10 tysięcy złotych. Tyle chcą lekarze za pracę w NFZ
Lubelski NFZ od zaraz zatrudniłby m.in. nowych lekarzy i farmaceutów do Wydziału Gospodarki Lekami (4 osoby) i sekcji skarg i wniosków (1 osoba). Dlaczego naraz poszukiwanych jest aż 8 osób? Nie chodzi o jakieś masowe odejścia (w całym 2010 roku rozwiązano 10 umów o pracę, ale w większości na wniosek pracowników). Problem tkwi w czymś innym. - To wynika przede wszystkim z tego, że dużo nam się dzieci rodzi. I nasze panie idą na urlopy macierzyńskie - tłumaczy TOK FM rzecznik funduszu, Karol Ługowski.
NFZ cieszy się, że powiększa się przyrost naturalny. Ale powód do radości szybko znika, bo brakuje rąk do pracy. Nowi lekarze do pracy w funduszu się nie garną. Głównie ze względu na pieniądze. Dzwonią i pytają, czy dostaną na wejście minimum 10 tysięcy złotych. A takich pieniędzy fundusz nie ma. Zwykle proponuje połowę tej kwoty (5-5,5 tys. zł). - Nie jesteśmy w stanie zapewnić takiego wynagrodzenia, jakiego by oczekiwali lekarze, stąd właśnie mamy pewne trudności z zatrudnieniem tej grupy zawodowej - mówi Ługowski. Problemy kadrowe mogą dać się funduszowi we znaki już jesienią, przy kontraktowaniu świadczeń na przyszły rok.
Lekarzy tłumaczy trochę to, że podejmując pracę w NFZ nie mogą być świadczeniodawcą, który zawarł umowę z Funduszem; nie mogą też pracować u takiego świadczeniodawcy. Jest jeszcze jedno ograniczenie: nie mogą też być pracownikami podmiotu, który utworzył zakład opieki zdrowotnej.