Za zabicie przyjaciela. Wyrok dożywocia uchylony
Sąd Okręgowy w grudniu 2009 roku skazał Krzysztofa P. na dożywocie. Uznał przy tym, że o warunkowe zwolnienie może starać się za 30 lat. Zabójca miał ponadto wpłacić po 40 tysięcy złotych na rzecz matki i brata Pawła Marzędy.
We wtorek odbyła się rozprawa odwoławcza Krzysztofa P. przed sądem apelacyjnym. O uchylenie wyroku wnosił obrońca Krzysztofa P Marek Przeciechowski. Uzasadniał, że w trakcie procesu doszło do błędu w procedowaniu. Na jednej z rozpraw zabrakło adwokatki oskarżonego. Zwolnienie lekarskie dostarczył jej aplikant. Ale oskarżony nie zgodził się, by to aplikant go reprezentował. Mimo to sąd przeprowadził rozprawę i przesłuchał jednego z kluczowych świadków.
Przeciechowski wskazywał też na zbyt wysoki wymiar kary. - Ta kara jest drakońska. W żaden sposób nie współgra z kwestią osoby oskarżonego, jego dotychczasoweym życiem, współpracą z organami ścigania - mówił.
O ponowny proces przed sądem niższej instancji wnioskował też prokurator. Argumentował, że sąd okręgowy powinien odczytać wyjaśnienia Krzysztof P, które składał na wizji lokalnej, lecz tego nie zrobił.
Z kolei rodzina zamordowanego domagała się zwiększenia kwoty odszkodowania do 50 tysięcy złotych.
Matka zamordowanego Pawła Marzędy przez całą rozprawę odwoławczą trzymała w ręlku zdjęcie syna, skierowane w kierunku siedzącego po przeciwnej stronie zabójcy. - Ten, który siedzi przede mną, powoływał się, że jest kolegą mojego syna. Tego samego dnia, po zabiciu, przyszedł i przyniósł mi kluczyki. A ja mu robiłam herbatę. Szukał ze mną Pawła. Jak on mógł?.. - mówiła ze łzami w oczach.
Sąd Apelacyjny w pięcioosobowym składzie uchylił wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Okręgowy.
Do zabójstwa Pawła Marzędy doszło w lipcu 2007 roku. Zabójca dobrze znał swoją ofiarę. Jak wynika z ustaleń śledztwa, zabił, bo chciał przejąć jego firmę. Paweł Marzęda prowadził warsztat samochodowy, naprawiał alarmy. Uchodził za specjalistę w tej branży.
Na początku wakacji 2007 r. zniknął bez śladu. Po kilku dniach jego zwłoki znaleziono w lesie. Wyrok skazujący usłyszał jego bliski kolega. Ale wciąż trwa śledztwo w sprawie jeszcze dwóch innych mężczyzn, którzy - jak twierdzi prokuratura - mogli mieć związek z zabójstwem.