,
Obserwuj
Polska

Biła, wyzywała, pluła do talerza, nie dawała jeść - odpowie za znęcanie się nad partnerem i dziećmi

3 min. czytania
24.04.2012 18:23
Zarzuty psychicznego znęcania się nad konkubentem i trojgiem dzieci zostały postawione 33-letniej mieszkance Lublina. Dotyczą ostatniego roku. - Chcę się zmienić - powiedziała na przesłuchaniu.

Mówiąc o przemocy w rodzinie, mamy najczęściej na myśli znęcanie się mężczyzny nad kobietą. Tym razem jest inaczej. On ma 41 lat, ona - 33 i nieco ponad 160 cm wzrostu. Z zawodu jest kucharką, dużo pije. On jest niepełnosprawny, ma problemy z sercem, po wypadku chodzi o kuli.

Jak wynika z ustaleń prokuratury, kobieta gnębiła swojego konkubenta i dzieci w wieku 6, 8 i 10 lat. Było to głównie znęcanie psychiczne, choć nie tylko.

21 marca mężczyzna uznał, że dłużej tego nie zniesie - wezwał policję, rodzinie założono Niebieską Kartę - dokument zakładany przy przemocy domowej. Sprawa trafiła do prokuratury, a kobiecie postawiono zarzut z art. 207 Kodeksu karnego (przemoc w domu).

Przyznała się do znęcania nad mężczyzną, ale nie nad dziećmi. Zgodziła się na dobrowolne poddanie karze - proponując dla siebie karę roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata.

"Myślałem, że się zmieni"

 

On myślał, że to da jej do myślenia, że zacznie się zachowywać normalnie. Ale nic bardziej mylnego. Znów był alkohol, awantury i wyzwiska. Jak zeznał, wielokrotnie pluła jemu i dzieciom w twarz czy do jedzenia. Straszyła go, że jak coś komuś opowie, to jej znajomi go pobiją.

Dopiero gdy sprawą ponownie zajęła się prokuratura, wyszło na jaw, że przemoc była stosowana w tym domu co najmniej od kwietnia ubiegłego roku. Kobieta wyzywała wszystkich od najgorszych, słowo "szmata" to jedno z najłagodniejszych. Miała ciągłe pretensje, każdy starał się jej schodzić z drogi, wielokrotnie nie wracała w nocy do domu, a jak wracała, to z krzykiem i waleniem w drzwi.

Raz, gdy mężczyzna przygotowywał w kuchni jedzenie, zaczęła go wyzywać; wyrwała mu kulę, którą się podpierał i - jak zeznał - zaczęła go nią bić. W obronie taty stanął syn, również on - wg zeznań - został uderzony.

- Dzieci nie chcą zostawać z matką - powiedział w prokuraturze ich ojciec. Okazało się, że już wcześniej był incydent przed szkołą, gdy matka szarpała dzieckiem i na nie wrzeszczała - sytuację widziała szkolna pedagog.

We wtorek prokuratura rozszerzyła kobiecie zarzuty: odpowie za znęcanie się w okresie od kwietnia ubiegłego do kwietnia tego roku. W trakcie przesłuchania w prokuraturze za wiele nie powiedziała. Powtarzała, że chce się zmienić.

Na razie, zgodnie z nowymi przepisami, musi się wyprowadzić z domu - to decyzja śledczych i postawiony jej warunek. Dostała na to trzy dni. Zadeklarowała, że przeniesie się do swoich rodziców, pod Lublin. W innym przypadku śledczy będą mogli wystąpić o areszt. Za znęcanie się grozi do 5 lat więzienia.

"Dotykaj ich. Bądź pewny, że nie znikną". Kampania o raku piersi dla mężczyzn >>