Co o. Rydzyk robił na ingresie kard. Krajewskiego? "W Łodzi to tajemnica poliszynela"
Na sobotnim ingresie, podczas którego kardynał Konrad Krajewski objął urząd metropolity łódzkiego, pojawił się niespodziewany gość. Chodzi o ojca Tadeusza Rydzyka, który w usiadł w pierwszym rzędzie. Zdaniem dziennikarza Onetu Szymona Piegzy chciał w ten sposób demonstracyjnie zaznaczyć swoją obecność. Gość TOK FM zwrócił też uwagę na poglądy łączące obu duchownych.
- Kard. Konrad Krajewski podczas sobotniego ingresu w łódzkiej katedrze został oficjalnie arcybiskupem metropolitą łódzkim;
- Niespodziewanie w pierwszym rzędzie w kościele pojawił się o. Tadeusz Rydzyk;
- Dziennikarz Szymon Piegza wskazywał w TOK FM na możliwe powody obecności kontrowersyjnego duchownego.
Kardynał Konrad Krajewski podczas sobotniego ingresu objął oficjalnie urząd arcybiskupa metropolity łódzkiego, zastępując kard. Grzegorza Rysia. Były wieloletni jałmużnik papieski urodził się w Łodzi i tu przyjął święcenia kapłańskie.
W uroczystej mszy w łódzkiej katedrze wzięli udział kardynałowie, ponad pięćdziesięciu arcybiskupów i biskupów, blisko pół tysiąca księży, przedstawiciele władz państwowych oraz licznie zgromadzeni wierni. Wśród gości pojawił się ojciec Tadeusz Rydzyk, który zajął miejsce w pierwszej ławce. To widok, który należy do rzadkości. W ostatnich latach jeden z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce zakonników kojarzonych z działalnością biznesową (założyciel chociażby Radia Maryja) nie bywał na tego typu uroczystościach, bo przestał otrzymywać zaproszenia.
"Chciał policzyć, kto jest z nim"
- Nie był tam oczywiście przypadkowo. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, nie dostał zaproszenia po to, by usiąść w pierwszej ławce. Wydaje mi się, że to miejsce nie było zarezerwowane dla niego, ale wykorzystał swój spryt. Podobno pojawił się na tyle wcześnie, żeby usiąść w pierwszym rzędzie, co było też niemałą zagwozdką dla organizatorów - mówił w TOK 360 Szymon Piegza z Onetu.
Jego zdaniem zachowanie o. Rydzyka "to był wyraźny sygnał i puszczenie oka do biskupów". Przypomniał, że w wydarzeniu wzięło udział ponad 60 polskich biskupów, przy czym większość to członkowie Episkopatu. - Chciał policzyć, kto jest z nim, a kto jest przeciwko niemu - ocenił dziennikarz.
Zauważył przy tym, że "w ostatnich latach popularność o. Rydzyka w Episkopacie maleje". - Ta stara gwardia, która ewidentnie zawsze go popierała i broniła, to dzisiaj bardzo często są emeryci. To na przykład arcybiskupi Sławoj Leszek Głódź, Wiesław Mering czy jeszcze aktywny, ale u schyłku posługi abp. metropolita częstochowski Wacław Depo - wskazywał Piegza.
Gość TOK FM zwrócił też uwagę na liczne problemy duchownego. - Zmienił się rząd, po czym do toruńskiego imperium przestały płynąć dziesiątki, a nawet setki milionów złotych. Całkiem niedawno o. Rydzyk musiał pojawić się w prokuraturze, bo w jego sprawie trwa śledztwo. W końcu w ostatnich dniach dominikanin Ludwik o. Wiśniewski napisał list do przewodniczącego KEP abp. Tadeusza Wojdy, żeby ten wszczął jakiś audyt w sprawie mediów o. Rydzyka. Jego zdaniem ani "Nasz "Dziennik", ani Radio Maryja nie prezentują wartości chrześcijańskich, a wręcz w niektórych audycjach prezentują antychrześcijańskie wartości - wyliczał.
Krajewski "nierzadko odwiedzał Toruń"
Jak przekazał dziennikarz, o. Rydzyk miał też "wywołać niemałą sensację" swoją obecnością podczas oficjalnego poczęstunku, na który kard. Krajewski zaprosił m.in. biskupów i osoby z lokalnej polityki.
- Trzeba wiedzieć, że w gruncie rzeczy kard. Krajewski ma może nie skrajne, ale na pewno prawicowe poglądy. Kiedy pracował w Watykanie, to często przyjeżdżał do Łodzi, bo to jego miasto rodzinne, ale też wcale nierzadko odwiedzał Toruń - zauważył Piegza. - W Łodzi to tajemnica poliszynela. Każdy wie o tym, że panowie są dosyć blisko. Może nie na stopie biznesowej, ale bardziej światopoglądowa tożsamość ich łączy - dodał.
"Papieski Robin Hood"
Kard. Krajewski ma 62 lata. W Stolicy Apostolskiej spędził 28 lat, pełniąc rolę m.in. jałmużnika papieskiego od 2013 r.
Nowy metropolia łódzki z racji sprawowania roli jałmużnika papieskiego był nazywany przez włoską prasę "Robin Hoodem papieża". Przydomku dorobił się po tym, gdy przywrócił prąd w rzymskiej kamienicy, zamieszkiwanej przez 450 osób, z których sto to były dzieci. Dostawy prądu i ciepłej wody odcięto tam z powodu zadłużenia. Kard. Krajewski zdjął pieczęcie z licznika energii elektrycznej, włączył prąd i zadeklarował, że od tej chwili sam będzie opłacał rachunki.
Po agresji rosyjskiej na Ukrainę wielokrotnie jeździł do tego kraju jako papieski wysłannik, często samemu prowadząc samochód z darami, przekazując wsparcie z Watykanu oraz modląc się w miejscach masakry ludności cywilnej, dokonanej przez wojska rosyjskie. Odwiedzał tam zarówno kościoły katolickie, jak i prawosławne oraz greckie.
W Łodzi nazywany jest kardynałem, który nie boi się zakurzyć sutanny. Jego przyjaciele wspominają, że już w seminarium opiekował się osobami z domów pomocy społecznej, a służąc papieżowi Franciszkowi oraz Leonowi XIV starał się miłością, troską i miłosierdziem objąć najniższe sfery. Podkreślają, że to kapłan, do którego ludzie lgną.
Źródło: TOK FM, PAP