Z dużej chmury mały deszcz. CBA w pogotowiu ratunkowym
W całej sprawie chodzi o wyjazdy karetek w latach 2008-2009. Jak tłumaczy Zdzisław Kulesza, dyrektor lubelskiego pogotowia, zgodnie z przepisami zespół ratownictwa medycznego powinien jeździć tylko do przypadków ratowania życia. - Natomiast nie powinien realizować innych zadań, m.in. wynikających z transportu chorych, z domu do szpitala, ze szpitala do domu, między szpitalami - mówi Kulesza.
Szpitale powinny mieć swoje karetki, by same wozić pacjentów. Problem w tym, że gdy akurat karetki nie było, a pacjent musiał np. dojechać na pilne badanie szpital dzwonił na pogotowie. I dyspozytor ambulans wysyłał. - Obok prawa jest jeszcze życie, jest pacjent. I w tej sytuacji, kiedy nie ma możliwości zrealizowania tego transportu (przez szpital - przyp. red), my to realizujemy - tłumaczy dyrektor.
CBA uznało, że pogotowie w ten sposób łamało przepisy. I skierowało zawiadomienie do prokuratury. Chodziło o złe gospodarowanie mieniem znacznej wartości. Biuro w zawiadomieniu podało kwotę ponad 600 tysięcy złotych; tyle miały kosztować wykonane niezgodnie z przepisami wyjazdy zespołów ratowniczych.
Prokuratura nie podzieliła tego poglądu i sprawę umorzyła. Górę wziął zdrowy rozsądek. - Nie po to się tworzy karetki, żeby one sobie stały gdzieś na parkingu, tylko po to, by ratowały ludzkie życie - mówi prokurator Marek Zych, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej Lublin Północ. Dodaje, że decyzje o wysyłaniu karetek były podejmowane w celu ratowania życia i zdrowia chorych. Np. wtedy, gdy trzeba było dowieźć krew czy przetransportować pacjenta na badanie.
Zdzisław Kulesza przyznaje, że był zaskoczony wizytą agentów CBA i wielomiesięcznym śledztwem. Przesłuchiwany był on sam, ale też pracownicy pogotowia, w tym dyspozytorzy. CBA miało zastrzeżenia do realizacji umowy zawartej z NFZ-tem. - I to Narodowy Fundusz powinien nas kontrolować, a nie agenci, którzy powinni się zajmować korupcją - mówi Kulesza.
NFZ skontrolował pogotowie. Za wyjazdy niezgodne z umową nałożył karę w wysokości ok. 40 tysięcy złotych.