Na rynek trafiły stare łososie i mintaje. Tylko w nowych opakowaniach
Prokuratorzy zabezpieczyli w Lublinie ponad 100 ton mrożonych ryb, m.in. łososie, mintaje, ale także mniejszą ilość owoców morza. Na razie nikt nie usłyszał zarzutów, jest prowadzone śledztwo. Ale, jak usłyszeliśmy, sprawa jest bardzo poważna.
Na trop ryb wpadli inspektorzy weterynaryjni po otrzymaniu "donosu", że magazyn, który powinien zniknąć wciąż działa. Lubelski magazyn firmy ze Śląska formalnie od marca w ogóle nie powinien istnieć, bo firma poinformowała Powiatowy Wojewódzki Inspektorat Weterynaryjny o jego zamknięciu.
Pojechali na miejsce. - Zastali tam samochód, na który były załadowywane przeterminowane ryby oraz osobę, która się tym załadunkiem zajmowała - mówi Paweł Piotrowski, powiatowy lekarz weterynarii w Lublinie. To on zawiadomił prokuraturę.
Jak mówi nam prokurator Dorota Kawa, szefowa Prokuratury Rejonowej w Lublinie, informacja się potwierdziła i inspekcja zawiadomiła organy ścigania.
"Nie jadłam ryb, bo się napatrzyłam"
Z zeznań dwóch świadków, którzy pracowali w magazynie, w tym kobiety, która pakowała ryby, wynika, że mogły być one przeterminowane nawet o pięć lat. - Wielokrotnie pakowaliśmy rybę, której termin przydatności do spożycia dawno minął - zeznała była pracownica. I dalej: - Tak naprawdę nikt z nas nie wiedział, o ile były przeterminowane. Ja potem nie jadłam ryb, bo się napatrzyłam. Pracownicy ponoć zgłaszali ten fakt swoim przełożonym, ale nikt nie reagował. Ryby szły na rynek, mimo że nie nadawały się do jedzenia. Śledczy będą ustalać, gdzie trafiały: do hurtowni, małych sklepów czy marketów.
Ze wstępnych ustaleń wynika, że przepakowywano je, naklejano nowe etykiety z kolejnym 360-dniowym terminem ważności. Na miejscu śledczy oprócz ryb zabezpieczyli puste opakowania, etykiety i metkownice. Skopiowana też jest zawartość twardych dysków z głównej siedziby firmy na Śląsku.
Na razie śledztwo jest prowadzone z art. 306 Kodeksu karnego - chodzi m.in. o zmienianie daty przydatności do spożycia na produktach. Jak usłyszeliśmy jednak w prokuraturze, nie jest wykluczone, że w grę będzie też wchodził zarzut narażenia konsumentów na niebezpieczeństwo.
W jakich sklepach sprzedawali ryby?
- Ustaliliśmy parę miejsc, do których ryby trafiły. Są to głównie hurtownie (m.in. Mazowsze i Śląsk). W chwili obecnej dalej ustalamy, na jakiej zasadzie przebiegała ta dystrybucja - dodaje Paweł Piotrowski. Podkreśla, że wysłano ostrzeżenie (alarm) do specjalnego europejskiego systemu powiadamiania RASFF (System Wczesnego Ostrzegania o Niebezpiecznych Produktach Żywnościowych i Środkach Żywienia Zwierząt).
Mrożone ryby są specjalne oznakowane pieczątką z numerem zakładu, z którego pochodzą. W tym przypadku była to pieczątka firmy, która formalnie nie istnieje, bo została "wyrejestrowana". - Trudno powiedzieć, czy są to etykiety podrabiane. W każdym razie, w mojej ocenie jest to zwykłe oszustwo - mówi Piotrowski.
W inspektoracie weterynaryjnym dowiedzieliśmy się, że w tym samym magazynie dwa lata temu inspektorzy znaleźli przeterminowanego karpia. Wtedy został zutylizowany.
Jajka "zerówki" naprawdę ekologiczne? Zobacz, na jaki los skazujesz kurę >>