ale bardziej światopoglądowa tożsamość ich łączy - dodał.

Redakcja poleca

"Papieski Robin Hood"

Kard. Krajewski ma 62 lata. W Stolicy Apostolskiej spędził 28 lat, pełniąc rolę m.in. jałmużnika papieskiego od 2013 r. 

Nowy metropolia łódzki z racji sprawowania roli jałmużnika papieskiego był nazywany przez włoską prasę "Robin Hoodem papieża". Przydomku dorobił się po tym, gdy przywrócił prąd w rzymskiej kamienicy, zamieszkiwanej przez 450 osób, z których sto to były dzieci. Dostawy prądu i ciepłej wody odcięto tam z powodu zadłużenia. Kard. Krajewski zdjął pieczęcie z licznika energii elektrycznej, włączył prąd i zadeklarował, że od tej chwili sam będzie opłacał rachunki.

Po agresji rosyjskiej na Ukrainę wielokrotnie jeździł do tego kraju jako papieski wysłannik, często samemu prowadząc samochód z darami, przekazując wsparcie z Watykanu oraz modląc się w miejscach masakry ludności cywilnej, dokonanej przez wojska rosyjskie. Odwiedzał tam zarówno kościoły katolickie, jak i prawosławne oraz greckie.

W Łodzi nazywany jest kardynałem, który nie boi się zakurzyć sutanny. Jego przyjaciele wspominają, że już w seminarium opiekował się osobami z domów pomocy społecznej, a służąc papieżowi Franciszkowi oraz Leonowi XIV starał się miłością, troską i miłosierdziem objąć najniższe sfery. Podkreślają, że to kapłan, do którego ludzie lgną.

Źródło: TOK FM, PAP