Damski strzał w dziesiątkę. Nowy pomysł w PO
Na listach PO do lubelskiej rady miasta na miejscu pierwszym są dwie kobiety - studentka Beata Stepaniuk i była rzeczniczka poczty, Elżbieta Mroczkowska. Te dwa miejsca to mało, więc wicewojewoda Henryka Strojnowska, zasiadająca w zarządzie regionu PO wpadła na inny pomysł na wypromowanie kobiet. Zaproponowała dla pań miejsca dziesiąte. - Najlepsze miejsca na listach zajmują mężczyźni. Dlatego pojawił mi się pomysł, by kobiety wyróżnić i by były we wszystkich okręgach na dziesiątkach - mówi Strojnowska. Pomysł chwycił i panie rzeczywiście stały się numerem dziesięć.
Były przypadki, że na dziesiątkach pierwotnie byli panowie, ale musieli zająć pozycje wyżej i ustąpić paniom. Małgorzata Szczepińska kandyduje ze Śródmieścia. Miała być na liście ósma, ale ostatecznie jest dziesiąta. I wcale jej ten spadek nie martwi. - Z reguły dostają się osoby, które kandydują z miejsca pierwszego czy drugiego, albo właśnie z dziesiątego. To miejsce zapada w pamięć - mówi Szczepińska.
Kobiety startujące z dziesiątek mają poprowadzić wspólną kampanię wyborczą. Na razie szczegółów strategii nie ujawniają. Wiadomo, że chcą pokazać swoją siłę. - Mamy nadzieję, że pomysł na umieszczenie kobiet na dziesiątych miejscach zaowocuje tym, że rzeczywiście będziemy miały szansę odegrać ważną rolę w tych wyborach - mówi Agnieszka Zadura, która na co dzień prowadzi fundację, a w wyborach wystartuje właśnie z numerem 10 z okręgu nr 2 (LSM). Jej zdaniem, taka decyzja to stworzenie kobietom możliwości klarownego zaistnienia.
Posłanka Joanna Mucha przekonuje, że dziesiątki to dobre miejsca, bo część wyborców stawia krzyżyk właśnie przy ostatnim nazwisku na liście. - Chodzi o to, by móc wspólnie się wypromować chociażby przez hasło "strzał w dziesiątkę"; wypromować się razem - mówi Mucha.