Ochroniarz pobił gaśnicą. Chce się poddać karze
Możnaby powiedzieć, że pan Łukasz znalazł się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie. Był akurat na ulicy Abramowickiej w Lublinie, gdy zobaczył, jak mężczyzna w kamizelce z napisem "ochroniarz" dwukilogramową gaśnicą atakuje innego mężczyznę. Postanowił napadniętemu pomóc. Sam dostał dwa ciosy gaśnicą w głowę. Stracił przytomność i wylądował w szpitalu m.in. z urazem twarzoczaski i krwiakami. Miał też problemy ze wzrokiem.
Napastnik Kamil O. został zatrzymany. Do wszystkiego się przyznał. Odpowie za zaatakowanie dwóch mężczyzn. W trakcie śledztwa mówił, że chciał swoje ofiary tylko nastraszyć. Dlatego założył kamizelkę "ochroniarz" (choć w tym czasie nie pełnił służby). Najpierw zabrał z domu teleskopową pałkę, potem wrócił po gaśnicę.
Chce się dobrowolnie poddać karze. Uzgodnił z prokuratorem, że dostanie trzy i pół roku w zawieszeniu na pięć lat oraz grzywnę i dozór kuratora. Na taki wymiar kary musi się jednak jeszcze zgodzić sąd.